czwartek, 15 sierpnia 2019

fragment 17

   Zjedliśmy śniadanie. Chciałam pokazać Krystianowi okolicę, gdzie jest sklep, w którym robię zakupy.
- Część piękna! O, ty to pewnie jesteś Krystian. Miło mi cię poznać. Pukałem, ale nikt nie otwierał, więc skorzystałem ze swoich kluczy. Wychodziliście? To idźcie, nie przejmujcie się mną. Wpadłem po swoje rzeczy. Zabieram je i już mnie nie ma. No może jeszcze napiję się kawy.
- Sam pójdę po żwirek dla kota. – powiedział Krystian.
- Krystian! Może ci pomogę z tym żwirkiem? Ktoś kto dopiero co opuścił szpital powinien się oszczędzać.

     Krystian wyszedł w pośpiechu. Ja chwilkę po Nim. Poszedł do pobliskiego kiosku. Kupił gazety. Usiadł na ławce w parku. Przeglądał ogłoszenia.
- Co tu robisz? Zostawiłaś swojego gościa? Nieładnie. Tak się nie robi. – był wściekły, ale udawał, że tak nie jest.
- Nie szukaj mieszkania. Nie chcę byś się wyprowadził.
- A ja nie chcę być świadkiem tego, co przed chwilą miało miejsce! – powiedział wzburzony. -Wpada jakiś goguś, ma u ciebie swoje rzeczy, swój pokój i klucze do mieszkania. Wszedł jak do siebie. Obcy facet wie o moim pobycie w szpitalu. Pięknie.
- Wie, że byłeś w szpitalu, ale nie zna szczegółów.
- Pocieszające, że chociaż nie wie dlaczego tam trafiłem.
Siedzieliśmy na ławce stojącej blisko ulicy. Zaparkowało niedaleko nas porsche 911.
- Znowu ten goguś. – powiedział Krystian.
- Sara! Wpadniesz do Oskara? Jeśli nie wiesz o co chodzi to wysłałem ci smsa.
- Jedz już, bo zapłacisz mandat. Tu nie wolno stawać. – nie chciałam pogarszać sytuacji. Chciałam by „goguś” przestał działać Krystianowi na nerwy.
- A kto bogatemu zabroni? – mrugnął „goguś” i uśmiechnął się.
- Palant. – powiedział Krystian. Na szczęście tak cicho, że tylko ja to słyszałam.  – Gustujesz w takich dupkach? W gogusiach? Elegancikach  jeżdżących drogimi furami?
- Krystian… - widziałam, że się nakręca, a to nie wróżyło nic dobrego. – Zbastuj, przystopuj.
- Może moja matka wyświadczyła ci przysługę mieszając w naszym życiu? Skłóciła nas i skorzystałaś na tym. Nigdy cię nie podejrzewałem o coś takiego, ale…
- Nie wierzę, że tak myślisz. Uważaj! Nie mów czegoś, czego będziesz żałować.
- Po co było wczoraj to wszystko? Wspólny posiłek i ciąg dalszy? – chyba pomyślał, że miło było, ale się skończyło.
- Bo cię kocham!
Wrócił do przeglądania ogłoszeń.
- To był Bruno, mój kuzyn, brat Leti. Ich ojciec i mój są braćmi. – wyjaśniłam Krystianowi. - Wpadł po swoje rzeczy, które u niej trzymał. Zabrał wszystkie i po sprawie. Rozwodził się. Żonie zostawił mieszkanie. Pomieszkał u siostry zanim nie kupił sobie czegoś.  Rzeczy czekały aż je zabierze do swojego nowego domu. Letycja i Bruno są mi bardzo bliscy, są dla mnie jak rodzeństwo. Cztery lata, w czasach szkoły średniej, mieszkałam z nimi. Ich rodzice zajmowali się mną, chodzili na wywiadówki.
     Matka kuzynostwa zastępowała mi moją własną. Była, pocieszała, przytulała, gdy tego potrzebowałam. I ciocia i wujek dzielnie znosili moje humory w okresie dojrzewania. Na dzień kobiet dostałam książkę na ten temat. Chcieli ze mną porozmawiać skąd się biorą dzieci, ale to trudna, krępująca rozmowa dla obu stron. Nawet jeśli są sobie bliscy.

- Kto odbył z tobą rozmowę o kwiatkach i pszczółkach? Zapylanie i te sprawy. – spytałam Krystiana.
- Skąd nagle takie pytanie? – uśmiechnął się. - Natan mnie oświecił.
Po minie Krystiana wnioskowałam, że miło to wspominał.
- Nie ma jak starszy brat.
     Byłam ciekawa, ale nie zapytałam o szczegóły. Wolałam nie wiedzieć co Mu powiedział, albo co i jak pokazał, czy była to tylko teoria, czy praktyka. Przemilczę o co go podejrzewałam.

     Po powrocie do domu zapytałam Krystiana:
- Idziesz ze mną do Oskara? Mieszka nad nami.
- Na imprezę, czy co?
- Na imprezę to on zaprosiłby ciebie, nie mnie.
- Mnie?
- Nie kręci go płeć żeńska. – wyjaśniłam Mu. – Pójdę do niego, bo Bruno zostawił u Oskara klucze od mieszkania. Jemu już nie przydadzą się.
**********
- I co teraz? – to ostatnio było pytanie, które najczęściej sobie zadawałam, ale tym razem to On spytał.
- Może kierunek studiów taki bardziej typowo męski? – zasugerowałam.
- Chciałabyś. Pełno facetów i ty jedna? Niedoczekanie.
- Nie. Ty, banda facetów i zero lasek.
- Aaa. Nie mam nic przeciwko. Myślę o studiach zaocznych. Wykłady i zajęcia tylko dwa razy w tygodniu. Wszystko szybko, szybko. Nie ma czasu na bliższe znajomości i dobrze. Można studiować w soboty i w niedziele, a w ciągu tygodnia pracować i zarabiać by je opłacić.
- Ale kurierem to już chyba nie będziesz?
- Nie wiem, zastanawiam się. Ojciec proponował bym pracował w jego firmie.
- Studiuj, ja już jedne studia skończyłam i nie potrzebne mi kolejne. Co do tej pracy to nie jest chyba zły pomysł. Nie masz nic przeciwko temu, żeby ojciec był twoim szefem?
- Ojciec to pół biedy, gorzej gdyby moim szefem został Jakub.
- To mogłoby nawet oznaczać koniec waszej przyjaźni.
- Poszukałbym innej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz