poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 13


     Z jego pokoju (w szpitalu) wyszła młoda dziewczyna. Nie miałam pojęcia kto to. Drugi, albo trzeci raz ją widziałam. Wcześniej nie pytałam co to za jedna, żeby nie było, że znowu Go sprawdzam, kontroluję. Ostatnio bywał przewrażliwiony na tym punkcie. Ale dzisiaj już nie wytrzymałam.
- Miałeś gościa. – powiedziałam.
- To asystentka psychiatry, stażystka. W szpitalu odbywa praktyki. – odpowiedział Krystian.
- On lepszy, czy ona?
- Ona. Jak to kobieta.
- To znaczy?
- Chodzi o to, że faceci nie poruszają pewnych tematów, nie gadają o uczuciach, miłości, i te pe. To domena kobiet. – wyjaśnił.
- Rozumiem, chociaż ten tekst o niej, ten wcześniej, zabrzmiał dwuznacznie.
- Młoda, a niezła jest. W przyszłości… Chciałem powiedzieć, że pacjenci będą walić do niej drzwiami i oknami, ale może lepiej, żeby aż tylu ludzi nie miało problemów psychicznych.
- Myślisz, że dziewczyna zrobi karierę? Będzie specjalistką?
- Jestem pewien , że tak.
**********
- Miło mi panią poznać. - przedstawiła się. - W czym mogę pomóc?
- Chodzi o Krystiana Wingnera. Była pani u niego.
- Wiem o kim mowa. Zapewne pani też zastanawia się nad przyszłością, razem, czy osobno.
- Tak. Boję się.
- Powiem pani o moich obserwacjach, przemyśleniach. Może to pomoże. Wraz z odejściem kogoś bardzo bliskiego znika gdzieś radość, empatia, poczucie własnej wartości, a nawet chęć życia. Doświadczeni przez los tracą nie tylko bliską im osobę, ale i coś więcej. Cierpią i trudno im cieszyć się, dobrze się bawić, być szczęśliwymi. Życie traci zapach, smak, kolor przez co człowiek widzi wszystko w czarnych barwach. Unika wyjść z domu, bo różne miejsca przywołują wspomnienia. Muzyka, jedzenie, filmy mogą kojarzyć się z utraconą osobą.
- Tak było w jego przypadku. Siedział w domu, unikał ludzi.
- Rozmawialiście o przyszłości, planowaliście, miało być tak, jak to sobie wymarzyliście. Nie myśleliście, że coś, ktoś to zmieni. To tak jak na przykład panna młoda planuje ślub. Ma jakieś wyobrażenia co do sukienki, listy gości, może prezentów, pierwszego tańca i coś nie idzie po jej myśli. Pan Krystian lubi planować, kontrolować sytuację. Miało być inaczej, miło, pięknie, a nie jest, Dlaczego? – zadawał sobie pytanie. Nie chciał budzić się w pustym łóżku skoro nie było takiej opcji w jego wyobrażeniu waszej wspólnej przyszłości. Planował ją z panią. „Żyj według życiorysu, który chciałbyś dla siebie napisać” Aleksander Kumor. A Mea West mawiała; „Jeśli chcesz zobaczyć zaangażowanego mężczyznę idź do szpitala psychiatrycznego. „
**********
- Cześć brat! Co robisz? – zapytał Natan.
- Czytałem. – odpowiedział Krystian.
- Kojarzę ten miedziany kolor. To jej czytnik e – książek?
- Jakiej „jej”?
- No twojej eks. Sary.
- Skąd wiesz, że to jej?
- Kupowałem to z nią. Robiłem za kierowcę i doradcę. Nie rób takich wielkich oczu jak ten wilk z bajki dla dzieci. Nie do twarzy ci z taką kreteńską miną.
- W czymś jeszcze jej pomagałeś? - Krystian dziwnie zaakcentował ostatnie słowo.
- Zazwyczaj, gdy potrzebowała podwózki.  
- Często to się zdarzało?
- Coś taki ciekawski? Przecież od kilku miesięcy nie jesteście już ze sobą. – powiedział Natan.
- Często robiłeś za doradcę, pomocnika, kierowcę? – Krystian nie odpuszczał.
- Najczęściej za kierowcę.
- Dlaczego?
- Po pierwsze, jak wiesz samochody czasem się psują, a to kobiety przerasta. Po drugie, skoro nie mogła na ciebie liczyć, a potrzebowała transportu to chętnie jej pomagałem. Co miałem zrobić?  Dzwoni do ciebie, ty ją olałeś, a musiała pilnie jechać do lecznicy.
- O czym ty gadasz?
- Przy mnie do ciebie dzwoniła. Musiała szybko działać, dotrzeć do weta… Niezbyt chciała mnie fatygować, ale gdy ty się wypiąłeś to nie miała innego wyjścia i pojechała ze mną. Byłem pod ręką.
- Ciągle mówisz o lecznicy, wecie. Po co tam jeździliście?
- Masz tablet? – spytał Natan.
- To szpital. Tu…
- Nie ściemniaj. Wyciągnij ten ukryty sprzęt. Wiem, że ojciec coś ci podrzucił, żebyś nie ześwirował z nudów. Ciebie traktują tu ulgowo. Przymykają oczy na to, czy na tamto. Zdajesz sobie sprawę, że po tym co zrobiłeś powinieneś być na obserwacji na zupełnie innym oddziale niż ten.
- Wielkie dzięki za przypomnienie! Ty to naprawdę masz mnie za idiotę.
- Nie da się ukryć, że bywasz nim. Dlatego mówię do ciebie i o tobie Krystek, nie Krystian. Tracisz głowę z powodu płci przeciwnej i wtedy robisz największe głupoty. Chociaż przez motory też tracisz rozum. Podprowadzenie cudzego motoru, ta, jak jej tam było… Zapomniałem jak miała na imię.
- Wystarczy!  - przerwał mu Krystian.
- Niezdana matura. – kontynuował wymienianie Natan. -  Sara, szpital, samobójstwo. Na szczęście nieudana próba. Może skorzystaj, że tutaj masz dużo wolnego czasu i przemyśl to i owo. Mniej komplikuj sobie życie.
- Coś jeszcze? – burknął Krystian.
- Czekam aż w końcu dasz mi tablet.
- Po co ci teraz dostęp do netu? Nie masz w swojej komórce?
- Nie zadawaj tyle pytań. Dawaj.
Natan poszukał czegoś, oddał bratu tablet i powiedział:
- O proszę, tu sobie poczytaj. Spadam, bo mam coś do załatwienia.
- Z nią? – zapytał Krystian.
- Może… A tak przy okazji to jest wolna? Bo jeśli tak to…
- Odwal się od niej!
- Pies ogrodnika. Droczyłem się z tobą. Nie jestem nią zainteresowany.
Natan popatrzył na brata. Krystian nic nie odpowiedział.
Starszy Wingner chciał wyjść. Cofnął się.
- Jeszcze tylko coś ci powiem, Krystek, tak na odchodne. Odwiozłem ją na lotnisko.
- Kiedy? – Krystian akurat pił sok, ale gdy to usłyszał usiadł tak gwałtownie, że mało nie wylał go na siebie.
- Spokojnie! Nie teraz, tylko jakiś czas temu. Żebyś znowu nie poczuł się głupio pytając o nieznane ci szczegóły spieszę z wyjaśnieniem, że poleciała do ojca. Ja na jej miejscu wiałbym od ciebie jak najdalej stąd, został tam i nie wracał, bo dupek z ciebie i egoista. Ale ona wróciła. Ojciec zaprosił ją. Martwił się o córunię, swoje jedyne dziecko. Miło spędzili czas. Ciekawi cię skąd to wiem? Tajemnica! Miłego dnia! Mógłbyś częstować gości piciem, a nie tak sam pijesz.
**********
- Co to jest? – Krystian podtykał mi tablet prawie pod nos.
- Jakiś tekst.
- Przyjrzyj mu się.
- O strzelaniu do kotów. – zerknęłam. - Coś już wspominałeś na ten temat.
- Mój brat ponoć woził ciebie i Filona do lecznicy.
- Tak było. – odpowiedziałam najspokojniej jak się dało.
- I ty mówisz to tak spokojnie?
- Insynuujesz coś? Zarzucasz mi  coś?
- Nie chodzi mi o Natana lecz o kota. – wyjaśnił.
- Mówiłam ci, że żyje i że to jest najważniejsze. Jeszcze coś? Trochę się spieszę.
- Masz mi za złe, że wtedy, gdy zadzwoniłaś, nie wysłuchałem cię, że nie pomogłem.
- Gdybym powiedziała, że chodzi o Filona to pewnie zachowałbyś się inaczej. Ale nie powiedziałam i mogę mieć pretensje tylko do siebie.
- Znowu jesteś taka dziwna, obca, oziębła. Udajesz, że niby nic się nie stało. Wiem, że ze względu na kota szybko mi tego nie zapomnisz.
- Nie mam czasu. Muszę lecieć.

     Wyszłam na korytarz. Usiadłam na krześle w poczekalni i poryczałam się. Starałam się robić to bezgłośnie.
Przechodząca obok mnie pielęgniarka przystanęła i zapytała, czy potrzebuję pomocy. Pokiwałam głową, że nie.
Przyszedł. Kucnął przede mną. Oparł łokcie na moich kolanach.
- Co się stało? – spytał Krystian.
- To moja wina. Nie upilnowałam go. Uciekł i… Gdybym szybciej go znalazła pewnie nic by mu się nie stało. Mógł czuć się opuszczony. Na pewno był zdezorientowany, nie wiedział co się dzieje.
     Te dwa ostatnie zdania przypomniały Krystianowi jak sam się czuł, gdy odeszłam. Widziałam po jego reakcji. A mimo to przytulił mnie. Wstał i objął.
- Nie płacz. Zdarza  się nawet najlepszym i najtroskliwszym właścicielom.
- Mógł przeze mnie umrzeć. Dobrze, że ktoś go znalazł i zabrał, żeby udzielono mu pomocy. Ten ktoś miał złote serce. Dzięki czipowi wet skontaktował się ze mną. Dobrze, że Filon był w bazie zaczipowanych zwierząt i że był tam kontakt do mnie.
- Pamiętam jak ci zależało by zmieniono dane poprzednich właścicieli na twoje.
- Wet musiał to zrobić, a ociągał się jakby miało mu to zająć nie wiadomo ile czasu.
- Ale skontaktowałaś się z tymi od bazy zaczipowanych zwierząt, przedstawiłaś im problem i wpisali twoje imię i numer telefonu. Nie płacz! Najważniejsze, że Filon żyje. Jak wyjdę sprawimy mu koleżankę. Adoptujemy ze schroniska jakąś kocią piękność. Będzie mieć towarzystwo, zajęcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz