Miałam problem z dziećmi. Szukałam pomocy
u specjalisty. Poszłam na konsultacje do psycholożki, która miała praktyki w
szpitalu, gdy Krystian tam przebywał. Naprawdę zrobiła karierę. Miała własny
gabinet. Trudno było, ale w końcu mnie przyjęła. Trzeba było sporo czekać na
wolny termin.
Przyglądała mi się. Powiedziała, że ma
wrażenie, że już kiedyś spotkałyśmy się. Miała rację. Przypomniałam jej skąd
mnie kojarzy. Gdy przedstawiłam się, podałam nazwisko po mężu, uśmiechnęła się
i powiedziała: „Czyli wzięli państwo ślub. A tak oboje baliście się
przyszłości”. Zapytała: „Co u pana Krystiana?”
Wyjaśniłam w czym problem.
Według niej Inga powinna zamieszkać z babcią i dziadkiem, albo z rodzeństwem
Amandy. Ciocia, wujek to rodzina, nie to co ja, czy Krystian, który był jedynie
ojcem Patryka – brata Ingi. To samo myślałam, ale Krystian nie chciał
rozdzielać rodzeństwa. Dziewczyna nie wiedziała jak nas traktować, jak się do
nas zwracać. Byliśmy dla niej obcymi ludźmi.
W wakacje zmieniała się na
lepsze, bo spędzała je z rodziną swojej zmarłej matki (Amandy). To jej służyło,
a mieszkanie z nami niezbyt.
**********
Po rozmowie z panią psycholog przyszedł
czas na omówienie sprawy z Krystianem. Siedział w gabinecie. Zapracowany jak
zwykle.
- Muszę z tobą
porozmawiać. – powiedziałam wchodząc do pokoju.
- Teraz? Jestem zajęty.
- Wiecznie to słyszę. Tak,
teraz. Inga męczy się z nami.
- Co takiego?
- Ciągle pracujesz to nie
widzisz jak odżywa po wizytach, po pobycie u rodziny twojej eks, jej matki.
- Na pewno cieszy się, że
jest z bratem.
- Patryk cieszy się, że
siostra jest z nim, ale Inga jest między młotem, a kowadłem. Mieszka z obcymi
ludźmi. Nie jesteśmy jej rodzicami, ani nawet ciocią, czy wujkiem.
- Nie zgadzam się z tobą.
- I w tym właśnie tkwi
problem. Wszyscy są nieszczęśliwi oprócz Patryka. Ale ty tego nie dostrzegasz.
Do pokoju weszła Inga.
Powiedziała:
- Ona ma rację!
Krystian nie zrobił nic w tej sprawie i od
tego dnia zaczęły się problemy wychowawcze
z Ingą. Ona chciała mieszkać z
rodziną swojej zmarłej matki, nie z nami.
Powiedział, że „gówniara”
nie myśli o swojej przyszłości i dlatego należy traktować ją jak dziecko,
decydować za nią. Uważał, że nie jest głupia. Też byłam tego zdania. Kiedyś dobrze
się uczyła, nie wagarowała, odrabiała lekcje. Według Niego robiła nam na złość
i była to forma szantażu. Myślała, że
odeślemy ją by pozbyć się problemu. Krystianowi byłoby głupio oddać takiego
nieuka rodzinie swojej eks. Wstydziłby się za nią. Fakt – co oni by sobie o nas
pomyśleli? Że zaniedbaliśmy Ingę, nie interesowaliśmy się jej postępami w nauce
i w szkole, tym co wyprawiała. Jej słabe oceny, wagary, wybryki nie tylko o
niej źle świadczyły. O nas, jej opiekunach też.
Ale myślę, że Krystian przede
wszystkim bał się, że Patryk wyprowadziłby się wraz z siostrą. Dlatego wolał ją
unieszczęśliwiać, żeby nie stracić syna?
Inga miała mi za złe, że
nie robiłam nic, żeby mogła mieszkać ze swoja rodziną ze strony Amandy.
Przeceniała moje możliwości, mój wpływ na Krystiana. On – od pewnego czasu - nie
liczył się z moim zdaniem. Decydował za nas wszystkich. Nie musiałam, nie
chciałam tego znosić i marnować reszty życia zwłaszcza, że wiedziałam jaka jest
przyczyna takiego stanu. Niestety przez upór Krystiana, było coraz gorzej.
Dla Niego najważniejsza
była praca, a dla dzieci wolność i swoboda. On im to dawał, przez co był tym
dobrym, a ja tą złą (zrzędzącą, wymagającą, prawiącą kazania, goniącą do lekcji
i nauki, karzącą). Mówiłam jedno, oni robili coś zupełnie innego. Gdy
powiedziałam, że jedno ma lub oboje mają szlaban nie zostawali w domu.
Wydzwaniali do Krystiana i skarżyli się, żalili jaka to jestem zła,
niesprawiedliwa, że nie pozwalam wychodzić z domu, ale nie wyjaśniali Mu
dlaczego ma/mają szlaban. Wmawiali Krystianowi, że uwzięłam się na nich. On
spał, a małolaty wymykały się na imprezę, chociaż ja im tego zabraniałam, za
karę, za złe stopnie, wybryki, czy za wagary.
Dwoje nastolatków w domu
to koszmar, zwłaszcza, że oboje byli do mnie wrogo nastawieni. Patryk chciał
być traktowany jak dorosły, jego siostra przechodziła – już od dłuższego czasu
- etap buntu.
Inga podburzała brata
przeciwko mnie. Przypominała mu, że nie jestem matką ani jego, ani tym bardziej
jej.
W końcu miarka się przebrała. Krystian nie
wierzył, że „dzieci” są okropne w stosunku do mnie. Zamontował kamery bez
naszej wiedzy. Przejrzał nagrania i dotarło do niego, że nie kłamałam, nie
wyolbrzymiałam. Gdy powiedział mi o tym odpowiedziałam, że chcę rozwodu. Czara
goryczy przelała się. Co to za mąż… Sprawdzał mnie? Nie wierzył mi. Zbierał
dowody by własnej żonie coś udowadniać? Nie wyobrażałam sobie życia z kimś
takim.
Tak właściwie to już
wcześniej poważnie myślałam o rozwodzie. Za pierwszym razem na myśleniu prawie skończyło
się. Za drugim machina rozwodowa poszła w ruch.
**********
Zostawiłam
Krystianowi wiadomość, na biurku, w „gabinecie”:
Nie zapominaj o tym co ważne, naprawdę
istotne! I nie myśl, że ktoś będzie dla Ciebie zawsze, gdy Ty nie masz dla
niego czasu. Ktoś kto kocha potrafi wspierać, pomagać, wybaczać, przymykać oczy
na pewne sprawy i znieść wiele, ale nie w nieskończoność. Pamiętaj, że nawet
największe uczucie, najbardziej namiętne może wygasnąć z braku zaangażowania,
obecności, czułości, zainteresowania, pomocy i zaniedbania. Przez to wszystko
miłość umiera! Ofiarowując swój czas, obecność, wsparcie dostajesz to samo. Doceniaj
to, co masz jak najczęściej, najlepiej codziennie, a nie dopiero, gdy to
wszystko stracisz…
Co na to
Krystian, który nawet jeśli był w domu to miałam wrażenie, że wcale Go nie ma?
Zrobił coś, czego najmniej się spodziewałam. Nie było rozmowy, przeprosin,
kwiatów, czy zaproszenia byśmy wyszli gdzieś razem, tylko we dwoje. Poszedł
spotkać się ze swoim przyjacielem Jakubem.
Rano wstałam.
Krystian spał w salonie, na kanapie. Wyszłam z domu. Zapomniałam czegoś i
cofnęłam się. Nie słyszał jak wróciłam. Był w tym swoim gabinecie, rozmawiał
przez telefon. Zadzwonił do ojca by powiedzieć, że bierze dzień urlopu. Pomyślałam,
że gdybym ja go poprosiła, żeby wziął dzień wolnego nie zrobiłby tego.
Zobaczył mnie. Poznałam po jego minie, że nie szykuje
żadnej romantycznej niespodzianki. Nie spotkał się z przyjacielem by ten
udostępnił nas swój domek nad jeziorem. Nie pili, Krystian na pewno, ale kto
ich tam wie co robili.
Był taki, jakim go nie lubiłam. Nie interesowało mnie
jakie ma plany, co będzie robić tego dnia. Nie zaproponował byśmy spędzili go
razem, we dwoje. Poszłam do pracy. Wychodząc z domu wiedziałam, że między nami
koniec. Czas złożyć papiery rozwodowe. Znalazłam w internecie wzór pozwu.
Wypełniłam go, ale nie wpisałam daty. To był ten pierwszy raz.
Gdy Krystian
powiedział mi, że nagrywał nas – mnie i „dzieci” – to był ten drugi raz. Przyniosłam
pozew i zostawiłam Mu na biurku w gabinecie. Podpisał, bardzo szybko i oddał
mi. Dopisałam datę i następnego dnia złożyłam w sądzie. Czyli też rozważał
rozwód. Doszedł do tego samego wniosku co ja, że nie ma sensu dalej tego
ciągnąc, próbować naprawić. Wraz z dokumentami dał mi pieniądze. Powiedział:
„Rozwód kosztuje. Sąd nie daje go za darmo”. Czyli zrobił rozeznanie, wiedział,
że do pozwu należy dołączyć dowód wpłaty 600 złotych.
Nie byliśmy
jakoś bardzo wrogo do siebie nastawieni, ale przestaliśmy ze sobą rozmawiać,
byliśmy oziębli, jedno nie interesowało się życiem drugiego, bo każde żyło
swoim życiem. To nie było małżeństwo. Zero miłości, seksu, troski,
przywiązania.
Rozprawa. Nie
było adwokatów, orzekania winy, świadków, obrzucania się błotem, wywlekania
brudów, oskarżeń, kłótni, kompromitujących nagrań, zdjęć zrobionych w
dwuznacznych sytuacjach. Odpowiadaliśmy na pytania, nic poza tym. Pełna
kultura. Dzieci wspólnych nie mieliśmy, każde z nas miało pracę i swoje konto,
więc nie było co dzielić i nikt nie chciał alimentów.
Po rozprawie, podczas której przestaliśmy być
małżeństwem, Krystian podszedł do mnie i zapytał: „Co zamierzasz? Wracasz do
Włoch?” Odpowiedziałam, że tak. Życzył mi powodzenia. I tyle Go widziałam.
Chciałam z Nim porozmawiać, zaproponowałam Mu to, ale powiedział: „Koniec to
koniec”.
Jakby na to nie patrzeć rozwód to zawsze porażka. Przyczyną
naszego nie była zdrada, nie chodziło o narkotyki, alkohol, czy przemoc w
rodzinie. Po prostu pomiędzy nami doszło do trwałego i zupełnego ustania
pożycia małżeńskiego oraz więzi psychicznych, uczuciowych, emocjonalnych,
duchowych i fizycznych, a nawet majątkowych i gospodarczych (mieszkaliśmy
razem, ale Krystian spędzał czas i spał w swoim gabinecie, ja miałam swój pokój
– naszą dawną sypialnię, nie robiliśmy razem zakupów, nie jadaliśmy wspólnie
posiłków, nie spędzaliśmy ze sobą czasu, urlop brałam tylko ja, bo On non stop
pracował).
Kochaliśmy
się. Na rozprawie nie wspomnieliśmy o tym, chociaż sąd interesowały nasze
stosunki damsko – męskie i wypełnianie obowiązków małżeńskich. Oboje
przemilczeliśmy to.
Gdy wrócił z „randki” z Jakubem (zamiast ze mną)
oglądałam film. Wszedł do mieszkania i zobaczył mnie na kanapie. Usiadł obok.
Łzy płynęły mi po policzkach. Nie zapytał, czy to przez film, czy z jego
powodu. Położył dłonie na moich policzkach i kciukami starł łzy. Spojrzeliśmy
na siebie. I zaczęliśmy się całować. Co było dalej łatwo się domyśleć. Oboje
bardzo tego chcieliśmy, pragnęliśmy, potrzebowaliśmy.
Pojechał wtedy motorem, więc nie wrócił pijany. Nie jeździ (ani
samochodem, ani motorem) po alkoholu. Ale zachowywał się jakby był pod wpływem
czegoś co na chwilę usunęło część wspomnień. Zapomniał o traktowaniu mnie jak
powietrze.
Gdzieś kiedyś czytałam, czy słyszałam, cytat, czy coś w
tym stylu, że co trzeźwy myśli to po alkoholu robi, mówi. Wtedy człowiek tyle
nie rozmyśla, nie analizuje, nie zastanawia się, wyzbywa się zahamowań. Działa
pod wpływem impulsu. Krystian właśnie tak się zachowywał. Był taki, jak na
początku naszej znajomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz