poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 11

- Rozmawialiśmy o pamiętniku. – powiedział Krystian.
- Chcesz mi pokazać swój – zażartowałam. – Czy chodzi ci o mój?
- Bardzo śmieszne. Oczywiście, że o twój.
- Mam podzielić się z tobą moimi sekretnymi, oczyszczającymi zapiskami?
- A mogłabyś?
- Tam są moje zwierzenia! To chyba zbyt osobiste. Po co ci to?
- Czuję się jakbym trzy miesiące był w śpiączce. Ciągle dowiaduje się co się działo, gdy ja siedziałem w swojej skorupie.
- Ale tylko dwa wpisy. – zapowiedziałam.
- Lepsze to niż nic.
- Tylko te dwa, które ci zaznaczę?
- Obiecuję!
- Może lepiej skonsultuję to z lekarzem? Czy ci to nie zaszkodzi.
- „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. To najprawdziwsza prawda.
**********
     Miałam sen. Nie mogę Go zapomnieć. Byłam na studiach ze swoim chłopakiem, 3 lata młodszym ode mnie. Nie chciałam by o tym wiedziano i że jesteśmy parą. Tyle młodszych, nastoletnich siks wzdychało do Niego, zabiegało o Jego zainteresowanie, względy. Kochaliśmy się. On nie widział nikogo poza mną. Był taki dobry, troskliwy, kochaniutki.  A ja kombinowałam jak z nim zerwać. Raniłam Go, cierpiał. Ja również. Oboje bardzo to przeżyliśmy.
Pragnęłam spakować swoje rzeczy, rzucić studia i uciec bez pożegnania.
Unikałam Go. Nie wiedział co się dzieje, dlaczego to robię. Nie byłam w stanie Mu tego wyjaśnić. Zakładałam, że nie zrozumie. To było bardziej skomplikowane niż się wydaje.
Miałam do siebie żal, strasznie tęskniłam za Nim, brakowało mi Go, ale nie widziałam innego wyjścia, jak zniechęcenie Krystiana do siebie.
Wiem, że zabrzmi to dziwnie, głupio, ale chciałam dla Niego jak najlepiej. Robiłam to z myślą o Nim. Nie chciałam Mu rujnować życia, przyszłości.
Obudziłam się zapłakana. Filon leżał obok mnie. Patrzył zaniepokojony. Nie wiedział co się dzieje.
**********
     Ta baba (Jego mamuśka) zalazła mi za skórę. Doigrała się, przegięła i musiałam udać się na policję. Zgłosić nękanie. Nie widziałam innego wyjścia.

     Dlaczego ta kobieta tak się na mnie uwzięła? Traktuje mnie jak wroga. Możemy nie darzyć się sympatią, ale jak można robić z kogoś dziwkę? W życiu nie zapomnę tego jakie zgotowała mi, nam piekło! I tych obleśnych, napalonych facetów, którzy dzwonili do mnie, pisali o swoich fantazjach nie tylko łóżkowych. Jak można obcej osobie, której nie widziało się na własne oczy, opowiadać co by chciało się z nią robić, gdzie, i na dodatek w taki nieprzyzwoity sposób? Aż wstyd było opowiadać, powtarzać to na komisariacie. Chyba nie pomyśleli, że jestem dziewczyną do towarzystwa, taką udawaną żoną?
     Co by było gdyby posunęła się jeszcze dalej? Podała „tylko” mój numer telefonu, adres e-mail. A gdyby tak ci dewianci znali mój domowy adres? Strach się bać. Przyłaziliby.
     Przez nią wyprowadziłam się. Miałam dosyć tych jej nalotów, gdy Krystian był w pracy. Rzuciłam studia. Nie chciałam by On dowiedział się z kim (RZEKOMO) się związał. Jak by się poczuł, gdyby miała miejsce taka - idziemy gdzieś, a ktoś mówi, że widział moje zdjęcie na stronie dla lubiących poświntuszyć? Albo znajomi ze studiów zaczęliby o mnie mówić w ten sposób? Nie chciałam, żeby ktoś obcy zaczepił mnie w Jego obecności i składał mi niemoralne propozycje.
Nawet nie chcę sobie wyobrażać Jego reakcji, gdyby ciągle dzwonił mój telefon. Podejrzewałby, że mam kochanka . Albo gdyby nie wytrzymał, odebrał i usłyszał pytanie: „ile bierzesz za godzinę, za dzień?”
     Nie odbierałam, ale nagrywali się na sekretarkę. Blokowałam ich. Jedni przestawali, ale zaraz zaczynali mnie nękać inni. Słali maile, swoje fotki. Strach było odbierać telefon.
     Biedny. Cierpi i jest przekonany, że wyłącznie przeze mnie.
Nawet nie dzwoni, a ja z myślą o Nim nie zmieniłam numeru telefonu, chociaż policja zdecydowanie to doradzała.
     Nie mogłam Mu  powiedzieć jaką ma matkę. Mógłby nie uwierzyć, bo kto by dał wiarę, że jego rodzicielka wykręca komuś takie numery?
**********
- Ja pierdole! Ci skurwiele wydzwaniali do ciebie, a ty nie zmieniłaś numeru, bo a nóż bym zadzwonił. Czuje się okropnie. Ty rzeczywiście robiłaś to z myślą o mnie. Pomordowałbym tych zboczeńców i napaleńców. Matka zrobiła coś takiego...
- Ciii. Uspokój się. Nie mów takich rzeczy, bo jeszcze personel usłyszy i doniesie lekarzowi. Nie ekscytuj się, bo szybko cię nie wypuszczą. Chyba nie chcesz wylądować u czubków.
- Mam wrażenie jakby już podejrzewali, że nim jestem. Gdyby nie ojciec i jego kasa dawno siedziałbym w gumowych ścianach. Był psychiatra. Zadawał mnóstwo pytań. Gdzie to zrobiłem i jak, czy brał w tym udział jeszcze ktoś, czy ćpałem, albo piłem alkohol. Co się działo przed i po. Czy miałem i nadal mam te myśli.
- Samobójcze. – podpowiedziałam, a raczej dopowiedziałam za niego, bo miał z tym problem. – A masz? – wyrwało mi się.
- Nie mam.
- A żałujesz?
- Nie zastanawiam się nad tym. Było, minęło.
- Takie mają procedury. Muszą ustalić, czy już nie zagrażasz sobie. Nie mogą cię wypuścić dopóki nie upewnią się, że jesteś zdrowy psychicznie. A nóż masz depresję i wymagasz leczenia. Albo leczyłeś się, ale przestałeś brać leki i ci się pogorszyło. Samobójcy są różni. Jedni naprawdę pragną śmierci i będą próbować się zabić aż do skutku, inni nie. Lekarz musi dowiedzieć się co dana osobę popchnęło do samobójstwa. Musi zebrać wiadomości, przeanalizować je i pomóc ci.
- Wiesz ile będziesz w szpitalu?
- Maksymalnie dziesięć dni, jeśli nie stwierdzą, że jestem wariatem. Bo jeżeli kwalifikuję się do leczenia to szybko mnie nie wypuszczą. I przeniosą, wiesz gdzie. Ten pokój to mój prywatny, mini oddział psychiatryczny.
- Lepszy taki niż ten prawdziwy. – chciałam Go pocieszyć.

- Gdy wpadliśmy na siebie w dziekanacie, już po rozstaniu, powiedziałaś, że nie ma mowy o winie i wspomniałaś coś o bandzie facetów. Teraz rozumiem co miałaś na myśli. To przez moją matkę doszło do rozstania, nie przez ciebie, czy przeze mnie. Przez bandę facetów nękających cię. Wtedy byłem na ciebie wściekły. Byłaś taka spokojna, pozbawiona uczuć, emocji, niewrażliwa, gruboskórna.
- Opanowana po lekach na uspokojenie. – wyjaśniłam Krystianowi.
- Byłem wściekły, bo wnerwiało mnie to co mówiłaś i w jaki sposób. Albo, że nie mówiłaś nic.

- Oddaję ci komórkę. – powiedziałam wyciągając Jego telefon i ładowarkę z mojej torebki.
- Myślałem, że ktoś ją ukradł.
- Przechowałam.
- Dlaczego odzyskuję ją właśnie teraz? – zapytał, jakby podejrzewał mnie o jakiś podstęp.
- Zobacz ostatnie smsy. Teraz już możesz.
- Powiadomiłaś moich starych, Natana i Jakuba o…
- O tym, że zabrano cię do szpitala. – dokończyłam za Niego.
- O cholera! Moja matka odpisała: „Przepraszam! To moja wina.”
- Teraz rozumiesz dlaczego nie przyszła. Nie mogła spojrzeć ci w oczy. Przykro mi.
- Nie tak bardzo jak mnie.
- Dobrze się czujesz? – martwiłam się o Niego.
- Bywało lepiej.
- Chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak. – byłam bezsilna.
- Muszę uporać się z tym sam. Czuję się jak kretyn. Ale ze mnie osioł. Miałem klapki na oczach.
- Proszę cię nie rozmyślaj o tym.
- Łatwo ci powiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz