czwartek, 15 sierpnia 2019

Kilka słów do czytelników: "Co było minęło?"

     Po prawej stronie, na pasku bocznym jest "archiwum bloga" - spis treści. Chcącym przeczytać moją książkę radzę zacząć od fragmentu 1, potem 2, 3, itd, aż do końca (do 22). Każdy fragment to dalszy ciąg: "Co było minęło?".


Czekam na Wasze opinie i wrażenia 
po przeczytaniu "Co było minęło?".

Proszę o wyrozumiałość, bo to moja pierwsza książka
(i pewnie ostatnia). 

annagerszendorf@wp.pl

Co było minęło? - link
tutaj można pobrać (za darmo) moją książkę
do wyboru 2 formaty:
PDF i EPUB. 



fragment 18

- Co zamierzasz? – zapytał Krystian.
- Nie wiem co zrobić. Tyle ostatnio się działo, że trudno mi zebrać myśli. – odpowiedziałam.
- Proponuję zapytać o radę adwokata.
- To dobry pomysł, ale nie stać mnie.
- Nie martw się o kasę. Chcesz iść ze mną, czy mam to załatwić sam?
- A mógłbyś pójść tam beze mnie?
- Jasne. W razie czego, gdyby miał pytania, zadzwonię.
**********
     Krystian wrócił od adwokata (kuzyna swojego przyjaciela Jakuba) i powiedział:
- Prawie po sprawie. Nie martw się, matka odpowie za to, co zrobiła.
- Naprawdę tego chcesz? Kary dla niej?
- Tak. A ty nie?
- Nie masz wątpliwości? – spytałam Go.
- Żadnych! Ona bez skrupułów zrujnowała nasze życie. Mnie i mojego brata uczyła, że trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów. Nauka nie poszła w las.
- To twoja matka. Nie chcę byś żałował i miał kiedyś do mnie pretensje.
- Ty nie zawiniłaś! Tylko ona. Kara musi być. Adwokat powiedział, że to było uporczywe nękanie. Sąd raczej uzna to za mało szkodliwy czyn. Stalking w naszym kraju nie jest zbyt poważnie traktowany. Rzadko karze się sprawców, a już na pewno nie surowo. Radził by się dogadać.
- Co takiego? Jak to dogadać się?
- Postraszyć sprawą w sądzie, wyrokiem i zaproponować ugodę. Uniknie wstydu, kompromitacji, ciągania po sądach jeśli będzie przestrzegać zakazu zbliżania się do ciebie i do mnie.
- Takie rozwiązanie jest do przyjęcia.
- Odszkodowania i tak by nie zapłaciła, nawet gdyby sąd takowe zasądził, bo po rozwodzie nie ma kasy. Ojciec płaci jej alimenty, czy coś w tym stylu, ale nie jest tego za dużo. Opłaca rachunki, płaci za jej mieszkanie. Jeśli potrzebuje więcej ma sama sobie zorganizować pieniądze. Wracając do sprawy. Adwokat ją postraszy, że grozi jej odsiadka, albo wyrok w zawiasach i niech wybiera albo to, albo dożywotni zakaz zbliżania się.
- Mnie wystarczy jeśli będzie trzymać się z daleka ode mnie.
- Na pewno?
- Tak. W zupełności. Dlaczego wspomniałeś o zakazie zbliżania się również do ciebie?
- Bo właśnie tego chcę. Jako rekompensaty za to co zrobiła. Nie życzę sobie by w jakikolwiek sposób uczestniczyła w naszym życiu. Wszystko co złego nas spotkało, w ciągu ostatnich trzech miesięcy, to jej wina. Żyliśmy sobie spokojnie, byliśmy szczęśliwi do czasu aż się wpieprzyła i wywróciła wszystko do góry nogami. Musi przystać na nasze warunki. Nie stać ją na adwokata. Na eks męża nie ma co liczyć, bo w jego życiu też namieszała. Jego obecnej żonie – tak jak tobie – wykręcała wstrętne numery. Ojciec nie wybaczył jej tego. Rozwiódł się z intrygantką, potem zabrał jej samochód. To ostatnie ją zabolało, bo nie stać ją na kupno auta, a wszędzie jeździła samochodem. Mimo to niczego ją to nie nauczyło.
Słuchałam tego wszystkiego i wiedziałam, że nie odpuści matce.
- Tylko jej nie żałuj! Skrzywdziła ciebie, mnie, nas i nie ma co się nad nią litować. Postanowione. Wracam do adwokata. Pójdzie do niej w naszym imieniu, jako pełnomocnik i da do podpisania nasze ustalenia.
**********
- Dzień dobry! Wszystko u pani w porządku?
- A, dzień dobry. Jest okay.
Krystian milczał.
- Zawiesiłeś się, czy co? Nic nie mówisz. – spytałam.
- Kto to był? Zaczepia cię w sklepie. Znasz tego faceta?
Prawda, czy fałsz? Znowu kłamstwo? Kolejne? Nie!
- To lekarz. Byłam u niego jakiś czas temu.
- Miałaś problemy zdrowotne? Od czego on jest?
- Ginekolog. Chodziło o babskie sprawy.
- To było coś poważnego?
- Niezbyt.
BARDZO POWAŻNEGO. BYŁAM W CIĄŻY I PORONIŁAM!
- Przez moją urażoną dumę znowu coś mnie ominęło i dowiaduję się po fakcie. Zamiast cię wspierać byłem obrażony na ciebie.
- Mówię to po raz ostatni. Mam dosyć wałkowania tematu. To nie twoja wina! Powinnam ci powiedzieć co się działo, a nie odejść od ciebie. Ale wierz mi wtedy nie widziałam innego wyjścia. Wybrałam może złe rozwiązanie, lecz nie cofnę czasu.
- Teraz już chyba na dobre przyjąłem to do wiadomości. U tego lekarza to była jedynie wizyta? Kontrolna?
- Powiem ci, bo miało nie być między nami tajemnic. Dostałam od niego skierowanie… do szpitala.
- I byłaś w nim?
- Tak.
- Ile i dlaczego?
- Krótko tam zabawiłam. Pojawił się problem. Najpierw ból, później krwawienie.
- Mów dalej.
- Muszę? – jęknęłam. – To krępujące.
- Proszę powiedz.
- Miałam leżeć, mieć spokój, oszczędzać się.
- A moja matka właśnie wtedy uprzykrzała ci życie jak się domyślam?
- Zadajesz za dużo pytań. Mam dosyć. – pragnęłam by przestał, zakończył tę rozmowę.
- Nie chcesz skłamać. To znaczy, że miałem rację.
- Przychodziła już wcześniej, ale nagle jej wizyty były jeszcze częstsze i jeszcze gorsze niż te poprzednie.  
- Bardzo cię wymęczyli w tym szpitalu?
- Badania, narkoza…
- Narkoza? To co ci robili? – zapytał zaniepokojony, przejęty Krystian.
- Łyżeczkowanie.
- I mnie idioty przy tobie nie było.

- Nie ma czego żałować. Ja byłabym bardzo zadowolona, gdyby mnie to ominęło. 
**********
     Rano wstaję, a On już przy komputerze.
- Co cię tak wciągnęło? Czytasz i czytasz. – zapytałam Krystiana.
- E, nic takiego.
- Masz zakłopotaną minę jakbym przyłapała cię na buszowaniu po stronach dla dorosłych. – miało to zabrzmieć jak żart.
- Wydaje ci się. Przesadzasz. Tak sobie czytam o tym i o tamtym.
- Nie chcesz powiedzieć co cię tak zaciekawiło to nie mów. Jadłeś śniadanie?
- Nie chciałem cię budzić.
     Dziwnie się zachowywał. Zaczynałam odczuwać lęk. Chyba popadam w paranoję. Ale dlaczego nie chciał powiedzieć? Mam nadzieję, że nie ma powodów do obaw. Łudziłam się chociaż intuicja podpowiadała mi coś zupełnie innego.
Wyszłam z pokoju. „Tylko spokój! Tylko spokój!” powtarzałam sobie w myślach.
Po chwili przyszedł do mnie.
- Co się stało? - zapytał
- Nic.
- Właśnie widzę. Zbiera ci się na płacz.
- Coś mi wpadło do oka. – skłamałam.
- Do dwóch równocześnie? Co się dzieje? – Krystian nie dał się zbyć.
- Boję się.
- Czego?
- Wspólnej przyszłości.
- Boo?
- Pomyślałam, że… Nie… Nie teraz. Zostaw mnie, chcę pobyć sama.
Stanął przy oknie, tyłem do mnie.
- Wiem, że wiesz o forum dla… - zawahał się. – Dla samobójców. W szpitalu sprawdziłaś historię. Teraz też chętnie byś to zrobiła - sprawdziła, czy odwiedziłem strony dotyczące tej tematyki.
- To silniejsze ode mnie. Nic na to nie poradzę.
- Nie musisz mnie kontrolować! Nie chcę się zabić. To co zrobiłem to zamknięty rozdział.
- Głupio mi.
- To, że raz próbowałem nie znaczy, że spróbuję ponownie. Wiele zrozumiałem. Użalałem się nad sobą, a ty w tym czasie byłaś sama ze swoimi problemami, jeszcze gorszymi niż moje. I nie dziwię ci się, że tak o mnie myślisz. Gdybym był na twoim miejscu też bym świrował z niepokoju. Zapewniam cię, że nie myślę już o tym. Nie mam zamiaru ze sobą skończyć!
- To dobrze. Pocieszyłeś mnie. I uspokoiłeś. Ale potrzebuję czasu by przestać bać się i martwić.
- A ja potrzebuję swobody, nie kontroli. Chcę normalnie żyć. Udawaj chociaż, że mnie nie sprawdzasz, nie podejrzewasz o wiesz o co.
- Popracuję nad tym.
Będę ostrożniejsza i jeśli sprawdzę historię stron, które odwiedził – czego postaram się unikać – to zatrę ślady. 

fragment 17

   Zjedliśmy śniadanie. Chciałam pokazać Krystianowi okolicę, gdzie jest sklep, w którym robię zakupy.
- Część piękna! O, ty to pewnie jesteś Krystian. Miło mi cię poznać. Pukałem, ale nikt nie otwierał, więc skorzystałem ze swoich kluczy. Wychodziliście? To idźcie, nie przejmujcie się mną. Wpadłem po swoje rzeczy. Zabieram je i już mnie nie ma. No może jeszcze napiję się kawy.
- Sam pójdę po żwirek dla kota. – powiedział Krystian.
- Krystian! Może ci pomogę z tym żwirkiem? Ktoś kto dopiero co opuścił szpital powinien się oszczędzać.

     Krystian wyszedł w pośpiechu. Ja chwilkę po Nim. Poszedł do pobliskiego kiosku. Kupił gazety. Usiadł na ławce w parku. Przeglądał ogłoszenia.
- Co tu robisz? Zostawiłaś swojego gościa? Nieładnie. Tak się nie robi. – był wściekły, ale udawał, że tak nie jest.
- Nie szukaj mieszkania. Nie chcę byś się wyprowadził.
- A ja nie chcę być świadkiem tego, co przed chwilą miało miejsce! – powiedział wzburzony. -Wpada jakiś goguś, ma u ciebie swoje rzeczy, swój pokój i klucze do mieszkania. Wszedł jak do siebie. Obcy facet wie o moim pobycie w szpitalu. Pięknie.
- Wie, że byłeś w szpitalu, ale nie zna szczegółów.
- Pocieszające, że chociaż nie wie dlaczego tam trafiłem.
Siedzieliśmy na ławce stojącej blisko ulicy. Zaparkowało niedaleko nas porsche 911.
- Znowu ten goguś. – powiedział Krystian.
- Sara! Wpadniesz do Oskara? Jeśli nie wiesz o co chodzi to wysłałem ci smsa.
- Jedz już, bo zapłacisz mandat. Tu nie wolno stawać. – nie chciałam pogarszać sytuacji. Chciałam by „goguś” przestał działać Krystianowi na nerwy.
- A kto bogatemu zabroni? – mrugnął „goguś” i uśmiechnął się.
- Palant. – powiedział Krystian. Na szczęście tak cicho, że tylko ja to słyszałam.  – Gustujesz w takich dupkach? W gogusiach? Elegancikach  jeżdżących drogimi furami?
- Krystian… - widziałam, że się nakręca, a to nie wróżyło nic dobrego. – Zbastuj, przystopuj.
- Może moja matka wyświadczyła ci przysługę mieszając w naszym życiu? Skłóciła nas i skorzystałaś na tym. Nigdy cię nie podejrzewałem o coś takiego, ale…
- Nie wierzę, że tak myślisz. Uważaj! Nie mów czegoś, czego będziesz żałować.
- Po co było wczoraj to wszystko? Wspólny posiłek i ciąg dalszy? – chyba pomyślał, że miło było, ale się skończyło.
- Bo cię kocham!
Wrócił do przeglądania ogłoszeń.
- To był Bruno, mój kuzyn, brat Leti. Ich ojciec i mój są braćmi. – wyjaśniłam Krystianowi. - Wpadł po swoje rzeczy, które u niej trzymał. Zabrał wszystkie i po sprawie. Rozwodził się. Żonie zostawił mieszkanie. Pomieszkał u siostry zanim nie kupił sobie czegoś.  Rzeczy czekały aż je zabierze do swojego nowego domu. Letycja i Bruno są mi bardzo bliscy, są dla mnie jak rodzeństwo. Cztery lata, w czasach szkoły średniej, mieszkałam z nimi. Ich rodzice zajmowali się mną, chodzili na wywiadówki.
     Matka kuzynostwa zastępowała mi moją własną. Była, pocieszała, przytulała, gdy tego potrzebowałam. I ciocia i wujek dzielnie znosili moje humory w okresie dojrzewania. Na dzień kobiet dostałam książkę na ten temat. Chcieli ze mną porozmawiać skąd się biorą dzieci, ale to trudna, krępująca rozmowa dla obu stron. Nawet jeśli są sobie bliscy.

- Kto odbył z tobą rozmowę o kwiatkach i pszczółkach? Zapylanie i te sprawy. – spytałam Krystiana.
- Skąd nagle takie pytanie? – uśmiechnął się. - Natan mnie oświecił.
Po minie Krystiana wnioskowałam, że miło to wspominał.
- Nie ma jak starszy brat.
     Byłam ciekawa, ale nie zapytałam o szczegóły. Wolałam nie wiedzieć co Mu powiedział, albo co i jak pokazał, czy była to tylko teoria, czy praktyka. Przemilczę o co go podejrzewałam.

     Po powrocie do domu zapytałam Krystiana:
- Idziesz ze mną do Oskara? Mieszka nad nami.
- Na imprezę, czy co?
- Na imprezę to on zaprosiłby ciebie, nie mnie.
- Mnie?
- Nie kręci go płeć żeńska. – wyjaśniłam Mu. – Pójdę do niego, bo Bruno zostawił u Oskara klucze od mieszkania. Jemu już nie przydadzą się.
**********
- I co teraz? – to ostatnio było pytanie, które najczęściej sobie zadawałam, ale tym razem to On spytał.
- Może kierunek studiów taki bardziej typowo męski? – zasugerowałam.
- Chciałabyś. Pełno facetów i ty jedna? Niedoczekanie.
- Nie. Ty, banda facetów i zero lasek.
- Aaa. Nie mam nic przeciwko. Myślę o studiach zaocznych. Wykłady i zajęcia tylko dwa razy w tygodniu. Wszystko szybko, szybko. Nie ma czasu na bliższe znajomości i dobrze. Można studiować w soboty i w niedziele, a w ciągu tygodnia pracować i zarabiać by je opłacić.
- Ale kurierem to już chyba nie będziesz?
- Nie wiem, zastanawiam się. Ojciec proponował bym pracował w jego firmie.
- Studiuj, ja już jedne studia skończyłam i nie potrzebne mi kolejne. Co do tej pracy to nie jest chyba zły pomysł. Nie masz nic przeciwko temu, żeby ojciec był twoim szefem?
- Ojciec to pół biedy, gorzej gdyby moim szefem został Jakub.
- To mogłoby nawet oznaczać koniec waszej przyjaźni.
- Poszukałbym innej pracy.

fragment 16


     Zadzwonił mój telefon. Krystian dzwonił. Nie odebrałam. Przysłał smsa: „zostawiłaś torebkę” . Odpisałam: „Zaraz po nią będę.”
Musiałam wrócić, bo w torebce były klucze do mieszkania.
**********
- Szybko jesteś. – powiedział Krystian.
- Nie zdążyłam daleko zajść. 
- Siedziałaś na ławce przed szpitalem. Widziałem przez okno. Chciałem do ciebie wyjść, ale cofnęli mnie do pokoju. Wiecznie to robią. Przepraszam!
- Za co? – mało nie wyrwało mi się „znowu”.
- Pomyślałem, że z kimś mieszkasz.
- Bo tak jest. – odpowiedziałam tonem jakby to było oczywistą oczywistością. 
- Miałem na myśli …
- Tobiasza?
- Tak, pomyślałem, że z nim.
- Mówiłam ci, że to dawna, skończona sprawa.
- Chyba nie tak całkiem. – powiedział Krystian spode łba.
- Co insynuujesz? – znowu zaczynał mnie wnerwiać.
- Przyjechaliście razem, wtedy co wpadliśmy na siebie w dziekanacie.
- Przestań być podejrzliwy. Mówię ci było minęło. Dorobić ci klucze?
- Naprawdę mam z wami zamieszkać?
- Dorobię. Zrobisz z nimi co zechcesz. Mieszkanie jest duże. 4 pokoje plus salon.

     Tobiasz był super towarzyszem podróży. Oboje lubimy poznawać świat, zwiedzać, fotografować. Ale nic poza tym. Łączyły nas te wojaże, lecz bez nich, miedzy jednym, a drugim wyjazdem czegoś brakowało. Przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce jak jacyś dawni cyganie. Przez pewien czas to było fajne, odpowiadało mi i bawiło mnie, sprawiało przyjemność. Tobiasz pragnął nadal tak żyć, ja nie. Inaczej wyobrażaliśmy sobie swoją przyszłość. Jego ciągle gdzieś nosiło. Wieczny odkrywca i podróżnik. Nie usiedział w miejscu. Ja lubiłam i nadal lubię podróże, ale raz na jakiś czas, nie non stop w drodze. Nie było sensu tego ciągnąc. Okazało się, że więcej nas dzieli niż łączy. Każde z nas pragnęło czegoś innego. Na dłuższą metę nie pasowałam do jego stylu i trybu życia, a on do mojego. Rozstaliśmy się w zgodzie, w przyjaźni, za porozumieniem stron.
     Nie rozmyślałam o  moim ideale faceta. Nie snułam marzeń, że ma mieć określony kolor włosów, że ma być taki i taki. Po prostu od zawsze wiedziałam, że musi lubić zwierzęta i chcieć mieć psa, czy kota. Nie wyobrażam sobie domu, życia bez zwierząt!
Uwielbiam podróże, a gdy zaczyna mi ich brakować odczuwam potrzebę pojechania gdzieś, chociaż na kilka godzin. Z tego ewentualnie mogłabym zrezygnować, ale w kwestii zwierząt nie ma mowy o ustępstwach. Tobiasz chciał iść na kompromis i trzymać psa w kojcu, albo na łańcuchu przy budzie, a kot mógłby w szopie, lub w stodole łapać myszy. On traktuje je przedmiotowo. To dla mnie nie do przyjęcia. Zwierzęta to członkowie mojej rodziny.
Dla niego liczą się: delfiny, orki, rekiny, wieloryby. Jego pasją było i jest poznawanie ich. Od kiedy go znam był nimi zafascynowany.
**********
     Weszłam do pokoju. Spojrzałam na Krystiana i przypomniał mi się obraz w kaplicy sykstyńskiej, jego fragment ukazujący stworzenie Adama. Widziałam to dzieło Michała Anioła w pałacu watykańskim. Krystian ni to leżał, ni to siedział na łóżku, w pozycji jak biblijny Adam z tego fresku. Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się ona z ignorancją i bezczelnością. Wyciągnęłam telefon i pstryknęłam fotkę.
- Co robisz? – spytał, gdy już zauważył, że przyszłam.
- A ty? Byłeś taki zamyślony.
- Nie rób mi więcej zdjęć, a już na pewno nie tutaj. Najlepiej je usuń.
- Wyglądałeś pięknie, tak seksownie i kusząco. – najpierw powiedziałam, a po chwili zastanawiałam się co ja wygaduję, chociaż to, co powiedziałam było najprawdziwszą prawdą.

     Krystian bywa na siłowni. Nie chodzi tam regularnie, ale i tak widać efekty. W szpitalu miał być w piżamie, no i jest, w takiej niezbyt tradycyjnej. Jest ciepło, więc ma krótkie spodenki. Do tego góra z krótkim rękawem lub bez rękawów. On w domu też tak śpi. Tutaj faceci paradują w piżamach z długimi nogawkami i z długimi rękawami. Krystian rzadko opuszcza ten pokój. Mało kto widuje jego strój.
Dzięki siłowni jest nieźle zbudowany. Jak Adam z obrazu.
- Poza tym z tobą wszystko OK? – zapytał. - Dlaczego tak mi się przyglądasz? Co to za uśmieszek?
- O czym rozmyślałeś?
- Znowu unikasz odpowiedzi na pytania. Odpowiadasz pytaniem na pytanie.
- Nie lubisz tego.
- Zdążyłem przywyknąć. Ale fakt nie lubię tego. Źle mi się kojarzy.
Jeszcze niedawno udzielałam wymijających odpowiedzi, albo unikałam rozmów z Krystianem. Jego również unikałam.
- Nie powiem ci co sobie pomyślałam, bo mnie wyśmiejesz.
- Zaintrygowałaś mnie.
- Już przed chwilą sugerowałeś, że wygaduję głupoty. Nie powiem ci i już.
- Dobrze, niech ci będzie. Jestem potępiony i prawdopodobnie trafię do piekła. – zmienił temat.
- Za to co zrobiłeś?
- Tak. Czy według ciebie samobójstwo jest na równi z eutanazją, aborcją, morderstwem?
- Według kościoła na pewno. Piąte przykazanie. „Nie zabijaj”. Samobójstwo to forma morderstwa. Zabicie siebie. Człowiek otrzymuje życie. Jest kimś w rodzaju jego zarządcy. Nie ma prawa decydować o swojej śmierci. Powinien szanować je i przekazywać innym.
- Tak uważasz? – naprawdę chciał wiedzieć co myślę na ten temat.
- Jak mówiłam. To według kościoła.
- I dlatego, jeszcze do niedawna, samobójcy nie zasługiwali na modlitwę i chowano ich z dala od normalnych ludzi. Nie zasługiwali na pochówek w poświęconej ziemi.
- Ale to się zmieniło. A wiesz dlaczego? – spytałam. Wiem, że Krystian lubi różne ciekawostki.
- Nie mam pojęcia.
- Bo nie wiadomo co taka osoba robi, mówi, myśli zanim umrze. Może żałuje. Może prosi o wybaczenie. Co cię tak nagle wzięło na przemyślenia na ten temat?
- Ksiądz chodził po szpitalu. Odwiedzał pacjentów.
- U ciebie też był?
- Nie mówmy już o tym.
- Jeszcze tylko jedno. Myślę, że powiedziałby, że życie otrzymujemy od Boga. I to on decyduje o jego końcu, nie my. Doświadcza nas, zsyła problemy, przeciwności losu, ale takie, które jesteśmy w stanie pokonać, przezwyciężyć, udźwignąć. Tego uczą na religii. Ktoś kto kończy ze sobą obraża Boga podwójnie. Popełnia grzech śmiertelny, czyli najgorszy z możliwych, a do tego nie ufa w bożą pomoc. Żeby było jasne nie oceniam cię. Najważniejsze, że żyjesz, jesteś. Co tak na mnie patrzysz? Powiedziałam coś…
- Zaskoczyłaś mnie. Twoje przemyślenia… Zabrakło mi słów.
- Następnym razem przyniosę ci słownik. – zaśmiałam się.
- Będąc tu uświadamiam sobie jak mało ludzie wiedzą o innych, ja o tobie. Jesteś wierząca prawda?
- Wiara to każdego prywatna sprawa. Ojciec mi mówił, że nie powinno się zadawać takich pytań. Pocieszę cię – ja też mało o tobie wiem. Za mało. Co gorsza jeszcze mniej niż myślałam.
**********
     Pojechałam po Krystiana do szpitala. Zaprosiłam Go na obiad. Nie powiedziałam Mu, czy zjemy go w lokalu, czy u mnie.
- Łał. Niezłe mieszkanie. Duże, jasne. Z aneksem kuchennym. Takie lubię. – powiedział Krystian.
- Łazienka, jeden pokój, drugi, trzeci, czwarty i salon. - wymieniałam.
- Ten pewnie jest twój. Wnioskuje po ilości różnego rodzaju kotów, no i to wielkie łóżko.
- Łóżko za duże jak dla jednej osoby. Dla dwóch byłoby w sam raz. – Krystian spojrzał na mnie jakby zastanawiał się co tak naprawdę miałam na myśli.
- To zaproszenie? – spytał zajęty Filonem.
- Jeśli jesteś zainteresowany. Jest bardzo wygodne.
- Niezła okolica. Niby blisko do centrum, ale ciszej, spokojniej tu niż w centrum. – zmienił temat.
- A jaki widok za oknem. – powiedziałam.
- Park. Nie dziwię się, że Filon nie schodzi z parapetu. Patrzy na te stada ptaków. Mieszkanie, okolica robią wrażenie. Duży balkon.
- Niestety bez siatki. Ale Leti myśli o sprzedaży mieszkania. Poznała kogoś tam za granicą. To coś poważnego. Nie mają zamiaru wracać na stałe do swoich rodzinnych krajów. Mam prawo pierwokupu. Z pomocą ojca kupię to mieszkanie i wtedy obowiązkowo siatka. W oknach też.
- Przypomnij mi jak ma na imię twoja kuzynka? Trudno je spamiętać.
- Letycja. To bardzo wyjątkowa osoba i to imię do niej pasuje jak ulał. Oznacza piękno, wesołość, wdzięk. Wypisz, wymaluj Leti. Nie przedstawię ci jej, z tych samych powodów, dla których ty ukrywasz przede mną swojego przyjaciela Jakuba. Jeszcze się w niej zakochasz, a tego bym bardzo nie chciała.
- Wszystkie drzwi takie same. Można pomylić się. Człowiek idzie do kibelka, otwiera drzwi, a za nimi klatka schodowa. I zdziwiona mina akurat przechodzącego obok mieszkania sąsiada. – powiedział Krystian.
- Proponuję byśmy coś zjedli.
- Kuszące zapachy. Już na zewnątrz było je czuć.
Usiedliśmy przy stole. Krystian nie zjadł wszystkiego co miał na talerzu .
- Nie smakuje ci? – spytałam.
- Chyba żołądek mi się skurczył. Fantastycznie gotujesz. Brakowało mi tego.
- Czegoś jeszcze?
Wstał, podszedł do mnie i zaczęliśmy się całować.

fragment 15


„Ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci, że: 

Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty. 

To też nie diabeł rogaty. 

Ani miłość kiedy jedno płacze 

a drugie po nim skacze. 

Miłość to żaden film w żadnym kinie 

ani róże, ani całusy małe, duże

Ale miłość - kiedy jedno spada w dół, 

drugie ciągnie je ku górze...”

(Strachy Na Lachy, piosenka: „zanim pójdę”)
**********
     I co teraz? Krystian pomyśli, że wróciłam z poczucia winy, albo z litości. A jeśli coś pójdzie nie tak? Znowu targnie się na swoje życie? Będziemy żyć jak na tykającej bombie. On na pewno przestał mi ufać, stracił wiarę we mnie, w moją miłość do niego i będzie się bać, że któregoś dnia wróci do domu, a ja znowu ulotnię się. Ja natomiast będę się martwić jeśli np. gdzieś się zasiedzi, z kimś zagada. Spóźni się, a ja wpadnę w panikę.
**********
     Sara pożyczyła mi swój czytnik e-booków. Zapewniała, że chwilowo nie jest Jej potrzebny.
Z jednej strony żałowałem, że przez ten czas tyle się u Niej wydarzyło, a ja nie miałem o niczym pojęcia, z drugiej nawet nie zapytałem o ten czytnik. Przyjąłem do wiadomości, że go ma i już. Niby nic takiego, a jednak świadczyło, że coś się między nami popsuło. Za mocne słowo. Na pewno zaszła zmiana. Chyba mam chwilowo (?) dosyć tych wszystkich rewelacji, o których dowiaduje się prawie każdego dnia i staram się już nie dociekać, nie zadawać więcej pytań.
     Ale poczułem coś, gdy usłyszałem, że mój brat pomagał Jej go wybrać, kupić. Zazdrość? Wyobraziłem sobie jak doradzał, gdzie, w jaki sposób, na przykład ich rozmowę w sklepie, albo u Sary w domu.  Coś ich łączyło. To była przyjaźń? Myślę, że tak. Raczej nic więcej. Natan pewnie chciałby Ją bzyknąć, jak każdą, ale miał marne szanse. Ona nie jest taka. Jego gadki nie zrobią na niej wrażenia. A może zrobiły? Wątpię, ale pewności nie ma. Czyżbym nie ufał Jej, podejrzewał Ją o najgorsze, bo wykręciła mi numer i odeszła? Niby to nie Jej wina, a jednak może miała inne wyjście? Sam nie wiem jak załatwiłbym tę sprawę, gdybym był na Jej miejscu. Ja też miałem wybór – żyć, albo skończyć to. Wybrałem to drugie. Ktoś kto nie miał takiej „zawężonej rzeczywistości” jak ja nie zrozumie dlaczego wybrałem śmierć.
     Nie wiem co się ze mną dzieje od kiedy poznałem Sarę. Nawet, gdy między nami było źle lepiej znosiłem to jeżeli była. Wystarczyło, że no po prostu była gdzieś obok. Wystarczała nawet sama jej obecność w mieszkaniu, podczas wykładów. Po jej odejściu działo się ze mną coś, czego nie jestem w stanie wytłumaczyć (sobie, innym), coś o co nigdy bym siebie nie podejrzewał. Zabrała swoje rzeczy, nie było Jej i odechciało mi się wszystkiego.
     Patrzę (podejrzliwie) na nich – na Sarę i Natana - i nie widzę nic niepokojącego.  Zachowują się normalnie, nawet, gdy przez przypadek w tym samym czasie mnie odwiedzają. A może nie przez przypadek?
     Natan nauczył Ją obsługi tego urządzenia? Jeśli tak to gdzie? Bo nie w sklepie. Może w jakimś lokalu? Albo w mieszkaniu? Popadam w paranoję, mieszkanie i mieszkanie.
     Pocieszał Ją? Przytulał? Pewnie płakała między innymi z powodu Filona. W pewnym sensie zajął moje miejsce. Kiedyś to ja jeździłem z Nią do lecznicy, do weta i  pomagałem kupować na przykład różne urządzenia. To ja byłem od tego. Poszedłem w odstawkę?
     I poleciał do Niej? Za Nią? do Jej ojca. W jakim celu? Co tam robili? Razem, czy osobno? Jestem strasznie ciekaw, chociaż z drugiej strony obawiam się, że odpowiedzi na te pytania mogłyby być zbyt przykre, nie po mojej myśli.
**********
- Ciasto mi przyniosłaś? Dzięki! Moje ulubione. Dlaczego tak mało? – Krystian ucieszył się, niestety nie na mój widok, a z powodu ciasta, które przyniosłam.
- Upiekłam całą blachę, ale resztę zaniosłam pielęgniarkom. Ty możesz dostać w domu.
- Dom to nie cztery ściany. Tworzą go, ci którzy w nim mieszkają.
- Wiem. I też tak uważam. Co zamierzasz po wyjściu ze szpitala? – spytałam Krystiana.
- Muszę coś wynająć. Nie wrócę do naszego, mojego dawnego mieszkania.
     Nie wiedziałam co powiedzieć. Najwidoczniej nie brał pod uwagę bycia ze mną. Ale chciałam się upewnić.
- Może zamieszkasz z nami? – powiedziałam. Zabrzmiało to jakoś tak nieśmiało, niepewnie.
- Z wami? Nie, dziękuję. To jakiś test?
- Nie, ale gdyby to był test to byś go nie zdał.
- Jak sobie wyobrażasz wspólne mieszkanie? Ja, ty i …
- Już sobie nie wyobrażam.
W pośpiechu opuściłam pokój.
**********
     Krystian siedział na fotelu. Głowę miał pochyloną. Opierał ją na rękach. Palce wsunął pod włosy.
- Krystian! Co się dzieje? Pogorszyło ci się? – Natan zaniepokoił się na widok brata.
- Można tak powiedzieć.
- Zawołam lekarza!
- Nie! Nie potrzebny mi lekarz. To nie o to chodzi.
- Więc o co? – spytał Natan.
- Możesz sprawdzić, czy cię ma po drugiej stronie tych tam zamkniętych drzwi? – Krystian wskazał bratu drzwi na korytarz.
- Nie, nie mogę.
Natan rozsiadł się i nie zamierzał iść sobie dopóki nie dowie się skąd u Krystiana taki nastrój.
- Chcę  pobyć sam. Czy musicie ciągle tu przychodzić?
- Chodzi o Sarę, prawda? Widziałem jak stąd szybko wyszła, bardzo smutna. Tak pędziła, że nie zauważyła mnie, nie odpowiedziała na moje „część”.  To nie w jej stylu.
- Dobrze ją znasz. Dogłębnie?
- Wyjaśnię ci coś brat. Nie muszę ci się tłumaczyć, ale wiedz, że ja o niej nie myślę w kategoriach łóżkowych. – zapewnił go Natan.
- A jak?
- Traktuję ją jak siostrę, kuzynkę.
- Trudno mi w to uwierzyć, ale niech ci będzie, że taki właśnie jest twój stosunek do niej. Zaproponowała bym zamieszkał z nimi. Powiedziała cytuję: „Może zamieszkasz z nami?”. – wyjaśnił bratu Krystian.
- No i?
- Tępy jesteś? Czego nie zrozumiałeś? – Krystian tracił cierpliwość.
- Nie ruszają mnie te twoje docinki pod moim adresem.  Od kiedy tu jesteś zrobiłeś się złośliwy.  Co sobie pomyślałeś? Że z kimś mieszka? Z jakimś facetem?
- A ty jak byś to odebrał?
- Nie wiem, ale jednego jestem pewien. Mieszka z osobnikiem płci męskiej.
- Wiedziałem…
- Gówno wiesz! Jesteś niedoinformowany. Wcześniej ten osobnik nie przeszkadzał ci. – kontynuował Natan. Pomyśl logicznie i na spokojnie.
- Co ty znowu pieprzysz?
- Mieszka z kotem. Zapomniałeś?
- Filona miała na myśli?
- Tak geniuszu. Dla niej ten sierściuch jest jak członek rodziny. Powiedziałeś, że nie chcesz z nimi zamieszkać? – Natan zaakcentował „z nimi”. - Nie musisz mi dziękować. Odkręć to.
- Wystraszyłeś się. powiedział Krystian.
- Kiedy? Czego?
- Gdy tu przed chwilą wszedłeś. Powiedziałeś Krystian, nie Krystek.
- Braciszku! Bo cię palnę.

fragment 14

   Gdy Sara poszła do toalety przemyć twarz do Krystiana podszedł młody mężczyzna.
- Ładna z was para. – powiedział.
- A tobie co do tego?
- Miło popatrzeć, chociaż macie jakiś problem. Pragniecie się, ale za coś każecie siebie nawzajem. To widać gołym okiem. Jak wy na siebie patrzycie… Iskrzy między wami.
- Spadaj z tą swoją psychoanalizą! – burknął Krystian.
- Rozdrażniony, bo mam rację.
- Wkurzasz mnie, bo zaczepiasz ludzi i gadasz coś, o czym nie masz pojęcia.
     Krystian wrócił do pokoju. Wnerwiło go, że obcy komentują to, co jest między nim, a Sarą. Zastanawiał się co tak właściwie obecnie ich łączy.
- Puk, puk.
Na progu stał, oparty o framugę, ten facet.
- To znowu ty? – zapytał niezadowolony Krystian.
- O, masz telewizor. Taki to pożyje. Mogą mi tu do ciebie dostawić łózko?
- Jasne, nie krępuj się. – Krystian nie mówił serio. Miał dosyć tego nieproszonego gościa. – Jesteś natrętny, upierdliwy, namolny. Naprzykrzasz się ludziom i wpieprzasz się w cudze sprawy.
- Potwornie tu nudno. Jedyna rozrywka to spacery po szpitalu, rozmowy, obserwowanie ludzi.
- Tym razem padło na mnie?
- Poirytowany, bo miałem rację. Dalej rozpamiętujesz to, co przed chwilą, powiedziałem na korytarzu.
- Coś się mnie uczepił? – Krystian nie rozumiał dlaczego ten ktoś nachodzi go, „uszczęśliwia” swoim towarzystwem i to teraz, gdy chciał pobyć sam, pomyśleć.
- Bo jesteśmy podobni. Też tu się męczysz. – powiedział „gość” siadając w fotelu.
- Jak każdy.
- W naszym przypadku to coś innego, to coś więcej. Ta bezczynność dodatkowo nas dobija.
- Nie wiem o czym mówisz i nie chcę wiedzieć. – Krystian marzył by łażący za nim facet poszedł sobie.
- Wiesz, wiesz. Ty i Sara…
- Skąd wiesz jak ma na imię? – tego już było dla Krystiana zdecydowanie za dużo.
- Nie kojarzysz mnie. Studia.
- Studiowaliśmy razem? Myślę, myślę i wciąż nie mogę sobie ciebie przypomnieć. Niezbyt mam pamięć do twarzy. Ja nawet nie bardzo wiem kto jest moim sąsiadem. Serio! Sąsiedzi to pewnie mają mnie za gbura, albo chama, bo nie zawsze i nie wszystkim mówię „dzień dobry”.
- W takim razie musisz uwierzyć mi na słowo. Ja pamiętam was, zakochana para. Rzuciłem je krótko po Sarze. Ale zdążyłem zobaczyć, wydedukować to i owo. Byliście ze sobą, pewnie mieszkaliście razem. I nagle coś między wami popsuło się. Latałeś za nią, a ona ci się wymykała, traciłeś ją.
- Miło było, ale wy…
- Wypad do swojego pokoju chciałeś powiedzieć. Drażliwy temat poruszyłem.
- Dokładnie to miałem na końcu języka. Żegnam!
- Chciałeś użyć bardziej dosadnego określenia? Wypierdalaj. Fajnie by było teraz, w tej chwili wsiąść na motor i śmignąć nim byle dalej stąd. Lubisz to? Jazda, potem postój. Łono natury, niebrzydkie okoliczności przyrody, brak ludzi. Porozmyślać w spokoju, nacieszyć oczy widokami i powrót. Mówiłem, że jesteśmy podobni. Masz coś do picia?
Nalał mu soku.
- Krystian jeśli dobrze pamiętam. Ja jestem Filip.
- Naprawdę studiowałeś z nami?
- Nie pamiętasz mnie. Nic dziwnego. Nie widziałeś nikogo poza Sarą. Miło znowu zobaczyć was razem. Jak już mówiłem ładną parę tworzycie. Ja, przez mój tryb życia, nie pozwalam sobie na związki. Nie chcę by jakaś ryczała po mnie. Jestem tu po raz kolejny. Za każdym razem nie ma pewności, czy opuszczę szpital, czy w nim zdechnę. Pomyślałeś – jak wszyscy – nie widać by był chory. Ty też wyglądasz jak okaz zdrowia, a jednak wylądowałeś w tym miejscu. Nie wnikam dlaczego. Może i jestem namolny, upierdliwy, ale nie wścibski. Rodzinka najchętniej ubezwłasnowolniłaby mnie, albo zamknęła w psychiatryku. Nie jestem wariatem. Zachorowałem na coś, przez co jestem na straconej pozycji. Nie wygram. Dlatego pozostały mi czas chce przeżyć po swojemu. Mało kto to rozumie. Lubię sporty ekstremalne. Jestem uzależniony od ryzyka, adrenaliny, wyzwań. Wolę nie przeżyć skoku na bandżi (bungee), czy ze spadochronem niż kajtnąć tutaj. Dlatego tak trudno mi tu wytrzymać. Nosi mnie. Chcę działać, przeżywać zanim będę wąchać kwiatki od spodu.
- Jeszcze soku? – zapytał Krystian.
- Już mnie nie wyrzucasz? Ale i tak sobie pójdę. Jeśli będzie ci nudno zobacz na youtube jaki jestem szczęśliwy robiąc to, co tak kocham, co mnie kręci. Jaram się tym.

     Weszłam do pokoju. Był tam ktoś kogo znałam.
- Cześć Filip! – ucieszyłam się na jego widok.
Krystian był w szoku. Na pewno nie pamiętał go ze studiów i myślał, że ja również nie skojarzę Filipa.
- Cześć! – odpowiedział chłopak, równie uradowany jak ja.
- Pogadaliście sobie? – spytałam.
- Tak. Z tobą też chętnie bym pogadał, ale właśnie wychodzę. – powiedział.
Krystian milczał.
- Szkoda. Następnym razem.
- Wynoszę się stąd. Nie spędzę w szpitalu ani minuty dłużej. Czuję, że marnuję tu czas.
- Może lepiej zostań? – powiedziałam z troską.
- Pobyt tutaj pomaga mi jak umarłemu kadzidło. Pozdrów Tobiasza i  wiesz kogo. Masz z nimi kontakt?
Krystian przerwał szukanie w internecie, ale nie podniósł głowy, nie spojrzał na nas. Na pewno nie chciał by wydało się, że słucha o czym mówimy.
- Nie. – odpowiedziała Sara.
- Rozumiem. Spadam. Trzymam za was kciuki! – pokazał palcem wskazującym to Krystiana, to na mnie. - Szerokiej drogi Kris!
- Złamania karku!

- Pamiętasz go ze studiów, bo ja nie. – zapytał Krystian.
- Pamiętam. Raz już go tu spotkałam. –szybko zrozumiałam swój błąd. Ale było już za późno. Nie powinnam wspominać o spotkaniu Filipa.
- Tak? Nic nie mówiłaś.
- Wyleciało mi z głowy.
- Jasne. Pewnie z powodu Tobiasza i  kolejnego, tak bliskiego ci znajomego.
- Co takiego? – spytałam, chociaż powinnam zakończyć temat. Wiedziałam, że jeszcze chwila i zrobi się nieprzyjemnie.
- Wspomniał o Tobiaszu. Znasz jeszcze jakiegoś oprócz swojego eks? To nie jest popularne imię.
- Filip, zanim zachorował, spotykał się z siostrą Tobiasza. – wyjaśniłam, ale nie miałam zamiaru wnikać w szczegóły. - Byliśmy na pokazie umiejętności Filipa. Tego też pewnie nie pamiętasz?
- Na pokazie? Jakim?
- Skojarz z jazdą na motorze. – podpowiedziałam.
- Aaa. Drift, stunt, palenie gumy, jazda na jednym kole, kaskaderka na motorze. To on wtedy tam popisywał się?
- Miał kask, więc mogłeś nie rozpoznać. Czego szukasz?
- Mówił coś o youtube, ale nie wiem czego szukać i gdzie.
- Daj.
Po chwili:
- O to pewnie chodziło. – powiedziałam oddając Mu tablet.
- Skąd wiedziałaś?
- Powiedzmy, że kobieca intuicja.
     Kilka godzin później pojawił się nowy filmik. Filip uśmiechnięty od ucha do ucha pędził na rowerze z wysokiej góry prawie pionowo w dół.
Podpis: „Zew natury. Pozdro dla Krystiana i Sary!”
**********
     Krystian milczał. Ja i jego brat również. To robiło się nie do zniesienia.
- Jak randka? – spytałam Natana.
- To były męczarnie, tortury. Głupia, skupiona na sobie i swoim wyglądzie kretynka. Majątek wydaje na poprawianie urody, kosmetyczkę, fryzjera, dietetyków, siłownię, kosmetyki i ciuchy. Ćwiczy, upiększa się i lata po sklepach. To całe jej życie. Chyba bogaci frajerzy za to wszystko płacą. Pewnie ma sponsorów. Pustak.
- W sam raz dla ciebie. – powiedział Krystian.
- Co to miało znaczyć? – spytał Go brat.
- A co, nie byłoby cię na nią stać? Lubisz takie co mają jedynie – jak to mawiają - wyglądać i pachnieć. I razem byście ćwiczyli, bo też przesiadujesz na siłowni. Macie sporo wspólnego. Przypomnij mi z czego się utrzymujesz? Udajesz, że pracujesz u ojca. Jak spędzasz wolny czas? – podsumował brata Krystian.
- Zgryźliwy jesteś. – stwierdził Natan.
- Znasz takie słowo? A wiesz co oznacza? – Krystian udał zdziwienie, zaskoczenie.
- Chciałeś mi dokuczyć swoimi złośliwościami, ale nie udało ci się to. Nie wiem co cię ugryzło, ale gówno mnie to obchodzi.
Ktoś musiał to skończyć.
- Czyli nie przypadła ci do gustu? To była pierwsza i ostatnia wasza randka? – powiedziałam do Natana.
- Nie tak całkiem. Wyjścia z nią, rozmowa to udręka, ale dała czadu, wiesz co mam na myśli. – odpowiedział.
- Ty zawsze masz na myśli seks. Zdarza ci się myśleć o czymś innym? – dogryzał Natanowi Krystian.
Zignorował brata.
- Dobra jest w te klocki, więc pewnie jeszcze nie raz się spotkamy u mnie lub u niej. Zakupy, chodzenie po sklepach wolę z tobą Sara.
Krystian włączył telewizor.
- Chyba nie ma ochoty z nami gadać. Kij mu w oko. Co u twojego taty? – powiedział do mnie Natan.
- Zapracowany jak zwykle.
- Ten to przynajmniej wie po co to robi. Ze swojej pracy czerpie niezłe korzyści materialne. Dom ma super. Fajny jest twój ojciec.
**********
- Co to było? – spytał niezadowolony Krystian po wyjściu brata.
- Rozmowa. – odpowiedziałam (w odróżnieniu do Niego) spokojnie.
Wyciągnął telefon z szuflady. Włączył go.
- Przyjacielska bym powiedział. – nie dało się nie zauważyć sarkazmu. - Ten głąb poznał twojego ojca? – powiedział udając zainteresowanie jedynie telefonem.
Nie przeszkadzało mi, że bawił się komórką. To i lepiej, że na mnie nie patrzył.
- Nie mów tak o nim. Skończył studia, jest informatykiem. Nieźle zarabia.
- Chciałaś powiedzieć, że skończył studia w odróżnieniu do mnie. Ma wyższe wykształcenie tak jak i ty. To was do siebie zbliża? Babki lecą na kasiastych.
- Nie dam się wciągnąć w tego typu rozmowę. Co do mojego ojca… Tak wyszło.
- Nic z tego nie rozumiem.
- I dlatego włączyłeś telewizor? – spytałam.
- To co mówił nudziło mnie.
- Nie wiem co cię napadło, ale zachowywałeś się okropnie. Dlaczego tak się do niego odzywałeś?
- Żal ci się zrobiło mojego kochanego braciszka? Mogłaś iść z nim i go pocieszyć. – spojrzał na mnie.
Odłożył telefon. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Był w bojowym nastroju.
- Co ty wygadujesz? – spytałam.
- A ty? – odpowiedział pytaniem.
- Co ja?
- Spytałaś go o randkę. Co cię to obchodzi?
- Uznałam, że najwyższy czas by ktoś w końcu się odezwał, coś powiedział. – wyjaśniłam.
- Zaprzyjaźniliście się skoro opowiada ci o swoich randkach, poznał twojego ojca.
- Nie wyspałeś się? Wstałeś lewą nogą? – dociekałam co było powodem takiego Jego humoru.
Znowu chwycił telefon.
- Jak wizyta u ojca? – spytał niby od niechcenia, ale wiedziałam, że jest bardzo ciekawy.
Natan mu wygadał, że u niego byłam? Na pewno, bo kto inny miałby to zrobić.
- Super. Wziął urlop i spędziliśmy ze sobą dużo czasu.
- A mój brat poznał go…? – spytał znowu patrząc mi w oczy. Czekał na wyjaśnienie.
- Bo przyleciał.
- Gdzie? Po co? Jak to przyleciał? Zaprosiłaś go? – Krystian aż podniósł się. Może lepiej by wygodnie usiadł, albo położył się.
- Przyleciał, stanął na progu i został. Wprosił się!
- Do domu twojego ojca?
- No tak.
- Długo tam był?
- Tydzień.
- Ale cwaniak zasiedział się.
- Dobrze się bawił, głównie imprezował. – wyjaśniłam osłupiałemu Krystianowi.
- A ty?
- Dwa tygodnie tam byłam.
Pewnie chciał wiedzieć, czy imprezowałam z jego bratem, ale skoro nie spytał wprost to odpowiedziałam wymijająco.
Wstał.
- Dokąd idziesz?
- Do kibelka.
- No tak, nie musisz leżeć, możesz wstawać.
- Blokuję łózko, pokój, bo mój pobyt tutaj nie wymaga ciągłego leżenia plackiem.
Wrócił.
- Co cię ugryzło? Masz wyjątkowo zły humor. – zapytałam pana nadąsanego.
- Ty i mój brat… Dużo czasu spędzacie ze sobą. – odpowiedział Krystian.
- Nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego! Nie jestem w jego typie.
- I tu się mylisz. Każda, którą może przelecieć…
- Co to miało znaczyć? – miałam ochotę uderzyć Go w twarz.
- Sorry, źle to zabrzmiało.
- Chciałeś mnie obrazić? Wkładasz mnie do jednego worka z jego panienkami? Nie pozwalaj sobie! Jesteś w szpitalu, ale to nie znaczy, że wszystko ci wolno. Nie jesteś obłożnie chory, umierający dlatego nie licz na ulgowe traktowanie, wyrozumiałość.
- Przepraszam! Źle się wyraziłem.
- Myślisz, że uprawiałam z nim seks? Rozumiem, że po tym co zrobiłam straciłeś do mnie zaufanie i masz mnie za najgorszą, ale nie musisz mnie obrażać, poniżać swoimi podejrzeniami, że pewnie wylądowałam z nim w łóżku! Za kogo ty mnie masz?
- Wiem dlaczego odeszłaś. Teraz zupełnie inaczej do tego podchodzę. Wyjaśniliśmy już sobie to. Oceniałem jego, nie ciebie. Znam go dłużej i lepiej niż ty. 
- Sama już się zorientowałam, że to babiarz. Ale jak mogłeś pomyśleć, że ja i on…
- Pytał, czy jesteś wolna. Jak myślisz dlaczego i po co?
- Pytał, i co z tego? Czyżbyś był zazdrosny?
- Jestem.
- Czego ty chcesz? Podchodzisz do mnie z dystansem. Chcesz wejść drugi raz do tej samej rzeki, czy nie? Zawiodłam cię i to nie daje ci spokoju. Zastanów się czego chcesz i daj mi znać.
Wyszłam. Miałam Go na dzisiaj dosyć.
     A ja sama czego chcę? Pragnęłam dać nam drugą szansę, ale bałam się, miałam wątpliwości, nie byłam pewna, czy nas to uszczęśliwi, czy wręcz przeciwnie. Nigdy już nie będzie tak (cudownie) jak za pierwszym razem.
Przypomniał mi się odcinek „wspaniałego stulecia”, a dokładniej pewna scenka. Sułtanka matka rozmawiała z synem o nim i o jego bracie. Powiedziała, że jeden poznał co to strach, a w drugim ktoś zasiał wątpliwości. Mówiła o konsekwencjach tego. Z nami było to samo. Baliśmy się i mieliśmy wątpliwości. Przeszłość nas prześladuje i będzie nadal to robić. Miała i będzie mieć na nas, na nasze życie ogromny wpływ. To nieuniknione. Zawisła nam nami niczym miecz Damoklesa.
Teraz…
Co było minęło? Może na jakiś czas, a może bezpowrotnie? To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy odcisnęło na nas swoje piętno. Było super, dobrze nam się żyło razem, ale Jego matka pokrzyżowała nam plany, zniszczyła to, co nas łączyło i nasze szczęście posypało się jak domek z kart. Czy da się to odzyskać, odbudować? Na pewno będzie inaczej.
Robiliśmy coś, czego normalnie nie zrobilibyśmy. Ja odeszłam dla „świętego spokoju”, którego i tak nie miałam, On ma na swoim koncie próbę samobójczą. Nie sądzę byśmy byli w stanie o tym nie pamiętać. Niestety to niemożliwe, żebyśmy nigdy więcej do tego nie wracali. To co się działo na zawsze pozostanie w nas, gdzieś tam z tyłu głowy.
Ale nagle pomyślałam: „Chodź przytul przebacz”