- Od dzisiaj.
- Pogadamy na skypie?
- Ale ja jeszcze nie
wstałam z łóżka. Chyba dopadła mnie jesienna depresja.
- Myślę, że chodzi o coś
innego, poważniejszego.
- Najchętniej spędziłabym
cały dzień w łóżku. Nie mam ochoty by wstać.
- Mogłabyś, ale nie
wytrzymasz.
- Cała moja kochana
rodzinka jest w domu, ale mają mnie gdzieś. Zamknęłam drzwi by ich nie oglądać,
nie słyszeć.
- Dlatego w taki ironiczny
sposób wypowiedziałaś słowa „kochana rodzinka” i „domu”.
- Jedli śniadanie. Inga
spojrzała w stronę sypialni, czyli mojego pokoju i zapytała: „a jej co?”.
Odpowiedz: „zapytaj”. Nikt nie spytał, czy dobrze się czuję, czy nie jestem
chora.
- Tarot podpowiada, że
powinnaś zwolnić tempo życia lub zrezygnować z pewnych obowiązków. Twoja głowa
i organizm są przeciążone. Ostrzega przed odczuwaniem wielkiej niechęci do
dalszego działania i rozważania nowych możliwości. To szlachetne i
wspaniałomyślne wyręczać innych, pomagać im, ale co z twoim życiem? Są sprawy,
które należy niezwłocznie załatwić. Koniec z wymówkami typu: brak czasu lub
chęci. Czas by je załatwić.
- Aż otworzyłam usta ze
zdumienia. To naprawdę o mnie. Zastanawiałam się wczoraj nad rozwodem i że
domownicy wykorzystują mnie. Marzę o powrocie do Włoch. Pragnę szacunku,
doceniania. Tu jestem ignorowana i taka samotna mimo, że nie jestem w domu
sama.
- Wstań, zjedz śniadanie,
idź na spacer albo jedz na wycieczkę, na łono natury. Odwiedź Bruna.
- Nie będę zawracać mu
głowy. Wystarczająco często znosił mnie, gdy jeździłam do niego i do moich
kotów. Był kochany, że je wziął po tym jak okazało się, że Inga jest
alergiczką.
Zadzwonił mój telefon.
- Słucham? – zapytałam.
- Wstałaś? Ubrana?
- Tak. – odpowiedziałam.
- Śniadanie jadłaś?
- Jeszcze nie.
- To schodź na dół.
Porywam cię.
- Teraz?
- Czekam na ciebie na
dole.
Wyjrzałam przez okno.
- Wziąłeś rowery?
- Może się przydadzą, może
nie. Zabrałem też twój strój do jazdy. Jakby co mam i ten na rower i ten na
konie. Mam stroje kąpielowe, gdyby naszła nas ochota by iść na kryty basen.
- Pomyślałeś o wszystkim.
Bruno przywiózł gotowe buły z serem,
jajkiem sadzonym i plasterkami bekonu. Ponoć rano, do 10.30, w Mc Donaldzie
dodają je gratis do kawy i herbaty. Zjedliśmy i wypiliśmy w jego samochodzie.
- Nie masz nic przeciwko
okruszkom?
- To samochód, nie muzeum.
Myślisz, że już się napatrzył?
- Kto? Krystian? Mówisz o
patrzeniu przez okno?
- Tak Sherlocku.
- Nie sądzę by był
zainteresowany tym, że z kimś wyszłam.
- I tu się mylisz. Gdy
rozmawialiśmy przez telefon już wyjrzał.
- Specjalnie nie
przyjechałeś porsche, które zna, tylko tym sportowym mercedesem i dlatego
jeszcze nie odjechaliśmy?
- Trochę zazdrości dobrze
mu zrobi.
- On już nie bywa
zazdrosny. Mam wrażenie, że odtrąca mnie jak ja kiedyś Jego. Może to zemsta za
tamto. Chce mi pokazać jak to jest, ale nie wiem dlaczego akurat teraz to robi.
Myślę, że nie mam co Go o to pytać, bo i tak mi nie odpowie. Tak samo jak ja wtedy
milczałam, zbywałam Krystiana, ignorowałam, unikałam. Pytał dlaczego odeszłam,
a ja zachowywałam się jakby był mi obojętny chociaż kochałam Go.
- I co ja mam ci
powiedzieć? – zapytał Bruno.
- Nic. Lepiej mi, że
wyrzuciłam to z siebie.
- Zjedliśmy, napiliśmy
się, możemy jechać.
Byliśmy na wycieczce. W restauracjo –
kawiarni, obok pięknego zamko – pałacu zjedliśmy po dwa kawałki szarlotki na
ciepło. Jeden z lodami, drugi z bitą śmietaną. Pospacerowaliśmy po pięknym,
zadbanym parku. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, pstryknęliśmy kilka zdjęć. Na
łonie natury Bruno puścił mp3.
- Znasz? „Przygoda,
przygoda, każdej chwili szkoda. Świat jest piękny, czy to znasz? Otwórz
oczy, patrz, otwórz oczy, patrz.”
- Gdzieś, kiedyś to
słyszałam. Ale tutaj, teraz brzmi zupełnie inaczej, nabiera nowego znaczenia.
Był obiad w restauracji i
kino.
- Nocujesz u mnie? –
zapytał Bruno.
- Nie, wracam do siebie,
chociaż niezbyt mam na to ochotę. Nikt tam na mnie nie czeka.
- Niechętnie cię tam
odwożę. Może jutro grill?
- Czemu nie.
- Jak będzie ładna pogoda
to w ogrodzie, a jeśli brzydka to użyję elektrycznego. Przyjadę po ciebie.
Mercedesem, czy innym?
- Jesteś okropny! Dziękuję,
że mi pomagasz! I za wycieczkę. I poprawienie humoru.
- Cała przyjemność po
mojej stronie. A, mam jeszcze jedną propozycję. Pójdziemy na kurs tańca?
- Po co?
- Żeby poruszać się,
dobrze bawić, oderwać od rutyny, szarości codzienności nauczyć się tańczyć, no
i z myślą o balu sylwestrowym, albo karnawałowym. Co ty na to?
- Przemyślę to.
Po powrocie do „domu” zadzwoniłam do Leti.
Powiedziałam: „Dziękuję! Tego było mi trzeba. Świetnie się bawiłam. Było
wspaniale.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz