- Rozmawialiśmy o
pamiętniku. – powiedział Krystian.
- Chcesz mi pokazać swój –
zażartowałam. – Czy chodzi ci o mój?
- Bardzo śmieszne.
Oczywiście, że o twój.
- Mam podzielić się z tobą
moimi sekretnymi, oczyszczającymi zapiskami?
- A mogłabyś?
- Tam są moje zwierzenia!
To chyba zbyt osobiste. Po co ci to?
- Czuję się jakbym trzy
miesiące był w śpiączce. Ciągle dowiaduje się co się działo, gdy ja siedziałem
w swojej skorupie.
- Ale tylko dwa wpisy. –
zapowiedziałam.
- Lepsze to niż nic.
- Tylko te dwa, które ci
zaznaczę?
- Obiecuję!
- Może lepiej skonsultuję
to z lekarzem? Czy ci to nie zaszkodzi.
- „Co cię nie zabije, to
cię wzmocni”. To najprawdziwsza prawda.
**********
Miałam sen. Nie mogę Go zapomnieć. Byłam na studiach ze swoim
chłopakiem, 3 lata młodszym ode mnie. Nie chciałam by o tym wiedziano i że
jesteśmy parą. Tyle młodszych, nastoletnich siks wzdychało do Niego, zabiegało
o Jego zainteresowanie, względy. Kochaliśmy się. On nie widział nikogo poza
mną. Był taki dobry, troskliwy, kochaniutki.
A ja kombinowałam jak z nim zerwać. Raniłam Go, cierpiał. Ja również.
Oboje bardzo to przeżyliśmy.
Pragnęłam spakować swoje rzeczy,
rzucić studia i uciec bez pożegnania.
Unikałam Go. Nie wiedział co się
dzieje, dlaczego to robię. Nie byłam w stanie Mu tego wyjaśnić. Zakładałam, że
nie zrozumie. To było bardziej skomplikowane niż się wydaje.
Miałam do siebie żal, strasznie
tęskniłam za Nim, brakowało mi Go, ale nie widziałam innego wyjścia, jak
zniechęcenie Krystiana do siebie.
Wiem, że zabrzmi to dziwnie, głupio,
ale chciałam dla Niego jak najlepiej. Robiłam to z myślą o Nim. Nie chciałam Mu
rujnować życia, przyszłości.
Obudziłam się zapłakana. Filon leżał
obok mnie. Patrzył zaniepokojony. Nie wiedział co się dzieje.
**********
Ta baba (Jego mamuśka) zalazła mi za
skórę. Doigrała się, przegięła i musiałam udać się na policję. Zgłosić nękanie.
Nie widziałam innego wyjścia.
Dlaczego ta kobieta tak się na mnie
uwzięła? Traktuje mnie jak wroga. Możemy nie darzyć się sympatią, ale jak można
robić z kogoś dziwkę? W życiu nie zapomnę tego jakie zgotowała mi, nam piekło!
I tych obleśnych, napalonych facetów, którzy dzwonili do mnie, pisali o swoich
fantazjach nie tylko łóżkowych. Jak można obcej osobie, której nie widziało się
na własne oczy, opowiadać co by chciało się z nią robić, gdzie, i na dodatek w
taki nieprzyzwoity sposób? Aż wstyd było opowiadać, powtarzać to na
komisariacie. Chyba nie pomyśleli, że jestem dziewczyną do towarzystwa, taką
udawaną żoną?
Co by było gdyby posunęła się jeszcze
dalej? Podała „tylko” mój numer telefonu, adres e-mail. A gdyby tak ci dewianci
znali mój domowy adres? Strach się bać. Przyłaziliby.
Przez nią wyprowadziłam się. Miałam dosyć
tych jej nalotów, gdy Krystian był w pracy. Rzuciłam studia. Nie chciałam by On
dowiedział się z kim (RZEKOMO) się związał. Jak by się poczuł, gdyby miała
miejsce taka - idziemy gdzieś, a ktoś mówi, że widział moje zdjęcie na stronie
dla lubiących poświntuszyć? Albo znajomi ze studiów zaczęliby o mnie mówić w
ten sposób? Nie chciałam, żeby ktoś obcy zaczepił mnie w Jego obecności i
składał mi niemoralne propozycje.
Nawet
nie chcę sobie wyobrażać Jego reakcji, gdyby ciągle dzwonił mój telefon. Podejrzewałby,
że mam kochanka ☹. Albo gdyby nie wytrzymał, odebrał i
usłyszał pytanie: „ile bierzesz za godzinę, za dzień?”
Nie odbierałam, ale nagrywali się na
sekretarkę. Blokowałam ich. Jedni przestawali, ale zaraz zaczynali mnie nękać
inni. Słali maile, swoje fotki. Strach było odbierać telefon.
Biedny.
Cierpi i jest przekonany, że wyłącznie przeze mnie.
Nawet
nie dzwoni, a ja z myślą o Nim nie zmieniłam numeru telefonu, chociaż policja zdecydowanie
to doradzała.
Nie mogłam Mu powiedzieć jaką ma matkę. Mógłby nie
uwierzyć, bo kto by dał wiarę, że jego rodzicielka wykręca komuś takie numery?
**********
- Ja pierdole! Ci
skurwiele wydzwaniali do ciebie, a ty nie zmieniłaś numeru, bo a nóż bym
zadzwonił. Czuje się okropnie. Ty rzeczywiście robiłaś to z myślą o mnie.
Pomordowałbym tych zboczeńców i napaleńców. Matka zrobiła coś takiego...
- Ciii. Uspokój się. Nie mów
takich rzeczy, bo jeszcze personel usłyszy i doniesie lekarzowi. Nie ekscytuj
się, bo szybko cię nie wypuszczą. Chyba nie chcesz wylądować u czubków.
- Mam wrażenie jakby już
podejrzewali, że nim jestem. Gdyby nie ojciec i jego kasa dawno siedziałbym w
gumowych ścianach. Był psychiatra. Zadawał mnóstwo pytań. Gdzie to zrobiłem i
jak, czy brał w tym udział jeszcze ktoś, czy ćpałem, albo piłem alkohol. Co się
działo przed i po. Czy miałem i nadal mam te myśli.
- Samobójcze. – podpowiedziałam,
a raczej dopowiedziałam za niego, bo miał z tym problem. – A masz? – wyrwało mi
się.
- Nie mam.
- A żałujesz?
- Nie zastanawiam się nad
tym. Było, minęło.
- Takie mają procedury.
Muszą ustalić, czy już nie zagrażasz sobie. Nie mogą cię wypuścić dopóki nie
upewnią się, że jesteś zdrowy psychicznie. A nóż masz depresję i wymagasz
leczenia. Albo leczyłeś się, ale przestałeś brać leki i ci się pogorszyło.
Samobójcy są różni. Jedni naprawdę pragną śmierci i będą próbować się zabić aż
do skutku, inni nie. Lekarz musi dowiedzieć się co dana osobę popchnęło do
samobójstwa. Musi zebrać wiadomości, przeanalizować je i pomóc ci.
- Wiesz ile będziesz w
szpitalu?
- Maksymalnie dziesięć
dni, jeśli nie stwierdzą, że jestem wariatem. Bo jeżeli kwalifikuję się do
leczenia to szybko mnie nie wypuszczą. I przeniosą, wiesz gdzie. Ten pokój to
mój prywatny, mini oddział psychiatryczny.
- Lepszy taki niż ten
prawdziwy. – chciałam Go pocieszyć.
- Gdy wpadliśmy na siebie
w dziekanacie, już po rozstaniu, powiedziałaś, że nie ma mowy o winie i
wspomniałaś coś o bandzie facetów. Teraz rozumiem co miałaś na myśli. To przez
moją matkę doszło do rozstania, nie przez ciebie, czy przeze mnie. Przez bandę
facetów nękających cię. Wtedy byłem na ciebie wściekły. Byłaś taka spokojna,
pozbawiona uczuć, emocji, niewrażliwa, gruboskórna.
- Opanowana po lekach na
uspokojenie. – wyjaśniłam Krystianowi.
- Byłem wściekły, bo
wnerwiało mnie to co mówiłaś i w jaki sposób. Albo, że nie mówiłaś nic.
- Oddaję ci komórkę. –
powiedziałam wyciągając Jego telefon i ładowarkę z mojej torebki.
- Myślałem, że ktoś ją
ukradł.
- Przechowałam.
- Dlaczego odzyskuję ją
właśnie teraz? – zapytał, jakby podejrzewał mnie o jakiś podstęp.
- Zobacz ostatnie smsy.
Teraz już możesz.
- Powiadomiłaś moich
starych, Natana i Jakuba o…
- O tym, że zabrano cię do
szpitala. – dokończyłam za Niego.
- O cholera! Moja matka
odpisała: „Przepraszam! To moja wina.”
- Teraz rozumiesz dlaczego nie przyszła. Nie mogła spojrzeć
ci w oczy. Przykro mi.
- Nie tak bardzo jak mnie.
- Dobrze się czujesz? – martwiłam się o Niego.
- Bywało lepiej.
- Chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak. – byłam bezsilna.
- Muszę uporać się z tym sam. Czuję się jak kretyn. Ale ze
mnie osioł. Miałem klapki na oczach.
- Proszę cię nie rozmyślaj o tym.
- Łatwo ci powiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz