Anna Gerszendorf
CO BYŁO MINĘŁO?
Miałam sen. Nie mogę Go zapomnieć. Byłam na studiach ze
swoim chłopakiem, 3 lata młodszym ode mnie. Nie chciałam by o tym wiedziano i
że jesteśmy parą. Tyle młodszych, nastoletnich siks wzdychało do Niego,
zabiegało o Jego zainteresowanie, względy. Kochaliśmy się. On nie widział
nikogo poza mną. Był taki dobry, troskliwy, kochaniutki. A ja kombinowałam jak z nim zerwać. Raniłam
Go, cierpiał. Ja również. Oboje bardzo to przeżyliśmy.
Pragnęłam spakować swoje rzeczy, rzucić studia i uciec bez
pożegnania.
Unikałam Go. Nie wiedział co się dzieje, dlaczego to robię.
Nie byłam w stanie Mu tego wyjaśnić. Zakładałam, że nie zrozumie. To było
bardziej skomplikowane niż się wydaje.
Miałam do siebie żal, strasznie tęskniłam za Nim, brakowało
mi Go, ale nie widziałam innego wyjścia, jak zniechęcenie Krystiana do siebie.
Wiem, że zabrzmi to dziwnie, głupio, ale chciałam dla Niego
jak najlepiej. Robiłam to z myślą o Nim. Nie chciałam Mu rujnować życia,
przyszłości.
Obudziłam się
zapłakana.
Pomyślisz – ale
z niej egoistka. Myślę, że Cię zaskoczę i zmienisz zdanie po przeczytaniu całej
historii.
Ludzie tak łatwo
oceniają innych, krytykują, pouczają, mimo, że nie znają całej zaistniałej
sytuacji. Czepiają się zwłaszcza obcych, o których nic, albo prawie nic nie
wiedzą. A później często im głupio, że tak pochopnie, bezpodstawnie wydali
osąd.
**********
Spotkaliśmy się,
przypadkiem, w niewielkim, osiedlowym lokalu, blisko domu mojej koleżanki,
która wystawiła mnie do wiatru.
Wcześniej chwilę pogadałam z Tobiaszem – z moim
przyjacielem i eks. Też tu wpadł. Nie
zwierzył mi się po co.
- Jak przyjdzie twój chłopak pójdę sobie. – powiedział
Krystian, mój ulubiony kurier.
- Po pierwsze to nie mój chłopak. Już nie. Dawna, skończona
historia.
- On chyba jest innego zdania. Chciał cię pocałować na
powitanie, ale nadstawiłaś policzek i pokrzyżowałaś jego plany.
Cóż za spostrzegawczość…
- A po drugie nie chcę byś poszedł sobie. Zostań. – kontynuowałam.
- Pogadamy o zwierzętach, które oboje tak lubimy?
Chyba od wymiany
opinii o sklepie internetowym, w którym kupuję m.in. karmę dla kota (suchą,
mokrą) zaczęła się nasza znajomość. Najpierw pogadaliśmy, potem On zaczął
rozpoznawać mnie na ulicy i mówić: „dzień dobry”.
- Na początek może być. Żartuję. O zwierzętach, zwłaszcza
moim kocie już nie raz rozmawialiśmy. Wpadłeś tu w ramach odpoczynku po pracy?
- Spotkałem się tu z kolegą w sprawie pracy.
- Nie chcesz już być kurierem?
- Nie powiedziałem, czy to ja szukam, czy on.
- Fakt. To męcząca praca. Każdy o takiej marzy. –
dowcipkowałam, ale chyba zabrzmiało to ciut złośliwie.
- Chyba nie masz humoru.
- Koleżanka zawracała mi głowę, że chce się spotkać.
Zgodziłam się. A ona przed chwilą dała znać, że nie przyjdzie, bo ma problem z
dzieckiem.
- Może uda mi się ją zastąpić.
- Przyznam ci się, że ani trochę nie miałam ochoty na
spotkanie z młodą mamuśką. One są monotematyczne i nudne. Gadają tylko o swoim
dziecku i to tak jakby było ósmym cudem świata, albo jedynym. Niebiosa mi
ciebie zesłały.
- Czego się napijesz? – zapytał Krystian.
- Ciekawe, czy robią tutaj napój bananowo – porzeczkowy, to
znaczy…
- Wiem o co chodzi. Nektar z żółtych bananów plus sok z
czarnej porzeczki. Z lodem, czy bez?
- Temperatura pokojowa, poproszę.
Gdy wrócił z dwoma szklankami powiedziałam:
- Dla siebie też wziąłeś? Nie piwo?
- Lubię to połączenie, chociaż bananowo – wiśniowy napój
jest jeszcze lepszy.
- Nie piłam.
- A co do piwa to zrezygnowałem z niego, bo przyjechałem
samochodem. Chętnie cię odwiozę do domu.
- Tym co wozisz paczki? – sama nie wiem, czy chciałabym się
nim przejechać, czy nie. Nigdy takim nie jechałam.
- Nie, swoim, osobowym.
- Nie musisz mnie odwozić.
- Chętnie to zrobię. Żaden problem. Napatrzyłaś się?
- Zamyśliłam się. –
odpowiedziałam i miałam nadzieję, że nie zapyta o czym niby tak rozmyślałam.
Gapiłam się na Niego?
Czułam, że to zauroczenie. Pomyślałam, że
może przerodzić się w coś innego. Chyba
chciałam tego, Jego.
- Listonosz, kurier ma wyjątkową pracę. W sensie wie jak
ktoś się nazywa, gdzie mieszka i z kim. Te dane są na listach, przesyłkach,
paczkach. Czasem może poznać numer telefonu. A ludzie nie wiedzą nic, albo
prawie nic o listonoszu, który latami coś im doręcza. O kurierach to już tym
bardziej.
Od lat ten sam
listonosz przynosi mi listy. On tyle o mnie wie, a ja o nim nic. Sąsiadka jest
sporo starsza ode mnie. Mieszka tu dłużej i z wieloma osobami, zwłaszcza z tymi
w podobnym wieku co ona, jest na „ty”. Z
listonoszem też. Wie jak ma na imię, bo pracowała kiedyś na poczcie, tej samej
co on. Czasem ich mijam. Rozmawiają. Kiedyś słyszałam, że była mowa o jego
żonie. Sąsiadka z wypiekami słuchała o ich urlopie. Podróżują po świecie, ale
raczej w poszukiwaniu upałów i warunków do opalania, a nie żeby pozwiedzać. Nie
rozumiem takiego podejścia do kwestii wojaży. Nie jestem miłośniczką takiego
wypoczynku. Dla mnie leżenie przy basenie, czy na plaży to strata czasu. Poza tym opalanie jest
niezdrowe. Na świecie jest tyle pięknych, ciekawych miejsc, że grzech ich nie
zobaczyć będąc już tam. Po co lecieć, czy jechać (samochodem, autokarem) wiele
godzin do Grecji, Turcji, Chorwacji, żeby potem wylegiwać się na leżaku? To bez
sensu! Sąsiadka zazdrości listonoszowi,
bo był w Egipcie, Tunezji, Maroko. Śmiała się z niego. Panujące tam temperatury
nie dawały mu żyć i siedział pod drzewami, albo szukał cienia. Co z tego, że
pod palmą siedział, za granicą, a nie pod drzewem w Polsce. Dla mnie wyrzucił
pieniądze w błoto udając się na raczej drogą wycieczkę. Ja podróżuję by mieć
super wspomnienia i zdjęcia, żeby zobaczyć coś, doświadczyć czegoś, czego nie
ma w Polsce. Chce spróbować innych niż nasze potraw, poznać inną kulturę,
muzykę, tańce, zwyczaje. I przede wszystkim zwiedzam! Lubię nietypowe atrakcje
turystyczne, podziwiać architekturę,
zamki, pałace, piękne, ciekawe miejsca, parki tematyczne (mitologii,
dinozaurów, miniatur), skanseny, domy dachami w dół, drewniane kościółki,
nietypowe muzea. Lubię doświadczać czegoś nowego. W granicach rozsądku. Nie
kręcą mnie ekstremalne przeżycia.
Ludzie są różni.
Jedni lubią morze, inni góry, a jeszcze inni jadą za granicę by opalać się przy
basenie i nie opuszczają terenu hotelu. Podziwiam góry, ale wielogodzinne
wędrówki po nich to nie moja bajka. Bieszczady to nie dla mnie. Tak jak i inne
miejsca, gdzie mogłabym spotkać na swej drodze jadowitego węża. Unikam
niebezpieczeństw i dużych wysokości. Nie piszę się na noclegi pod namiotem, na
pobyt na typowej (śmierdzącej) wsi, czy
w chatce z dala od ludzi i od cywilizacji. Jestem bardzo wygodnicką turystką.
Ciekawe co lubi mój ulubiony kurier?
- Ty wiesz jak mam na imię i znasz mój numer telefonu. –
powiedział Krystian.
- Bo dostaję smsa, kiedy i kto dostarczy moją paczkę. Coś w
stylu: „Dzień dobry, paczkę numer taki doręczy dzisiaj kurier z takiej firmy”. Jest
tam imię kuriera i jego numer telefonu, ale pewnie służbowy. Nazwiska, czy
adresu nie ma.
- Wingner. Tak mam na nazwisko. Jeśli chodzi o adres to
mieszkam niedaleko ciebie, na sąsiednim osiedlu. Jakieś pięć minut spacerkiem.
Jeszcze coś chciałabyś wiedzieć? Rodzice? Rodzeństwo?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Zaskoczył mnie. Dlaczego właściwie mi to
wszystko o sobie powiedział? To nie było zwykle zaspokojenie mojej ciekawości.
- Sorry, tak jakoś mi się wyrwało. Głośno myślałam. Nie
musiałeś odpowiadać, mówić o sobie.
- Spoko, nic się nie stało. Jesteś pewnie jedną z niewielu
osób, które tak bardzo zainteresowała treść tych smsów. I jedyną, która żałuje
mnie. To znaczy przejmujesz się, że muszę przytachać ważącą kilkanaście
kilogramów paczkę żarełka dla twojego zwierzaka. – Krystian zauważył
skrępowanie Sary i postanowił nie drążyć tematu, nie mówić o swojej rodzinie.
- A ty mnie wtedy pocieszałeś, że ta moja paczka to nic w
porównaniu z meblami, które dźwigałeś, w upał, na czwarte piętro.
- Taka praca. Na szczęście za cięższe paczki dostaję więcej
kasy, czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
- Opowiedz mi o niej.
- O mojej pracy, czy może o dziewczynie? Powiedziałaś „o
niej”.
- Picie wypiłam to już może lepiej sobie pójdę.
- Nie mam dziewczyny, ale to cię pewnie nie interesuje.
Myślę, że zorientował się, że bardzo mnie to interesuje.
- Co do pracy opowiem ci o niej jeśli chcesz. Jeszcze coś
do picia?
- Ale teraz ja płacę. – powiedziałam.
- Nie ma takiej opcji.
- Nie zaprosiłeś mnie tu. Spotkaliśmy się przypadkiem, więc
każde z nas może zapłacić.
- Wolałbym, żebyś nie płaciła.
- A równouprawnienie? – spytałam.
- Miło było, ale czas na mnie.
Nie wiedziałam, czy on tak na serio, czy żartował. Ale nie
chciałam się przekonać, czy zaraz wstanie i sobie pójdzie. Byłam w kropce, nie
wiedziałam co zrobić. Na szczęście On się odezwał:
- Zastanawiasz się, czy lubię rządzić i stawiać na swoim. Nie
jestem taki. To przez to, że tak mnie wychowano.
- Mówisz o byciu dżentelmenem? Wpojono ci pewne zasady.
- Tak.
- Opowiedz mi o swojej pracy. I poproszę o kawę, latte.
- Wstaję rano, na siódmą jadę do magazynu po paczki,
sprawdzam w jakim są stanie, czy nie są uszkodzone, odbieram je, planuję trasę
i według tego pakuję paczki do samochodu. Muszę je poskanować. Dostarczam,
wbijam do systemu tych którzy odebrali i pokwitowali odbiór oraz skanuję
wszystkie za pobraniem. Wracam do bazy, zdaję w magazynie niedoręczone paczki,
rozliczam się z gotówki od klientów, z dokumentów i dokumentacji przewozowej,
na urządzeniu mobilnym zaznaczam zakończ dzień i do domu.
- Ile godzin pracujesz? – zapytałam.
- Dziesięć i więcej. Ale w weekendy mam wolne.
- Dużo. Znam to z własnego doświadczenia. Ja w centrum ogrodniczym też pracowałam od
rana do wieczora. W weekendy jeszcze np. targi, czy wystawy florystyczne.
Dostajesz pensję? Opłacają ci składki?
- Nie, kasę od każdej paczki. A składki opłacam sobie sam,
bo w firmach kurierskich trzeba mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą.
- Czytałam, że za nie stawienie się do pracy są kary
finansowe. Gostek pracował z nogą w gipsie by nie zapłacić 10 tysięcy złotych.
- Jedni mówią, że kara musi być, ale może jej nie być,
inni, że może być lecz nie musi. Nie wiem jak jest naprawdę, bo jeszcze nie
nawaliłem. Ogólnie są kary pieniężne.
- A masz czas coś zjeść?
- Nie. Każda doręczona paczka to kasa dla mnie. Zasada jest
prosta to ode mnie w dużej mierze zależy ile zarobię i kiedy skończę pracę. Im
więcej doręczę tym więcej zarobię i im szybciej, sprawniej to zrobię tym
wcześniej będę w domu i w końcu coś zjem.
- Dlaczego zdecydowałeś się robić to, co robisz?
- Mam prawo jazdy, lubię jeździć samochodem i kontakt z
ludźmi. Mieli małe wymagania, a potrzebuję roboty i kasy na studia, szukali
kogoś na już, więc zdecydowałem się.
- Jakie mieli wymagania oprócz prawo jazdy?
- Liczą się umiejętności miękkie, nie twarde. Nie
interesują ich ukończone studia, czy kursy, ale te niemierzalne zdolności,
których nie nauczysz się w szkole, w pracy. Odporność na stres, radzenie sobie
w nerwowych sytuacjach, organizacja pracy, kontakt z ludźmi, praca pod presją,
np. czasu, logiczne myślenie, kultura osobista, życzliwość, sumienność, itp.
- Ile paczek dziennie dostarczasz?
- Statystycznie rzecz biorąc około pięćdziesięciu.
- Co jest najgorsze w tej pracy? Pewnie ludzie, zwłaszcza
ci marudni, upierdliwi?
- Ludzie nie byliby tacy wnerwiający, gdyby mieli
przygotowaną gotówkę, gdy wybierają formę zapłaty za pobraniem. Wiedzą, że
danego dnia wpadnę z paczką, a oni dopiero idą do bankomatu, czy rozmienić, bo
nie mają drobnych. Nie mogą mieć przygotowanej, odliczonej kwoty?
- Ja zawsze tak robię, to znaczy mam tyle, ile jest do
zapłacenia.
- I to się chwali. Wielu ludzi jest miłych, zapraszają na
kawę, obiad. Ale odmawiam, bo czas nagli, a na pace jeszcze dużo paczek do
rozwiezienia.
- Pewnie głównie panie chciałyby zadbać o biednego pana
kuriera.
- Czyżbyś się z nich nabijała?
- Ja? Nie! Skądże znowu.
- Pewnie wyobraziłaś sobie jakieś w bieliźnie, albo nago.
- A zdarzają się takie?
- Tajemnica zawodowa. – roześmiał się. – Pytałaś co jest
najgorsze. Pośpiech, presja czasu. Ogólnie przywykłem do tego, ale cały dzień
mam spieprzony jeśli rano przyjeżdżam i pojawia się problem. Czasem nie można
znaleźć jakiejś paczki. Wtedy wszyscy kurierzy czekają aż sprawa się wyjaśni.
Zakładają, że jeden drugiemu mógł wykręcić numer, podłożyć świnię. I niefajnie
jest, gdy trzeba zgłaszać, że z paczką jest coś nie tak. To też zabiera cenny
czas.
- Dlatego niektórzy biorą i doręczają takie jakie są?
- Może ktoś nie zgłosić. Ja tak nie robię. Jeśli jakaś
paczka ucierpi to może się to zdarzyć w trakcie transportu. Tyle paczek wozimy.
- I jeździsz przepisowo?
- Z policji jesteś? Staram się przestrzegać ograniczeń
prędkości jeśli o to ci chodzi. I nie wrzucam paczek przez płot do ogródka, czy
komuś na balkon.
- Wzorowy kurier. – naprawdę tak o Nim myślałam.
- Znowu nabijasz się?
- Nie, po prostu zasłużyłeś na kanapki, albo kawałek
ciasta, oczywiście na wynos, gdy następnym razem będziesz mieć paczkę dla mnie.
- Serio? Karmiłabyś mnie?
- Może. Robiłabym z
siebie idiotkę jak te napalone, przepraszam troskliwe klientki, mniej
lub bardziej stosownie ubrane.
- Wierz mi nie mam czasu patrzeć co, kto ma na sobie.
- I czy jest ubrany, czy nie.
- A ty dalej swoje. – zaśmiał się.
- Cały czas w pracy tak się uśmiechasz?
- A uśmiecham się? Chyba jak już to przez kilka godzin, i
to od rana, bo później to nie jest mi do śmiechu.
- Tak może być. Ja cię zawsze widzę z uśmiechem na twarzy.
- Twoją paczkę przyniósłbym uśmiechnięty nawet wieczorem,
przed końcem roboty.
- Czaruś!
Nie robią na mnie wrażenia tego typu teksty, ale tym razem
– o dziwo – może trochę podziałał.
- Mieszkasz z kotem i z kimś jeszcze?
- Tylko z kotem. Dlaczego pytasz?
- Tak tylko zapytałem.
Miał minę jakby złapał mnie na kłamstwie.
- Chodzi ci o odbiorcę paczek i jego męskie imię? I że mamy
to samo nazwisko?
Był skrępowany.
- To nie moja sprawa.
Zaśmiałam się.
- To nie jest mój mąż. Wygugluj go sobie. Możesz wyciągnąć
telefon i to zrobić. Dobra powiem ci. To mój ojciec.
- Nigdy nie odbierał paczek ode mnie.
- Nie widujesz go, bo jest dyplomatą i siedzi za granicą. Nie
mieszkamy razem, ale odbieram jego paczki. Na stronach sklepów internetowych
zarejestrował się on, bo ja nie lubię tego robić. Nie mam do tego cierpliwości.
Podał swoje imię i nazwisko, ale adres i numer telefonu do kontaktu mój. Tak
jest na przykład z tą firmą od kociej karmy. Paczki mi od nich przynosisz.
Czasem tatusiek widnieje jako nadawca paczek. Jest w nich coś dla mnie.
Prezenty, pamiątki, słodycze, kawy, herbaty, których nie ma w Polsce.
Chyba zaczynało między nami iskrzyć. Te pytania, dociekania
to nie była zwykła ciekawość.
- Następnym razem pokażę ci kota, żebyś nie wątpił w jego
istnienie. Może nie ucieknie. – powiedziałam.
- Zasłużyłem sobie na to. Nie powinienem tak dopytywać i
być wścibski. Ale i tak mam jeszcze pytanie.
- Jakie?
- Pracujesz? Rozmawialiśmy tylko o mojej pracy.
- W szkole języków obcych. I dorabiam jako tłumaczka. Późno
już. Czas wracać do domu.
- Nie chcę ci nic narzucać. Jak z tym płaceniem. Ale
chętnie cię odwiozę. Ciemno, zimno.
- Jeśli to nie problem.
- Żaden. Mówiłem, że mieszkamy niedaleko.
Pogadaliśmy
jeszcze trochę. Zaimponował mi. Ma bogatych rodziców, ale nie chce ich
pieniędzy i np. na studia, samochód zarabia sam. Nie boi się pracy, nawet
ciężkiej.
Byłam ciekawa,
czy ma kogoś? W związku, czy wolny (jak ja)? Od czego są media społecznościowe
pomyślałam. Ale na facebooku nie znalazłam Go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz