poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 5


 - Kris! Przyszedłem najszybciej jak się dało. Co jest? Gdy dzwoniłeś miałeś taki głos jakby ktoś umarł.  – powiedział Jakub, przyjaciel Krystiana.
- Widziałem ją dzisiaj, Sarę. – wyjaśnił mu Krystian.
- I co? Jak było? Opowiadaj!
- Nijak. Kiepsko. Nie ma co opowiadać. Miałem jej coś do powiedzenia. Poszedłem za nią. Zgadnij kto na nią czekał?
- Chyba nie eks?
- On. – odpowiedział bardzo smutnym głosem Krystian.
- Jeszcze się przy niej kręci? Pomagałem ci się go pozbyć.
- Ale albo nie zrozumiał, albo …
- Albo tak mu na niej zależy. – Jakub pomyślał to samo, co Krystian i dokończył za przyjaciela zdanie. - Ciekawe, czy powiedział jej o tej naszej akcji.
- Nic nie mówiła. Miał się „chwalić”, czy naskarżyć jej?
- A więc zdążyliście pogadać.
- Pierwszy raz złapałem ją na kłamstwie. Mówiła jakby nikogo nie miała, a po wyjściu z dziekanatu wsiadła do jego samochodu i odjechali razem.
- Chujowo. A ja myślałem, że za ostro mu tłumaczyliśmy by odpimpał się od niej. Chyba jednak za mało dobitnie.
- Nie poskutkowało. Raczej do niego nie dotarło.
- Może to nie to, co myślisz? Może przyjaźnią się, albo to jednorazowe, tylko podwózka? – Jakub próbował pocieszyć Krystiana.
- Jak na mój gust coś często korzysta z podwózek i pomocy facetów. To ten jak mu tam, chyba Tobiasz, to mój brat.
- Jesteś zazdrosny. Według mnie nie masz powodów. Ja na twoim miejscu pogadałbym z nią, albo z nim. Idź odwiedzić kota. Zobaczysz, czy Sara mieszka z tym eks, czy nie, pogadacie.
- To nie jest dobry pomysł.  Ona nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia dlaczego. Próbowałem! Wystarczy! Mam dosyć!!!
- O czym ty mówisz? – zapytał Jakub. – Wiem, że o Sarze, ale o czymś jeszcze.
- Muszę wyjechać.
- Kiedy? Dokąd?
- Najlepiej zaraz. Jeszcze nie wiem gdzie.
- Mogę jechać z tobą. – powiedział Jakub.
- Nie możesz! – odpowiedział Krystian.
- Niepokoi mnie twoje zachowanie.
**********
     Zadzwoniłam do Krystiana. Nie wiedziałam, czy wyświetla Mu, że to ja, czy usunął mój numer.
Głupio swojemu eks chłopakowi przedstawiać się jak całkiem obca osoba. Tyle nas łączyło. Dzieliliśmy łóżko i nie tylko. Ale to była przeszłość.
Zapytał czego chcę.
- Mam do ciebie sprawę, prośbę.
- Co takiego? – nie zniechęcił mnie ton jego głosu.
- Potrzebuję transportu. – wyjaśniłam. Naprawdę potrzebowałam pomocy i to szybko.
- Co za bezczelność! Zerwałaś ze mną pamiętasz? Odeszłaś, a teraz dzwonisz jakby nigdy nic i mam robić za kierowcę?
- Dobra, nie było rozmowy.
- Twój eks, ten co był przede mną i wozi cię do dziekanatu, nie pomoże ci?
- Cześć.
Rozłączyłam się.
Źle to rozegrałam. Powinnam Mu powiedzieć, że to Filon potrzebuje (Jego) pomocy. Na pewno by wsiadł w samochód i przyjechał. Ale nie miałam czasu by Mu tłumaczyć co się stało.
Co ja sobie myślałam? Że po tym co zrobiłam mogę nadal na Niego liczyć? Na pomoc z Jego strony? Zadzwoniłam do Krystiana, bo tylko On przyszedł mi do głowy. Zanim wybrałam Jego numer naprawdę nie miałam czasu na rozmyślania do kogo innego mogłabym zadzwonić i prosić o podwiezienie mnie z Filonem do lecznicy.
**********
     Mówiono, że On stroni od ludzi, przestał się uśmiechać, golić. Prawie nie wychodzi z domu. Schudł. Próbowano Go gdzieś wyciągnąć np. do kina, na imprezę, ale nie chciał. Często nie przychodzi na wykłady, a jak już na nich bywa to jest nieobecny. Musiałam spotkać się z Nim, porozmawiać.
     W mieszkaniu był okropny bałagan. W brudnym zlewie góra nieumytych naczyń. On z kilkudniowym zarostem i rozczochranymi włosami. Zdążyły Mu sporo urosnąć.
Nic nie powiedział na mój widok.

- Wpadłam zobaczyć co u ciebie. – nic innego nie przyszło mi do głowy.
Zrobił wielkie oczy. W ten sposób okazał swoje zdziwienie, zaskoczenie.
- Właśnie szedłem wziąć prysznic. Jeśli chcesz napij się wody z kranu, bo nic innego nie mam do picia. I poszedł do łazienki. Zamknął się od środka. Nigdy wcześniej tego nie robił.

     Wolałabym, żeby zdenerwował się, wygarnął mi co o mnie myśli. A On zachował się jakby był pozbawiony uczuć.
Przyszłam nagle, jakby nigdy nic i miał skakać z radości?
Postanowiłam z grubsza posprzątać, zająć się czymś by za wiele nie rozmyślać.
Ogarnęłam trochę mieszkanie, odkurzyłam. Pomyślałam, że może włączę pralkę, albo chociaż wrzucę Jego ubrania do kosza na pranie. Zaniepokoiło mnie, że jeszcze nie opuścił łazienki. Słyszałam, że woda leci, ale nic poza tym. Żadnych odgłosów,  ruchu. Brał prysznic długo, ale nigdy nie aż tak długo. Coś było nie tak. Pukałam do drzwi. Nie otworzył, nic nie odpowiedział. Zadzwoniłam pod 112.
Przyjechali. Otworzyli drzwi. Siedział na podłodze, oparty plecami o wannę. Nieprzytomny. Nie było krwi, za to widziałam sporo otwartych i opróżnionych opakowań po lekach. Wpadłam w panikę. Zabrali Go na sygnale. Ktoś dał mi coś na uspokojenie. Gdy lek zaczął działać z Jego telefonu wysłałam smsa do moich niedoszłych teściów. Po chwili odpisała Jego matka. Napisała: „Przepraszam! To moja wina.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz