środa, 11 września 2019

Fragment 20.

     Dzieci. Panicznie bałam się choćby myśli o porodzie, tym bardziej, że Amanda – eks dziewczyna Krystiana – umarła rodząc swoje drugie dziecko, córeczkę. Dziewczynka nie przeżyła.
Osierociła małego chłopczyka Patryka. To był synek Krystiana. Miał wtedy 3 latka. Zamieszkał z nami. Patryk nie trafił do domu dziecka, mój mężuś miał upragnione dziecko, ja nie musiałam go urodzić i wszyscy byli szczęśliwi.
Bałam się porodu, Krystian bał się, że mogłabym podzielić los Amandy i nie przeżyć, dlatego mieliśmy tylko Patryka.
Mały Patryś potrzebował matki, więc starałam się jak najlepiej Mu ją zastępować. Szybko zaczął mówić do mnie „mamo”.
Krystian był super mężem i tatą. Pracował u swojego ojca, tak jak i jego brat Natan i przyjaciel Jakub. W weekendy, zaocznie, kontynuował studia.
    Natan wciąż skakał z kwiatka na kwiatka. Jakub miał najpierw jedną żonę, potem drugą i bliźnięta. Tobiasz, podróżował,  pływał po morzach i oceanach. Był oceanografem. Mówił, że pod wodą życie jest piękniejsze, łatwiejsze i mniej skomplikowane niż to na lądzie - życie ludzi. Jego wybór. Poświęcił się swojej pasji. Kto by nie chciał robić tego co lubi, co go kręci i żeby mu jeszcze za to płacono?
     Moja kuzynka znalazła sobie męża za granicą, tam gdzie pracowała i postanowiła nie wracać do Polski. Sprzedała nam swoje mieszkanie. Zaraz pojawiły się siatki w oknach i na balkonie, by koty nie uciekły. Mieliśmy dwa. Filon dobrze zniósł dokocianie - pojawienie się w domu kocicy ze schroniska Fiony.
Mieszkanie, w którym mieszkałam, gdy poznałam Krystiana, wynajmowałam. Czekało na mojego ojca. Wierzyłam, że na emeryturze zechce wrócić i być bliżej rodziny. 
**********
 - Rozmawiałaś z Tobim? – w głosie Krystiana wyraźnie było słychać irytację, niezadowolenie. W jakiś taki ironiczny sposób powiedział imię mojego eks.
- Podsłuchiwałeś? – zapytałam.
- Chciałabyś, żebym przy tobie rozmawiał z moja byłą? I to w obcym języku?
- A ja myślałam, że ona nie żyje. No tak pewnie było ich więcej. Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo coś mi wypominać!
- Ja ostatnią, a niby dlaczego?!
- To mój syn mieszka z nami, czy twój?
- Zrozumiałem aluzję.
- To nie ja mam dziecko z innym, więc z łaski swojej przestań wypominać mi Tobiasza! Patryk to najlepszy dowód TWOJEJ przeszłości, nie mojej. Sam nie byłeś święty dlatego daruj sobie…
- Naprawdę zro – zu – mia - łem!
- Gdybym robiła coś złego to bym ukrywała to przed tobą.
- Chyba ukrywasz skoro gadacie po włosku.
- Rozmawialiśmy we troje. Obok Tobiasza był nasz wspólny znajomy, kolega z włoskich czasów. Zna tylko włoski. To jego ojczysty język.  My tam nie używaliśmy imienia Tobiasz, wszyscy mówili po prostu Tobi.
- Czyli znałaś go już we Włoszech? – Krystiana naprawdę to poruszyło.
- Nie wiem dlaczego o to pytasz?
- Odpowiedz. – Krystian nalegał.
- Tak, tam go poznałam i zaprzyjaźniliśmy się. Skończ już ten temat. Każdy ma jakąś przeszłość. Ty kogoś miałeś, ja miałam. Nikt i nic tego nie zmieni. Nie ma sensu do tego wracać.
- Tobiasz to, co innego.
- Dlaczego? – miał rację, ale udałam, że nie rozumiem co ma na myśli.
- Podejrzewałaś mnie o EWENTUALNY skok w bok z którąś z dziewczyn ze studiów, pamiętasz?
- I myślisz, że ja mogłabym cię zdradzić z Tobiaszem, tak?
- Sama wtedy mówiłaś, że nigdy nic nie wiadomo. Człowiek może nie mieć pojęcia jak do tego doszło, że z kimś przespał się. To nie moje słowa tylko twoje.
- Dobra, byłam z Tobiaszem…
- Masz na myśli odległą przeszłość, zanim mnie poznałaś, czy bycie z nim niedawno?
- Dawne dzieje, czas przeszły, nawet bardzo.
- To było  jakieś dziewięć? dziesięć? wspólnych lat. To kawał czasu.
- Ja i on za bardzo się różnimy. Różnice między nami są takie, że  nie sposób tego przeskoczyć. Poza tym Tobiasza ukochaną jest praca. Wtedy wymyśliłam sobie inny sposób na życie niż mam teraz.
- A jak ci się odwidzi? I znowu coś się zmieni? – zasugerował Krystian.
- Liczy się tu i teraz i proszę nie psuj tego.
- Proponuję kompromis. Będziesz rozmawiać z nim po polsku, a ja będę udawać, że mam gdzieś te wasze pogaduszki.
- Okay, chociaż… Zapewniam cię, że Tobiasz nie ma czasu by utrzymywać ze mną kontakt, a ja nie mam chęci być z nim w kontakcie. Mnie i jego łączy jedynie przeszłość. Zadzwonił, bo nasz kolega miał ochotę ze mną porozmawiać. Lecisz ze mną do Włoch na spotkanie klasowe?
- Co takiego? – Krystianowi niezbyt spodobał się ten pomysł. Chyba nie chciałby wziąć udziału w takiej imprezie.
- Żartowałam, nie ma żadnego spotkania klasowego, ale do Włoch moglibyśmy polecieć. Pokazałabym ci Rzym, Mediolan, gdzie mieszkałam, moją szkołę.
- Super. Poznałbym to, co mój brat dawno, przede mną już poznał?
- To nie moja wina, że Natan miał czas by lecieć do Włoch, a też pracował, tak jak ty teraz.
- O co ci chodzi?
- Ty nic tylko praca i praca.
- To może udaj się tam znowu z nim.
Był irytujący! Zamiast zastanowić się nad swoim zachowaniem usiłował wzbudzić u mnie poczucie winy.
- Dlaczego taki jesteś? Załatwiliśmy jedną kwestię sporną, a ty znowu coś wywlekasz. Już zawsze tak będzie? Ja Natana nie zaprosiłam! Chciałam wtedy pobyć z ojcem.  I teraz też wybieram się do niego, do ojca, nie do twojego brata. Polecę tam z tobą, albo bez ciebie. Po prostu tęsknie za Włochami. I chciałam ci je pokazać, bo to dla mnie bardzo ważne miejsce.
- A co z Patrykiem?
- Poleci z nami.
     Patryś był fantastyczny, grzeczny, wesoły, pocieszny, kochany. Traktowałam Go jak własne dziecko, ale… W święta było mi trudno. Krystian jeździł wtedy z Nim do babci i dziadka, do rodziców Amandy. Nie było ich kilka godzin.
     Miałam ochotę i o tym dzisiaj pogadać, ale nie byłam w stanie poruszyć tego tematu. To wyglądałoby jak wypominanie czegoś Krystianowi, a przecież nie zrobił nic złego. Nie mógł postąpić inaczej.  To Jego syn. Nie mógł Go oddać rodzinie Amandy. „Widziały gały co brały”. Związałam się z facetem w dwupaku z dzieckiem.
Dla Krystiana to też był szok, że ma syna. Wierzyłam Mu, gdy mówił, że wcześniej nie wiedział o Jego narodzinach.
Do Włoch nie polecieliśmy. Znowu. Zawsze tak było, a to choroba Małego, a to przedstawienie w przedszkolu. Od kiedy pojawił się w naszym życiu wszystko bardzo się zmieniło.

Mój ojciec niezbyt to akceptował. Uważał, że się poświęcam i że Krystian mnie wykorzystuje. Według niego byłam Mu potrzebna do opieki nad dzieckiem. Nie przepadał za zięciem. Mój mężuś też nie darzył teścia sympatią. Pewnie dlatego nie latał ze mną do Włoch. Do ojca udawałam się zawsze sama. Nie sądzę by tylko chodziło o pracoholizm Krystiana. To było coś więcej. Oddalaliśmy się od siebie. Nic już nie robiliśmy razem. Miałam męża tylko teoretycznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz