Gdy Sara poszła
do toalety przemyć twarz do Krystiana podszedł młody mężczyzna.
- Ładna z was para. – powiedział.
- A tobie co do tego?
- Miło popatrzeć, chociaż macie jakiś problem. Pragniecie
się, ale za coś każecie siebie nawzajem. To widać gołym okiem. Jak wy na siebie
patrzycie… Iskrzy między wami.
- Spadaj z tą swoją psychoanalizą! – burknął Krystian.
- Rozdrażniony, bo mam rację.
- Wkurzasz mnie, bo zaczepiasz ludzi i gadasz coś, o czym
nie masz pojęcia.
Krystian
wrócił do pokoju. Wnerwiło go, że obcy komentują to, co jest między nim, a
Sarą. Zastanawiał się co tak właściwie obecnie ich łączy.
- Puk, puk.
Na progu stał, oparty o framugę, ten facet.
- To znowu ty? – zapytał niezadowolony Krystian.
- O, masz telewizor. Taki to pożyje. Mogą mi tu do ciebie
dostawić łózko?
- Jasne, nie krępuj się. – Krystian nie mówił serio. Miał
dosyć tego nieproszonego gościa. – Jesteś natrętny, upierdliwy, namolny.
Naprzykrzasz się ludziom i wpieprzasz się w cudze sprawy.
- Potwornie tu nudno. Jedyna rozrywka to spacery po
szpitalu, rozmowy, obserwowanie ludzi.
- Tym razem padło na mnie?
- Poirytowany, bo miałem rację. Dalej rozpamiętujesz to,
co przed chwilą, powiedziałem na korytarzu.
- Coś się mnie uczepił? – Krystian nie rozumiał dlaczego
ten ktoś nachodzi go, „uszczęśliwia” swoim towarzystwem i to teraz, gdy chciał
pobyć sam, pomyśleć.
- Bo jesteśmy podobni. Też tu się męczysz. – powiedział
„gość” siadając w fotelu.
- Jak każdy.
- W naszym przypadku to coś innego, to coś więcej. Ta
bezczynność dodatkowo nas dobija.
- Nie wiem o czym mówisz i nie chcę wiedzieć. – Krystian
marzył by łażący za nim facet poszedł sobie.
- Wiesz, wiesz. Ty i Sara…
- Skąd wiesz jak ma na imię? – tego już było dla
Krystiana zdecydowanie za dużo.
- Nie kojarzysz mnie. Studia.
- Studiowaliśmy razem? Myślę, myślę i wciąż nie mogę
sobie ciebie przypomnieć. Niezbyt mam pamięć do twarzy. Ja nawet nie bardzo
wiem kto jest moim sąsiadem. Serio! Sąsiedzi to pewnie mają mnie za gbura, albo
chama, bo nie zawsze i nie wszystkim mówię „dzień dobry”.
- W takim razie musisz uwierzyć mi na słowo. Ja pamiętam
was, zakochana para. Rzuciłem je krótko po Sarze. Ale zdążyłem zobaczyć,
wydedukować to i owo. Byliście ze sobą, pewnie mieszkaliście razem. I nagle coś
między wami popsuło się. Latałeś za nią, a ona ci się wymykała, traciłeś ją.
- Miło było, ale wy…
- Wypad do swojego pokoju chciałeś powiedzieć. Drażliwy
temat poruszyłem.
- Dokładnie to miałem na końcu języka. Żegnam!
- Chciałeś użyć bardziej dosadnego określenia?
Wypierdalaj. Fajnie by było teraz, w tej chwili wsiąść na motor i śmignąć nim
byle dalej stąd. Lubisz to? Jazda, potem postój. Łono natury, niebrzydkie
okoliczności przyrody, brak ludzi. Porozmyślać w spokoju, nacieszyć oczy
widokami i powrót. Mówiłem, że jesteśmy podobni. Masz coś do picia?
Nalał mu soku.
- Krystian jeśli dobrze pamiętam. Ja jestem Filip.
- Naprawdę studiowałeś z nami?
- Nie pamiętasz mnie. Nic dziwnego. Nie widziałeś nikogo
poza Sarą. Miło znowu zobaczyć was razem. Jak już mówiłem ładną parę tworzycie.
Ja, przez mój tryb życia, nie pozwalam sobie na związki. Nie chcę by jakaś
ryczała po mnie. Jestem tu po raz kolejny. Za każdym razem nie ma pewności, czy
opuszczę szpital, czy w nim zdechnę. Pomyślałeś – jak wszyscy – nie widać by
był chory. Ty też wyglądasz jak okaz zdrowia, a jednak wylądowałeś w tym
miejscu. Nie wnikam dlaczego. Może i jestem namolny, upierdliwy, ale nie
wścibski. Rodzinka najchętniej ubezwłasnowolniłaby mnie, albo zamknęła w psychiatryku.
Nie jestem wariatem. Zachorowałem na coś, przez co jestem na straconej pozycji.
Nie wygram. Dlatego pozostały mi czas chce przeżyć po swojemu. Mało kto to
rozumie. Lubię sporty ekstremalne. Jestem uzależniony od ryzyka, adrenaliny,
wyzwań. Wolę nie przeżyć skoku na bandżi (bungee), czy ze spadochronem niż
kajtnąć tutaj. Dlatego tak trudno mi tu wytrzymać. Nosi mnie. Chcę działać,
przeżywać zanim będę wąchać kwiatki od spodu.
- Jeszcze soku? – zapytał Krystian.
- Już mnie nie wyrzucasz? Ale i tak sobie pójdę. Jeśli
będzie ci nudno zobacz na youtube jaki jestem szczęśliwy robiąc to, co tak
kocham, co mnie kręci. Jaram się tym.
Weszłam do
pokoju. Był tam ktoś kogo znałam.
- Cześć Filip! – ucieszyłam się na jego widok.
Krystian był w szoku. Na pewno nie pamiętał go ze studiów
i myślał, że ja również nie skojarzę Filipa.
- Cześć! – odpowiedział chłopak, równie uradowany jak ja.
- Pogadaliście sobie? – spytałam.
- Tak. Z tobą też chętnie bym pogadał, ale właśnie
wychodzę. – powiedział.
Krystian milczał.
- Szkoda. Następnym razem.
- Wynoszę się stąd. Nie spędzę w szpitalu ani minuty
dłużej. Czuję, że marnuję tu czas.
- Może lepiej zostań? – powiedziałam z troską.
- Pobyt tutaj pomaga mi jak umarłemu kadzidło. Pozdrów
Tobiasza i wiesz kogo. Masz z nimi
kontakt?
Krystian przerwał szukanie w internecie, ale nie podniósł
głowy, nie spojrzał na nas. Na pewno nie chciał by wydało się, że słucha o czym
mówimy.
- Nie. – odpowiedziała Sara.
- Rozumiem. Spadam. Trzymam za was kciuki! – pokazał
palcem wskazującym to Krystiana, to na mnie. - Szerokiej drogi Kris!
- Złamania karku!
- Pamiętasz go ze studiów, bo ja nie. – zapytał Krystian.
- Pamiętam. Raz już go tu spotkałam. –szybko zrozumiałam
swój błąd. Ale było już za późno. Nie powinnam wspominać o spotkaniu Filipa.
- Tak? Nic nie mówiłaś.
- Wyleciało mi z głowy.
- Jasne. Pewnie z powodu Tobiasza i kolejnego, tak bliskiego ci znajomego.
- Co takiego? – spytałam, chociaż powinnam zakończyć
temat. Wiedziałam, że jeszcze chwila i zrobi się nieprzyjemnie.
- Wspomniał o Tobiaszu. Znasz jeszcze jakiegoś oprócz
swojego eks? To nie jest popularne imię.
- Filip, zanim zachorował, spotykał się z siostrą
Tobiasza. – wyjaśniłam, ale nie miałam zamiaru wnikać w szczegóły. - Byliśmy na
pokazie umiejętności Filipa. Tego też pewnie nie pamiętasz?
- Na pokazie? Jakim?
- Skojarz z jazdą na motorze. – podpowiedziałam.
- Aaa. Drift, stunt, palenie gumy, jazda na jednym kole,
kaskaderka na motorze. To on wtedy tam popisywał się?
- Miał kask, więc mogłeś nie rozpoznać. Czego szukasz?
- Mówił coś o youtube, ale nie wiem czego szukać i gdzie.
- Daj.
Po chwili:
- O to pewnie chodziło. – powiedziałam oddając Mu tablet.
- Skąd wiedziałaś?
- Powiedzmy, że kobieca intuicja.
Kilka godzin
później pojawił się nowy filmik. Filip uśmiechnięty od ucha do ucha pędził na
rowerze z wysokiej góry prawie pionowo w dół.
Podpis: „Zew natury. Pozdro dla Krystiana i Sary!”
**********
Krystian milczał. Ja i jego brat również.
To robiło się nie do zniesienia.
- Jak randka? – spytałam
Natana.
- To były męczarnie,
tortury. Głupia, skupiona na sobie i swoim wyglądzie kretynka. Majątek wydaje
na poprawianie urody, kosmetyczkę, fryzjera, dietetyków, siłownię, kosmetyki i
ciuchy. Ćwiczy, upiększa się i lata po sklepach. To całe jej życie. Chyba
bogaci frajerzy za to wszystko płacą. Pewnie ma sponsorów. Pustak.
- W sam raz dla ciebie. –
powiedział Krystian.
- Co to miało znaczyć? –
spytał Go brat.
- A co, nie byłoby cię na
nią stać? Lubisz takie co mają jedynie – jak to mawiają - wyglądać i pachnieć.
I razem byście ćwiczyli, bo też przesiadujesz na siłowni. Macie sporo wspólnego.
Przypomnij mi z czego się utrzymujesz? Udajesz, że pracujesz u ojca. Jak
spędzasz wolny czas? – podsumował brata Krystian.
- Zgryźliwy jesteś. –
stwierdził Natan.
- Znasz takie słowo? A
wiesz co oznacza? – Krystian udał zdziwienie, zaskoczenie.
- Chciałeś mi dokuczyć
swoimi złośliwościami, ale nie udało ci się to. Nie wiem co cię ugryzło, ale
gówno mnie to obchodzi.
Ktoś musiał to skończyć.
- Czyli nie przypadła ci
do gustu? To była pierwsza i ostatnia wasza randka? – powiedziałam do Natana.
- Nie tak całkiem. Wyjścia
z nią, rozmowa to udręka, ale dała czadu, wiesz co mam na myśli. –
odpowiedział.
- Ty zawsze masz na myśli
seks. Zdarza ci się myśleć o czymś innym? – dogryzał Natanowi Krystian.
Zignorował brata.
- Dobra jest w te klocki,
więc pewnie jeszcze nie raz się spotkamy u mnie lub u niej. Zakupy, chodzenie
po sklepach wolę z tobą Sara.
Krystian włączył
telewizor.
- Chyba nie ma ochoty z
nami gadać. Kij mu w oko. Co u twojego taty? – powiedział do mnie Natan.
- Zapracowany jak zwykle.
- Ten to przynajmniej wie
po co to robi. Ze swojej pracy czerpie niezłe korzyści materialne. Dom ma
super. Fajny jest twój ojciec.
**********
- Co to było? – spytał
niezadowolony Krystian po wyjściu brata.
- Rozmowa. –
odpowiedziałam (w odróżnieniu do Niego) spokojnie.
Wyciągnął telefon z
szuflady. Włączył go.
- Przyjacielska bym
powiedział. – nie dało się nie zauważyć sarkazmu. - Ten głąb poznał twojego
ojca? – powiedział udając zainteresowanie jedynie telefonem.
Nie przeszkadzało mi, że
bawił się komórką. To i lepiej, że na mnie nie patrzył.
- Nie mów tak o nim.
Skończył studia, jest informatykiem. Nieźle zarabia.
- Chciałaś powiedzieć, że
skończył studia w odróżnieniu do mnie. Ma wyższe wykształcenie tak jak i ty. To
was do siebie zbliża? Babki lecą na kasiastych.
- Nie dam się wciągnąć w
tego typu rozmowę. Co do mojego ojca… Tak wyszło.
- Nic z tego nie rozumiem.
- I dlatego włączyłeś
telewizor? – spytałam.
- To co mówił nudziło
mnie.
- Nie wiem co cię napadło,
ale zachowywałeś się okropnie. Dlaczego tak się do niego odzywałeś?
- Żal ci się zrobiło
mojego kochanego braciszka? Mogłaś iść z nim i go pocieszyć. – spojrzał na
mnie.
Odłożył telefon.
Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej. Był w bojowym nastroju.
- Co ty wygadujesz? –
spytałam.
- A ty? – odpowiedział
pytaniem.
- Co ja?
- Spytałaś go o randkę. Co
cię to obchodzi?
- Uznałam, że najwyższy
czas by ktoś w końcu się odezwał, coś powiedział. – wyjaśniłam.
- Zaprzyjaźniliście się
skoro opowiada ci o swoich randkach, poznał twojego ojca.
- Nie wyspałeś się?
Wstałeś lewą nogą? – dociekałam co było powodem takiego Jego humoru.
Znowu chwycił telefon.
- Jak wizyta u ojca? –
spytał niby od niechcenia, ale wiedziałam, że jest bardzo ciekawy.
Natan mu wygadał, że u
niego byłam? Na pewno, bo kto inny miałby to zrobić.
- Super. Wziął urlop i
spędziliśmy ze sobą dużo czasu.
- A mój brat poznał go…? –
spytał znowu patrząc mi w oczy. Czekał na wyjaśnienie.
- Bo przyleciał.
- Gdzie? Po co? Jak to
przyleciał? Zaprosiłaś go? – Krystian aż podniósł się. Może lepiej by wygodnie
usiadł, albo położył się.
- Przyleciał, stanął na
progu i został. Wprosił się!
- Do domu twojego ojca?
- No tak.
- Długo tam był?
- Tydzień.
- Ale cwaniak zasiedział
się.
- Dobrze się bawił,
głównie imprezował. – wyjaśniłam osłupiałemu Krystianowi.
- A ty?
- Dwa tygodnie tam byłam.
Pewnie chciał wiedzieć,
czy imprezowałam z jego bratem, ale skoro nie spytał wprost to odpowiedziałam
wymijająco.
Wstał.
- Dokąd idziesz?
- Do kibelka.
- No tak, nie musisz
leżeć, możesz wstawać.
- Blokuję łózko, pokój, bo
mój pobyt tutaj nie wymaga ciągłego leżenia plackiem.
Wrócił.
- Co cię ugryzło? Masz
wyjątkowo zły humor. – zapytałam pana nadąsanego.
- Ty i mój brat… Dużo
czasu spędzacie ze sobą. – odpowiedział Krystian.
- Nie wyobrażaj sobie nie
wiadomo czego! Nie jestem w jego typie.
- I tu się mylisz. Każda,
którą może przelecieć…
- Co to miało znaczyć? –
miałam ochotę uderzyć Go w twarz.
- Sorry, źle to
zabrzmiało.
- Chciałeś mnie obrazić?
Wkładasz mnie do jednego worka z jego panienkami? Nie pozwalaj sobie! Jesteś w
szpitalu, ale to nie znaczy, że wszystko ci wolno. Nie jesteś obłożnie chory,
umierający dlatego nie licz na ulgowe traktowanie, wyrozumiałość.
- Przepraszam! Źle się
wyraziłem.
- Myślisz, że uprawiałam z
nim seks? Rozumiem, że po tym co zrobiłam straciłeś do mnie zaufanie i masz
mnie za najgorszą, ale nie musisz mnie obrażać, poniżać swoimi podejrzeniami,
że pewnie wylądowałam z nim w łóżku! Za kogo ty mnie masz?
- Wiem dlaczego odeszłaś. Teraz
zupełnie inaczej do tego podchodzę. Wyjaśniliśmy już sobie to. Oceniałem jego,
nie ciebie. Znam go dłużej i lepiej niż ty.
- Sama już się
zorientowałam, że to babiarz. Ale jak mogłeś pomyśleć, że ja i on…
- Pytał, czy jesteś wolna.
Jak myślisz dlaczego i po co?
- Pytał, i co z tego? Czyżbyś
był zazdrosny?
- Jestem.
- Czego ty chcesz?
Podchodzisz do mnie z dystansem. Chcesz wejść drugi raz do tej samej rzeki, czy
nie? Zawiodłam cię i to nie daje ci spokoju. Zastanów się czego chcesz i daj mi
znać.
Wyszłam. Miałam Go na
dzisiaj dosyć.
A ja
sama czego chcę? Pragnęłam dać nam drugą szansę, ale bałam się, miałam
wątpliwości, nie byłam pewna, czy nas to uszczęśliwi, czy wręcz przeciwnie.
Nigdy już nie będzie tak (cudownie) jak za pierwszym razem.
Przypomniał mi się odcinek
„wspaniałego stulecia”, a dokładniej pewna scenka. Sułtanka matka rozmawiała z
synem o nim i o jego bracie. Powiedziała, że jeden poznał co to strach, a w
drugim ktoś zasiał wątpliwości. Mówiła o konsekwencjach tego. Z nami było to
samo. Baliśmy się i mieliśmy wątpliwości. Przeszłość nas prześladuje i będzie
nadal to robić. Miała i będzie mieć na nas, na nasze życie ogromny wpływ. To
nieuniknione. Zawisła nam nami niczym miecz Damoklesa.
Teraz…
Co było minęło? Może na
jakiś czas, a może bezpowrotnie? To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku
miesięcy odcisnęło na nas swoje piętno. Było super, dobrze nam się żyło razem,
ale Jego matka pokrzyżowała nam plany, zniszczyła to, co nas łączyło i nasze
szczęście posypało się jak domek z kart. Czy da się to odzyskać, odbudować? Na
pewno będzie inaczej.
Robiliśmy coś, czego
normalnie nie zrobilibyśmy. Ja odeszłam dla „świętego spokoju”, którego i tak
nie miałam, On ma na swoim koncie próbę samobójczą. Nie sądzę byśmy byli w
stanie o tym nie pamiętać. Niestety to niemożliwe, żebyśmy nigdy więcej do tego
nie wracali. To co się działo na zawsze pozostanie w nas, gdzieś tam z tyłu
głowy.
Ale nagle pomyślałam: „Chodź przytul przebacz”