Zadzwonił mój
telefon. Krystian dzwonił. Nie odebrałam. Przysłał smsa: „zostawiłaś torebkę” .
Odpisałam: „Zaraz po nią będę.”
Musiałam wrócić, bo w torebce były klucze do mieszkania.
**********
- Szybko jesteś. – powiedział Krystian.
- Nie zdążyłam daleko zajść.
- Siedziałaś na ławce przed szpitalem. Widziałem przez
okno. Chciałem do ciebie wyjść, ale cofnęli mnie do pokoju. Wiecznie to robią.
Przepraszam!
- Za co? – mało nie wyrwało mi się „znowu”.
- Pomyślałem, że z kimś mieszkasz.
- Bo tak jest. – odpowiedziałam tonem jakby to było
oczywistą oczywistością.
- Miałem na myśli …
- Tobiasza?
- Tak, pomyślałem, że z nim.
- Mówiłam ci, że to dawna, skończona sprawa.
- Chyba nie tak całkiem. – powiedział Krystian spode łba.
- Co insynuujesz? – znowu zaczynał mnie wnerwiać.
- Przyjechaliście razem, wtedy co wpadliśmy na siebie w
dziekanacie.
- Przestań być podejrzliwy. Mówię ci było minęło. Dorobić
ci klucze?
- Naprawdę mam z wami zamieszkać?
- Dorobię. Zrobisz z nimi co zechcesz. Mieszkanie jest duże.
4 pokoje plus salon.
Tobiasz był
super towarzyszem podróży. Oboje lubimy poznawać świat, zwiedzać, fotografować.
Ale nic poza tym. Łączyły nas te wojaże, lecz bez nich, miedzy jednym, a drugim
wyjazdem czegoś brakowało. Przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce jak jacyś
dawni cyganie. Przez pewien czas to było fajne, odpowiadało mi i bawiło mnie,
sprawiało przyjemność. Tobiasz pragnął nadal tak żyć, ja nie. Inaczej
wyobrażaliśmy sobie swoją przyszłość. Jego ciągle gdzieś nosiło. Wieczny odkrywca
i podróżnik. Nie usiedział w miejscu. Ja lubiłam i nadal lubię podróże, ale raz
na jakiś czas, nie non stop w drodze. Nie było sensu tego ciągnąc. Okazało się,
że więcej nas dzieli niż łączy. Każde z nas pragnęło czegoś innego. Na dłuższą
metę nie pasowałam do jego stylu i trybu życia, a on do mojego. Rozstaliśmy się
w zgodzie, w przyjaźni, za porozumieniem stron.
Nie rozmyślałam
o moim ideale faceta. Nie snułam marzeń,
że ma mieć określony kolor włosów, że ma być taki i taki. Po prostu od zawsze
wiedziałam, że musi lubić zwierzęta i chcieć mieć psa, czy kota. Nie wyobrażam
sobie domu, życia bez zwierząt!
Uwielbiam podróże, a gdy zaczyna mi ich brakować odczuwam
potrzebę pojechania gdzieś, chociaż na kilka godzin. Z tego ewentualnie
mogłabym zrezygnować, ale w kwestii zwierząt nie ma mowy o ustępstwach. Tobiasz
chciał iść na kompromis i trzymać psa w kojcu, albo na łańcuchu przy budzie, a
kot mógłby w szopie, lub w stodole łapać myszy. On traktuje je przedmiotowo. To
dla mnie nie do przyjęcia. Zwierzęta to członkowie mojej rodziny.
Dla niego liczą się: delfiny, orki, rekiny, wieloryby. Jego
pasją było i jest poznawanie ich. Od kiedy go znam był nimi zafascynowany.
**********
Weszłam do pokoju. Spojrzałam na Krystiana i przypomniał mi się obraz w
kaplicy sykstyńskiej, jego fragment ukazujący stworzenie Adama. Widziałam to
dzieło Michała Anioła w pałacu watykańskim. Krystian ni to leżał, ni to
siedział na łóżku, w pozycji jak biblijny Adam z tego fresku. Nie wiem
dlaczego, ale kojarzy mi się ona z ignorancją i bezczelnością. Wyciągnęłam
telefon i pstryknęłam fotkę.
- Co robisz? – spytał, gdy już zauważył, że przyszłam.
- A ty? Byłeś taki zamyślony.
- Nie rób mi więcej zdjęć, a już na pewno nie tutaj.
Najlepiej je usuń.
- Wyglądałeś pięknie, tak seksownie i kusząco. – najpierw
powiedziałam, a po chwili zastanawiałam się co ja wygaduję, chociaż to, co
powiedziałam było najprawdziwszą prawdą.
Krystian bywa
na siłowni. Nie chodzi tam regularnie, ale i tak widać efekty. W szpitalu miał
być w piżamie, no i jest, w takiej niezbyt tradycyjnej. Jest ciepło, więc ma
krótkie spodenki. Do tego góra z krótkim rękawem lub bez rękawów. On w domu też
tak śpi. Tutaj faceci paradują w piżamach z długimi nogawkami i z długimi
rękawami. Krystian rzadko opuszcza ten pokój. Mało kto widuje jego strój.
Dzięki siłowni jest nieźle zbudowany. Jak Adam z obrazu.
- Poza tym z tobą wszystko OK? – zapytał. - Dlaczego tak
mi się przyglądasz? Co to za uśmieszek?
- O czym rozmyślałeś?
- Znowu unikasz odpowiedzi na pytania. Odpowiadasz
pytaniem na pytanie.
- Nie lubisz tego.
- Zdążyłem przywyknąć. Ale fakt nie lubię tego. Źle mi
się kojarzy.
Jeszcze niedawno udzielałam wymijających odpowiedzi, albo
unikałam rozmów z Krystianem. Jego również unikałam.
- Nie powiem ci co sobie pomyślałam, bo mnie wyśmiejesz.
- Zaintrygowałaś mnie.
- Już przed chwilą sugerowałeś, że wygaduję głupoty. Nie
powiem ci i już.
- Dobrze, niech ci będzie. Jestem potępiony i
prawdopodobnie trafię do piekła. – zmienił temat.
- Za to co zrobiłeś?
- Tak. Czy według ciebie samobójstwo jest na równi z
eutanazją, aborcją, morderstwem?
- Według kościoła na pewno. Piąte przykazanie. „Nie
zabijaj”. Samobójstwo to forma morderstwa. Zabicie siebie. Człowiek otrzymuje
życie. Jest kimś w rodzaju jego zarządcy. Nie ma prawa decydować o swojej
śmierci. Powinien szanować je i przekazywać innym.
- Tak uważasz? – naprawdę chciał wiedzieć co myślę na ten
temat.
- Jak mówiłam. To według kościoła.
- I dlatego, jeszcze do niedawna, samobójcy nie
zasługiwali na modlitwę i chowano ich z dala od normalnych ludzi. Nie
zasługiwali na pochówek w poświęconej ziemi.
- Ale to się zmieniło. A wiesz dlaczego? – spytałam.
Wiem, że Krystian lubi różne ciekawostki.
- Nie mam pojęcia.
- Bo nie wiadomo co taka osoba robi, mówi, myśli zanim
umrze. Może żałuje. Może prosi o wybaczenie. Co cię tak nagle wzięło na
przemyślenia na ten temat?
- Ksiądz chodził po szpitalu. Odwiedzał pacjentów.
- U ciebie też był?
- Nie mówmy już o tym.
- Jeszcze tylko jedno. Myślę, że powiedziałby, że życie
otrzymujemy od Boga. I to on decyduje o jego końcu, nie my. Doświadcza nas,
zsyła problemy, przeciwności losu, ale takie, które jesteśmy w stanie pokonać,
przezwyciężyć, udźwignąć. Tego uczą na religii. Ktoś kto kończy ze sobą obraża
Boga podwójnie. Popełnia grzech śmiertelny, czyli najgorszy z możliwych, a do
tego nie ufa w bożą pomoc. Żeby było jasne nie oceniam cię. Najważniejsze, że
żyjesz, jesteś. Co tak na mnie patrzysz? Powiedziałam coś…
- Zaskoczyłaś mnie. Twoje przemyślenia… Zabrakło mi słów.
- Następnym razem przyniosę ci słownik. – zaśmiałam się.
- Będąc tu uświadamiam sobie jak mało ludzie wiedzą o
innych, ja o tobie. Jesteś wierząca prawda?
- Wiara to każdego prywatna sprawa. Ojciec mi mówił, że
nie powinno się zadawać takich pytań. Pocieszę cię – ja też mało o tobie wiem.
Za mało. Co gorsza jeszcze mniej niż myślałam.
**********
Pojechałam po
Krystiana do szpitala. Zaprosiłam Go na obiad. Nie powiedziałam Mu, czy zjemy
go w lokalu, czy u mnie.
- Łał. Niezłe mieszkanie. Duże, jasne. Z aneksem kuchennym.
Takie lubię. – powiedział Krystian.
- Łazienka, jeden pokój, drugi, trzeci, czwarty i salon. -
wymieniałam.
- Ten pewnie jest twój. Wnioskuje po ilości różnego rodzaju
kotów, no i to wielkie łóżko.
- Łóżko za duże jak dla jednej osoby. Dla dwóch byłoby w
sam raz. – Krystian spojrzał na mnie jakby zastanawiał się co tak naprawdę
miałam na myśli.
- To zaproszenie? – spytał zajęty Filonem.
- Jeśli jesteś zainteresowany. Jest bardzo wygodne.
- Niezła okolica. Niby blisko do centrum, ale ciszej,
spokojniej tu niż w centrum. – zmienił temat.
- A jaki widok za oknem. – powiedziałam.
- Park. Nie dziwię się, że Filon nie schodzi z parapetu.
Patrzy na te stada ptaków. Mieszkanie, okolica robią wrażenie. Duży balkon.
- Niestety bez siatki. Ale Leti myśli o sprzedaży
mieszkania. Poznała kogoś tam za granicą. To coś poważnego. Nie mają zamiaru
wracać na stałe do swoich rodzinnych krajów. Mam prawo pierwokupu. Z pomocą
ojca kupię to mieszkanie i wtedy obowiązkowo siatka. W oknach też.
- Przypomnij mi jak ma na imię twoja kuzynka? Trudno je
spamiętać.
- Letycja. To bardzo wyjątkowa osoba i to imię do niej
pasuje jak ulał. Oznacza piękno, wesołość, wdzięk. Wypisz, wymaluj Leti. Nie
przedstawię ci jej, z tych samych powodów, dla których ty ukrywasz przede mną
swojego przyjaciela Jakuba. Jeszcze się w niej zakochasz, a tego bym bardzo nie
chciała.
- Wszystkie drzwi takie same. Można pomylić się. Człowiek
idzie do kibelka, otwiera drzwi, a za nimi klatka schodowa. I zdziwiona mina
akurat przechodzącego obok mieszkania sąsiada. – powiedział Krystian.
- Proponuję byśmy coś zjedli.
- Kuszące zapachy. Już na zewnątrz było je czuć.
Usiedliśmy przy stole. Krystian nie zjadł wszystkiego co
miał na talerzu .
- Nie smakuje ci? – spytałam.
- Chyba żołądek mi się skurczył. Fantastycznie gotujesz.
Brakowało mi tego.
- Czegoś jeszcze?
Wstał, podszedł do mnie i zaczęliśmy się całować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz