poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 12

      Weszłam do pokoju. Spał. Zobaczyłam tablet. Postanowiłam pograć aż się obudzi. „Montezuma” była. Ale mnie bardziej zainteresowała historia. Byłam ciekawa co czytał, przeglądał w internecie. Ostatnia pozycja to forum. Pisano tam o… „s” samobójstwach.

Też odwiedzałem to forum. Chcecie wiadomości z pierwszej ręki, by wiedzieć jak to jest. OK, zaspokoję waszą ciekawość. Zrobiłem to. Nie jestem z siebie dumny. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze płukanie żołądka było UWŁACZAJĄCE najbardziej jak się da. Intubacja, pasy, wlewanie płynów, rzyganie, ból, krwawienie, bo coś poszło nie tak. Po drugie rozmowa z psychiatrą była PONIŻAJĄCA. Głupio obcemu opowiadać tak osobiste rzeczy, zwierzać się i co najgorsze odtwarzać akcję ratunkową. Na pewno wiedział jak przebiegła, ale „musiał” (?) usłyszeć to ode mnie. Po trzecie teraz, „po” otoczenie nie wie jak się zachować w mojej obecności. Gryzą się w języki by przy mnie czegoś nie chlapnąć. Chodzą koło mnie na paluszkach i obchodzą się jak z kruchą, porcelanową lalką.

     Ktoś spostrzegawczy miał jedno pytanie: „Skoro były „pasy” to raczej nie współpracowałeś. Nie chciałeś by cię odratowano? Mam nadzieję, że ci pomogą i więcej nie spróbujesz ze sobą skończyć. „ Krystian odpowiedział:

Może odruchowo broniłem się, może nie chciałem ich pomocy, nie pamiętam tak szybko to wszystko się działo.

     Ktoś inny spytał: „Czy to prawda, że płukanie żołądka robią w pozycji leżącej?”. Odpowiedział ciekawskiemu, że tak.

Najpierw byłem nieprzytomny, stąd intubacja. Potem siedziałem, ale coś im nie pasowało i leżałem na boku, z nogami ugiętymi w kolanach. Wlewali wielokrotnie płyny aż wszystko wyrzygałem”. Szkoda, że człowiek musi być podczas „zabiegu” przytomny.

     Chcieli wiedzieć, czy wlewają przez nos, czy przez usta, czy używają lejka.
Przestałam to czytać. Nie chciałam wiedzieć co odpisał i jakie jeszcze mieli do Niego pytania. Wyglądało to tak, jakby sam siebie karał za swój głupi czyn i  dlatego zaspokajał ich ciekawość. Albo pisał to ku przestrodze, żeby zdawali sobie sprawę z konsekwencji, by odwieść przyszłych samobójców od tego co On zrobił.
Może powinnam zapytać Go na tym forum (oczywiście nie jako ja), czy zrobiłby to jeszcze raz? Skoro tak źle to wspomina to może nie. Teraz już chyba nie ma powodów by chcieć się zabić.
Zastanawiało mnie, czy wcześniej „udzielał się” na tym forum? Pisał o swoich myślach samobójczych? O swoich problemach, zamiarach? Chciałam to sprawdzić, ale akurat obudził się, więc szybko odpaliłam grę.

- Co robisz? – zapytał.
- Gram.
- Na pewno w Montezumę.
- Zgadłeś.
- To jedno chyba nigdy się nie zmieni. Oboje lubimy tą głupawą gierkę. Zajmuje myśli. Można pogłówkować, ale za bardzo to nie trzeba wysilać szarych komórek. Nie krępuj się możesz usiąść na łóżku. Jeśli chcesz sprawdzić, czy wygodne to możesz nawet się na nim położyć.
Usiadłam. Po chwili położyłam się obok niego. Miło było znowu się przytulić.
- Co u Filonka Bezogonka?- zapytał o kota.
Mam nadzieję, że nie wyczuł mojego drgnięcia.
- Zimno ci? To może zamknij okno.
Wstałam i zamknęłam je chociaż wcale nie marzłam.
- Jak tam Filon?
- Okay.
- Tylko tyle? Godzinami możesz mówić o zwierzętach, a teraz taka lakoniczna odpowiedz. To niepodobne do ciebie.
- Żyje, to najważniejsze.

     Kot zwiał, gdy listonosz dawał mi coś dla sąsiadki. A potem jakiś zwyrodnialec strzelał do niego. Nie mogłam Mu o tym powiedzieć. O operacji, walce o jego życie, rehabilitacji.
- Czytałem, że jakiś debil truje psy i strzela do kotów. – powiedział Krystian.
- Niby policja tym się zajęła, ale jak znam życie nie ustalą kto to robi. Zbagatelizują sprawę.
- Może tym razem nie.
- Oby! Teraz krzywdzi zwierzęta, a później może przerzucić się na ludzi, na dzieci. Wielu morderców, psychopatów zaczynało od psów, kotów.
Policji to ostatnio miałam powyżej uszu.

     Filon drugi raz w swoim życiu uciekł i po raz drugi trafił w łapska jakiegoś dręczyciela kotów. Miał pecha biedaczek. Poprzedni właściciele nie chcieli go, bo stracił ogon. Świr mu go uciął. Zostawił krwawiącego, cierpiącego. Ktoś uratował kota, zabrał do lecznicy. Właściciele jeździli z nim na wystawy, ale taki bez ogona był dla nich bezużyteczny. Powiedzieli weterynarzowi, że może go uśpić, albo komuś wydać. My zobaczyliśmy te jego piękne, niesamowite szmaragdowe oczy i wzięliśmy do domu.
Rosyjski niebieski, na pierwszy rzut oka, może wydać się mało atrakcyjny, nieciekawy. Sierść szaro – niebieska, bez łat, cętek, pręg, smukła budowa ciała, długie nogi. Kot średniej wielkości i umiarkowanie aktywny. Bardzo towarzyski. Nie lubi za długo być sam w domu i wymaga rozrywek, zabawy. Lubi podróże. Skórę ma niebieską co widać zaglądając do uszu, które są spore, postawione. Nos oraz poduszki łapek – zgodnie ze standardem rasy – są lawendowe.  Czuły, empatyczny, ciekawski, sprytny (otwiera sobie szufladę z żarełkiem). Nie odstępuje mnie na krok. We wszystkim chce pomagać i uczestniczyć.
Wygląda jakby non stop się uśmiechał. Kąciki pyszczka ma uniesione ku górze.
Jego oczy wciąż nas zaskakiwały. Co jakiś czas, z wiekiem, zmieniały kolor. W końcu zostały turkusowe.
**********
     W lecznicy rozmawialiśmy o adopcji Filona.
- Pewnie kot uciekł, gdy przyszedł listonosz, albo kurier. – powiedziałam.
Nas to rozbawiło, wet nie wiedział z czego się śmiejemy.
Pokazałam palcem Krystiana i wyjaśniłam:
- To dawny kurier. Uprzedziłam Go, jak pierwszy raz dla mnie coś miał, do doręczenia, że nie chcę by wniósł paczkę do mieszkania, bo mam kota i nie chcę, żeby uciekł.
     Zazwyczaj ludzie chcą sprawdzić, czy w środku jest to, co ma być, czy zawartość nie ucierpiała. W tym celu zapraszają kuriera do mieszkania. Jeśli coś jest nie tak spisuje reklamację.
Po wyjściu z lecznicy rozmawialiśmy o tym.
- Kilka razy przypominałaś mi o tym, że trzeba uważać na kota. Wychodziłaś na klatkę, zamykałaś za sobą drzwi jakbyś ukrywała tam rozebranego kochanka.
- Takie odniosłeś wrażenie?
Krystian nie odpowiedział. Zaśmiał się jedynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz