poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 9

- W lokalnej prasie piszą o kobiecie, nauczycielce, która dostała pracę w szkole europejskiej w Brukseli. – powiedział zaskoczony Krystian.
- Co w tym dziwnego? – spytałam - Polak dostaje pracę w ambasadzie, czy konsulacie, wyjeżdża za granicę z rodziną, czasem na wiele lat. Dzieci dyplomatów też muszą gdzieś się uczyć. Ale ktoś kto tego nie doświadczył, nie znalazł się w takiej sytuacji nie zastanawia się nad tym.
- Nie wiedziałem, że są takie szkoły.
- Jak większość ludzi. Ja nie chodziłam do szkoły europejskiej, chociaż kilka lat mieszkałam we Włoszech, a to jeden z kilku krajów, gdzie jest tego typu szkoła.
- Są we Włoszech, Belgii, Luksemburgu, Niemczech, Holandii, Hiszpanii. Na stronie ośrodka rozwoju polskiej edukacji za granicą napisano, że „misją szkół europejskich jest rozwijanie w uczniach poczucia wspólnoty z innymi Europejczykami przy jednoczesnej akceptacji swojej odrębności narodowej i kulturowej. Przebywając w środowisku międzynarodowym i wielokulturowym dzieci mają prawo do nauki języka ojczystego z poszanowaniem własnych tradycji i jednocześnie mając poczucie wspólnoty z innymi kolegami w ramach Zjednoczonej Europy.” Wymieniono tu kogo dzieci uczęszczają do takich szkół.
- Dzieci, młodzież mają nie zapomnieć, że są Polakami, ale mają też czuć się Europejczykami. W skład szkół europejskich wchodzą przedszkola, szkoły podstawowe i średnie. Są sekcje językowe. Polega to na tym, że część zajęć jest prowadzona w języku ojczystym, a reszta w języku obcym. Język obcy wybierają rodzice, angielski, francuski lub niemiecki. W takim przedszkolu zajęcia są prowadzone w języku polskim, ale podczas zabaw dzieci już integrują się z obcokrajowcami, poznają inne języki, zwyczaje, itp.
- Piszą tu, że w języku ojczystym uczą tylko matematyki, biologii, chemii, fizyki. Zajęcia z geografii, sztuki, muzyki, historii, filozofii, informatyki, wychowania fizycznego są prowadzone w grupach mieszanych, czyli biorą w nich udział uczniowie różnych narodowości i nauczyciele prowadzą lekcje w jednym z trzech języków urzędowych. Przedszkole trwa 2 lata, podstawówka 5 lat i szkoła średnia 7 lat. Cztero i pięciolatki uczęszczają do przedszkola, od szóstego do dziesiątego roku życia chodzi się do szkoły podstawowej, a potem, do szkoły średniej. Na koniec europejska matura. Piszą tu też o obowiązkowej nauce języka obcego i o przedmiocie o nazwie „godziny europejskie” w wybranym języku obcym. Również w grupach mieszanych. Ten przedmiot ma za zadanie budowanie świadomości europejskiej.
- Wiem, że prawie nic nie wiesz o mojej przeszłości. Nie mówię o niej. Od małego mieszkałam z rodzicami we Włoszech, w Mediolanie. Takie dziecko jak ja – Polak przebywający w danym kraju z racji pracy rodzica - może uczęszczać do szkoły europejskiej, albo do typowej włoskiej szkoły. Chodziłam do szkoły z Włochami i Włoszkami, a poza tym brałam udział w zajęciach uzupełniających z języka polskiego, historii i geografii Polski, wiedzy o społeczeństwie. Są takie organizowane przy konsulatach, ambasadach, przedstawicielstwach RP i nazywają się szkolne punkty konsultacyjne.
     Dzięki temu poznałam Tobiego, czyli Tobiasza, ale o tym nie powiedziałam Krystianowi, bo po co?

- Byłem ciekaw skąd znasz włoski. Kiedyś, jeszcze jako kurier, słyszałem jak rozmawiałaś w tym języku.
- Tak? Kiedy? Gdzie? – byłam zaskoczona.
- Szłaś z dziewczyną. Ona też mówiła po włosku.
- To była koleżanka z tamtych czasów. Chodziłyśmy razem do szkoły. Przyjechała do Polski i spotkałyśmy się. Kilka dni pomieszkała u mnie.
- Znajomość języków obcych ułatwia życie. – powiedział Krystian.
- Ale może też je skomplikować. Moja matka nie zna… nie znała włoskiego. Nie polubiła tego kraju. Nie chciała tam zostać, integrować się, uczyć języka.
- To jak sobie radziła nie znając włoskiego? U lekarza? Podczas robienia zakupów, czy załatwiania różnych spraw?
- Nie radziła sobie dlatego wróciła do Polski. Zostawiła mnie i ojca, ale nie chcę o niej rozmawiać. Nie żyje.
- Ile mieszkałaś we Włoszech?
- Urodziłam się w Polsce. Wyjechaliśmy, gdy byłam bardzo mała. Całą podstawówkę chodziłam tam do szkoły.
- A szkoła średnia? Studia?
- W Polsce.

     Nie radziłam sobie z odejściem matki, nie dogadywałam się z ojcem, zakochałam się w Tobiaszu. On i jego rodzice wracali do Polski. Postanowiłam  zabrać się z nimi. Zamieszkałam do pełnoletności u rodziny ze strony ojca. Potem dostałam mieszkanie, więc wyniosłam się do siebie. Zarabiałam jako tłumacz. Uczyłam włoskiego w szkole języków obcych.
**********
     Pielęgniarka uprzedziła mnie, że „znowu ta papla była u pacjenta”. Przeczuwałam kłopoty i meczącą rozmowę skoro Jego brat wpadł z wizytą.
- Jak mogłem być taki głupi i ślepy… Idiota ze mnie! Nie zadzwoniłem do ciebie, bo byłem obrażony, wściekły na ciebie. Nienawidziłem cię, że zakpiłaś z moich uczuć do ciebie i że odeszłaś, tak nagle po prostu spakowałaś się i fru z naszego mieszkania.  Zostawiłem cię z tym wszystkim samą.
- Miałeś prawo. Zerwałam z tobą. To zrozumiałe, że miałeś do mnie żal, pretensje. Ja po czymś takim też bym cię unikała. Nie chciałeś utrzymywać kontaktu z kimś  takim. Zawiodłam cię, rozczarowałam…
- Nie zauważyłem, że coś się dzieje. Moja matka nachodziła cię. Na pewno nie przychodziła na przyjacielskie pogaduszki.
- Przyjacielskie to one nie były. Ani o pogodzie. Nie odpuścisz, więc ci powiem i miejmy to już za sobą. Według niej nie byłam dla ciebie wystarczająco dobrą partią.
- Co ona tam wie. To moje życie i moja sprawa z kim chciałem je przeżyć. Nadal chcę, żeby było jasne.
- Czyli zgoda?
- A mam inne wyjście? Ciągle tu przychodzisz. Nie mam nawet gdzie uciec, albo chociaż schować się. – dowcipkował Krystian.
Po chwili powiedziałam:
- Twoja matka widziała to inaczej.
- Nie mieści mi się w głowie, że zrobiła coś tak ohydnego, niewybaczalnego. Za moimi plecami łaziła do ciebie i wygadywała jakieś głupoty.

     Może i lepiej, że wiedział. Ulżyło mi, że nie musiałam Mu tego mówić. Jego brat mnie wyręczył, wyświadczył mi przysługę.
- Nie chodziło ci tak naprawdę o wiek. Tobie on nie przeszkadzał, tylko mojej matce. Mam na myśli naszą wcześniejszą rozmowę o studiach.
- Poniekąd wolałabym nie być od ciebie starsza. Ale skoro już jestem to da się z tym żyć.
- Dotarły do mnie informacje, że mówiła swoim psiapsiółkom, koleżankom, znajomym, że jesteś 13 lat starsza ode mnie i że lecisz na kasę moich starych.
- Już nawet to wiesz…
- Jest jeszcze coś?
- Teraz to już całkiem jesteś w temacie. Przestań go drążyć. Nie przypominaj mi tego wszystkiego. Próbuję zapomnieć. Możemy do tego nie wracać? Nigdy!
Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale uszanował moją prośbę.
- Mogę sobie jedynie próbować wyobrazić co czuje, myśli matka, gdy jej dziecko dorasta, opuszcza rodzinny dom i zakłada własną rodzinę. To musi być trudne.
- Taka jest kolej rzeczy. Normalni ludzie tak robią. Młodzi wyfruwają z rodzinnego gniazda, a ich rodzice akceptują to.
- Człowiek stara się o dziecko, potem dba o nie, chce dla swojej pociechy jak najlepiej, a ono – w mniemaniu rodzica – popełnia błędy.
Chciałam dodać, że rujnuje sobie życie, ale zdążyłam ugryźć się w język. W miejscu, w którym byłam tekst o rujnowaniu sobie życia wydał mi się niestosowny.
- Bronisz jej? Po tym wszystkim?
- Daleka jestem od bronienia jej. Trudno mi było tym bardziej, bo to twoja matka. Zawsze starałam się nie mówić o niej, by nie powiedzieć co naprawdę myślę o tej kobiecie. Nie chciałam, żebyś musiał trzymać jej, albo moją stronę.
**********
     Rozmawiałam z psychiatrą. On mnie zaczepił i zaproponował rozmowę o tym co się stało. Mówił, że bliscy przeżywają traumę, obwiniają się i mogą wymagać pomocy. Każdego może przerosnąć myśl, że ktoś z ich otoczenia próbował się zabić, a oni nie zauważyli nic niepokojącego, nie zapobiegli temu. Miałam poczucie winy.
Gdy lekarz wyszedł na chwilę zobaczyłam listę pytań, które miał przygotowane dla odratowanego samobójcy. Musiał ocenić sytuację, która miała miejsce. Szkoda, że nie widziałam miny, reakcji Krystiana, gdy lekarz zapytał zwłaszcza o pamiętnik, list pożegnalny rozmowy z ludźmi jakby to było załatwianie spraw (przed śmiercią), pożegnanie.  Niektórzy czytają o samobójstwie, metodach. Odwiedzają strony i fora poświęcone tej tematyce. Mogą coś wspomnieć w internecie, na forum, czy na blogu. Ja też czytałam by się dokształcić, zrozumieć dlaczego ludzie to robią i żeby wiedzieć jak „po” z Nim rozmawiać.
**********
- Psychiatra pytał cię, czy prowadzisz dziennik, pamiętnik? – zapytałam Go.
Krystian zaśmiał się. Ciekawe, czy przy lekarzu też to zrobił, gdy ten poruszył ten sam temat co ja teraz.
- Skąd wiesz? Tak. Spytał.
- Dla faceta to idiotyczny pomysł, ale kobietom pomaga. W necie widziałam przykładowe pytania zadawane…
- Tym co próbowali się zabić… A ty masz coś takiego? Mam na myśli pamiętnik.
- Od niedawna. Przelewanie słów na papier pozwala wyrzucić z siebie to, co męczy, dręczy, nie daje spać. Ułatwia uporządkowanie myśli. Rozjaśnia umysł. To tak jakby opowiedzieć to komuś.
- Gdy mieszkaliśmy razem nie widziałem, żebyś coś spisywała.
- Wtedy tego nie potrzebowałam. 
Mieliśmy siebie nawzajem, rozmawialiśmy o problemach i wspólnie je rozwiązywaliśmy – pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz