Zjedliśmy śniadanie. Chciałam pokazać
Krystianowi okolicę, gdzie jest sklep, w którym robię zakupy.
- Część piękna! O, ty to
pewnie jesteś Krystian. Miło mi cię poznać. Pukałem, ale nikt nie otwierał,
więc skorzystałem ze swoich kluczy. Wychodziliście? To idźcie, nie przejmujcie
się mną. Wpadłem po swoje rzeczy. Zabieram je i już mnie nie ma. No może
jeszcze napiję się kawy.
- Sam pójdę po żwirek dla
kota. – powiedział Krystian.
- Krystian! Może ci pomogę
z tym żwirkiem? Ktoś kto dopiero co opuścił szpital powinien się oszczędzać.
Krystian wyszedł w pośpiechu. Ja chwilkę
po Nim. Poszedł do pobliskiego kiosku. Kupił gazety. Usiadł na ławce w parku.
Przeglądał ogłoszenia.
- Co tu robisz? Zostawiłaś
swojego gościa? Nieładnie. Tak się nie robi. – był wściekły, ale udawał, że tak
nie jest.
- Nie szukaj mieszkania.
Nie chcę byś się wyprowadził.
- A ja nie chcę być świadkiem
tego, co przed chwilą miało miejsce! – powiedział wzburzony. -Wpada jakiś
goguś, ma u ciebie swoje rzeczy, swój pokój i klucze do mieszkania. Wszedł jak
do siebie. Obcy facet wie o moim pobycie w szpitalu. Pięknie.
- Wie, że byłeś w
szpitalu, ale nie zna szczegółów.
- Pocieszające, że chociaż
nie wie dlaczego tam trafiłem.
Siedzieliśmy na ławce stojącej
blisko ulicy. Zaparkowało niedaleko nas porsche 911.
- Znowu ten goguś. –
powiedział Krystian.
- Sara! Wpadniesz do
Oskara? Jeśli nie wiesz o co chodzi to wysłałem ci smsa.
- Jedz już, bo zapłacisz
mandat. Tu nie wolno stawać. – nie chciałam pogarszać sytuacji. Chciałam by
„goguś” przestał działać Krystianowi na nerwy.
- A kto bogatemu zabroni?
– mrugnął „goguś” i uśmiechnął się.
- Palant. – powiedział
Krystian. Na szczęście tak cicho, że tylko ja to słyszałam. – Gustujesz w takich dupkach? W gogusiach?
Elegancikach jeżdżących drogimi furami?
- Krystian… - widziałam,
że się nakręca, a to nie wróżyło nic dobrego. – Zbastuj, przystopuj.
- Może moja matka
wyświadczyła ci przysługę mieszając w naszym życiu? Skłóciła nas i skorzystałaś
na tym. Nigdy cię nie podejrzewałem o coś takiego, ale…
- Nie wierzę, że tak
myślisz. Uważaj! Nie mów czegoś, czego będziesz żałować.
- Po co było wczoraj to
wszystko? Wspólny posiłek i ciąg dalszy? – chyba pomyślał, że miło było, ale
się skończyło.
- Bo cię kocham!
Wrócił do przeglądania
ogłoszeń.
- To był Bruno, mój kuzyn,
brat Leti. Ich ojciec i mój są braćmi. – wyjaśniłam Krystianowi. - Wpadł po
swoje rzeczy, które u niej trzymał. Zabrał wszystkie i po sprawie. Rozwodził
się. Żonie zostawił mieszkanie. Pomieszkał u siostry zanim nie kupił sobie
czegoś. Rzeczy czekały aż je zabierze do
swojego nowego domu. Letycja i Bruno są mi bardzo bliscy, są dla mnie jak rodzeństwo.
Cztery lata, w czasach szkoły średniej, mieszkałam z nimi. Ich rodzice
zajmowali się mną, chodzili na wywiadówki.
Matka kuzynostwa zastępowała mi moją
własną. Była, pocieszała, przytulała, gdy tego potrzebowałam. I ciocia i wujek
dzielnie znosili moje humory w okresie dojrzewania. Na dzień kobiet dostałam
książkę na ten temat. Chcieli ze mną porozmawiać skąd się biorą dzieci, ale to
trudna, krępująca rozmowa dla obu stron. Nawet jeśli są sobie bliscy.
- Kto odbył z tobą rozmowę
o kwiatkach i pszczółkach? Zapylanie i te sprawy. – spytałam Krystiana.
- Skąd nagle takie
pytanie? – uśmiechnął się. - Natan mnie oświecił.
Po minie Krystiana
wnioskowałam, że miło to wspominał.
- Nie ma jak starszy brat.
Byłam ciekawa, ale nie zapytałam o szczegóły.
Wolałam nie wiedzieć co Mu powiedział, albo co i jak pokazał, czy była to tylko
teoria, czy praktyka. Przemilczę o co go podejrzewałam.
Po powrocie do domu zapytałam Krystiana:
- Idziesz ze mną do
Oskara? Mieszka nad nami.
- Na imprezę, czy co?
- Na imprezę to on
zaprosiłby ciebie, nie mnie.
- Mnie?
- Nie kręci go płeć
żeńska. – wyjaśniłam Mu. – Pójdę do niego, bo Bruno zostawił u Oskara klucze od
mieszkania. Jemu już nie przydadzą się.
**********
- I co teraz? – to
ostatnio było pytanie, które najczęściej sobie zadawałam, ale tym razem to On
spytał.
- Może kierunek studiów
taki bardziej typowo męski? – zasugerowałam.
- Chciałabyś. Pełno
facetów i ty jedna? Niedoczekanie.
- Nie. Ty, banda facetów i
zero lasek.
- Aaa. Nie mam nic
przeciwko. Myślę o studiach zaocznych. Wykłady i zajęcia tylko dwa razy w
tygodniu. Wszystko szybko, szybko. Nie ma czasu na bliższe znajomości i dobrze.
Można studiować w soboty i w niedziele, a w ciągu tygodnia pracować i zarabiać
by je opłacić.
- Ale kurierem to już
chyba nie będziesz?
- Nie wiem, zastanawiam
się. Ojciec proponował bym pracował w jego firmie.
- Studiuj, ja już jedne studia
skończyłam i nie potrzebne mi kolejne. Co do tej pracy to nie jest chyba zły
pomysł. Nie masz nic przeciwko temu, żeby ojciec był twoim szefem?
- Ojciec to pół biedy,
gorzej gdyby moim szefem został Jakub.
- To mogłoby nawet
oznaczać koniec waszej przyjaźni.
- Poszukałbym innej pracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz