piątek, 20 września 2019

Fragment 22.

- Rano, a ty już na fejsie? – zdziwiła się Leti – Od kiedy, jak ja zaczynasz dzień od internetu?
- Od dzisiaj.
- Pogadamy na skypie?
- Ale ja jeszcze nie wstałam z łóżka. Chyba dopadła mnie jesienna depresja.
- Myślę, że chodzi o coś innego, poważniejszego.    
- Najchętniej spędziłabym cały dzień w łóżku. Nie mam ochoty by wstać.   
- Mogłabyś, ale nie wytrzymasz.
- Cała moja kochana rodzinka jest w domu, ale mają mnie gdzieś. Zamknęłam drzwi by ich nie oglądać, nie słyszeć.
- Dlatego w taki ironiczny sposób wypowiedziałaś słowa „kochana rodzinka” i „domu”.
- Jedli śniadanie. Inga spojrzała w stronę sypialni, czyli mojego pokoju i zapytała: „a jej co?”. Odpowiedz: „zapytaj”. Nikt nie spytał, czy dobrze się czuję, czy nie jestem chora.
- Tarot podpowiada, że powinnaś zwolnić tempo życia lub zrezygnować z pewnych obowiązków. Twoja głowa i organizm są przeciążone. Ostrzega przed odczuwaniem wielkiej niechęci do dalszego działania i rozważania nowych możliwości. To szlachetne i wspaniałomyślne wyręczać innych, pomagać im, ale co z twoim życiem? Są sprawy, które należy niezwłocznie załatwić. Koniec z wymówkami typu: brak czasu lub chęci. Czas by je załatwić.
- Aż otworzyłam usta ze zdumienia. To naprawdę o mnie. Zastanawiałam się wczoraj nad rozwodem i że domownicy wykorzystują mnie. Marzę o powrocie do Włoch. Pragnę szacunku, doceniania. Tu jestem ignorowana i taka samotna mimo, że nie jestem w domu sama.

- Wstań, zjedz śniadanie, idź na spacer albo jedz na wycieczkę, na łono natury. Odwiedź Bruna.
- Nie będę zawracać mu głowy. Wystarczająco często znosił mnie, gdy jeździłam do niego i do moich kotów. Był kochany, że je wziął po tym jak okazało się, że Inga jest alergiczką.

Zadzwonił mój telefon.
- Słucham? – zapytałam.
- Wstałaś? Ubrana?
- Tak. – odpowiedziałam.
- Śniadanie jadłaś?
- Jeszcze nie.
- To schodź na dół. Porywam cię.
- Teraz?
- Czekam na ciebie na dole.
Wyjrzałam przez okno.
- Wziąłeś rowery?
- Może się przydadzą, może nie. Zabrałem też twój strój do jazdy. Jakby co mam i ten na rower i ten na konie. Mam stroje kąpielowe, gdyby naszła nas ochota by iść na kryty basen.
- Pomyślałeś o wszystkim.
     Bruno przywiózł gotowe buły z serem, jajkiem sadzonym i plasterkami bekonu. Ponoć rano, do 10.30, w Mc Donaldzie dodają je gratis do kawy i herbaty. Zjedliśmy i wypiliśmy w jego samochodzie.
- Nie masz nic przeciwko okruszkom?
- To samochód, nie muzeum. Myślisz, że już się napatrzył?
- Kto? Krystian? Mówisz o patrzeniu przez okno?
- Tak Sherlocku.
- Nie sądzę by był zainteresowany tym, że z kimś wyszłam.
- I tu się mylisz. Gdy rozmawialiśmy przez telefon już wyjrzał.
- Specjalnie nie przyjechałeś porsche, które zna, tylko tym sportowym mercedesem i dlatego jeszcze nie odjechaliśmy?
- Trochę zazdrości dobrze mu zrobi.
- On już nie bywa zazdrosny. Mam wrażenie, że odtrąca mnie jak ja kiedyś Jego. Może to zemsta za tamto. Chce mi pokazać jak to jest, ale nie wiem dlaczego akurat teraz to robi. Myślę, że nie mam co Go o to pytać, bo i tak mi nie odpowie. Tak samo jak ja wtedy milczałam, zbywałam Krystiana, ignorowałam, unikałam. Pytał dlaczego odeszłam, a ja zachowywałam się jakby był mi obojętny chociaż kochałam Go.
- I co ja mam ci powiedzieć? – zapytał Bruno.
- Nic. Lepiej mi, że wyrzuciłam to z siebie.
- Zjedliśmy, napiliśmy się, możemy jechać.
     Byliśmy na wycieczce. W restauracjo – kawiarni, obok pięknego zamko – pałacu zjedliśmy po dwa kawałki szarlotki na ciepło. Jeden z lodami, drugi z bitą śmietaną. Pospacerowaliśmy po pięknym, zadbanym parku. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, pstryknęliśmy kilka zdjęć. Na łonie natury Bruno puścił mp3.
- Znasz? „Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda. Świat jest piękny, czy to znasz? Otwórz oczy,  patrz, otwórz oczy, patrz.”
- Gdzieś, kiedyś to słyszałam. Ale tutaj, teraz brzmi zupełnie inaczej, nabiera nowego znaczenia.
Był obiad w restauracji i kino.
- Nocujesz u mnie? – zapytał Bruno.
- Nie, wracam do siebie, chociaż niezbyt mam na to ochotę. Nikt tam na mnie nie czeka.
- Niechętnie cię tam odwożę. Może jutro grill?
- Czemu nie.
- Jak będzie ładna pogoda to w ogrodzie, a jeśli brzydka to użyję elektrycznego. Przyjadę po ciebie. Mercedesem, czy innym?
- Jesteś okropny! Dziękuję, że mi pomagasz! I za wycieczkę. I poprawienie humoru.
- Cała przyjemność po mojej stronie. A, mam jeszcze jedną propozycję. Pójdziemy na kurs tańca?
- Po co?
- Żeby poruszać się, dobrze bawić, oderwać od rutyny, szarości codzienności nauczyć się tańczyć, no i z myślą o balu sylwestrowym, albo karnawałowym. Co ty na to?
- Przemyślę to.

     Po powrocie do „domu” zadzwoniłam do Leti. Powiedziałam: „Dziękuję! Tego było mi trzeba. Świetnie się bawiłam. Było wspaniale.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz