Mieszkałam i
pracowałam we Włoszech. Otrzymałam małą przesyłkę z Polski, od… Natana. Wysłał
ją do mojego taty, a on przekazał paczuszkę mnie. Byłam bardzo zdziwiona widząc
nadawcę. Ale jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam co mi przysłał. To była obrączka
Krystiana. Pamiątka naszego ślubu, z wygrawerowanymi naszymi imionami i datą.
Zadzwoniłam do szwagra.
- Cześć Natan! Tu Sara.
- Część! – głośno przełknął ślinę.
- Dostałam przesyłkę. Nic z tego nie rozumiem.
- Krystian… - Natan wyraźnie na moment zaniemówił po
wypowiedzeniu imienia brata. - Prosił bym ci wysłał tą małą paczuszkę. Dał mi
ją, już przygotowaną do wysyłki. Nie było na niej adresu. Znałem tylko ten
twojego ojca.
- Ale dlaczego? Chciałam o to zapytać Krystiana, ale nie
odbiera telefonu. Może mu się rozładował.
- Miał wypadek.
- Żyje. Nic poważnego mu się nie stało?
- Jechał na motorze. Nie żyje. Zginął na miejscu.
- To nie może być prawda! – usiadłam słysząc to. Nogi
pode mną się ugięły.
- Niestety jest.
Płakałam, szlochałam. Ledwo mówiłam.
- Jak do tego doszło? Gdzie? – spytałam. Bałam się
odpowiedzi.
- Wierz mi nie chcesz wiedzieć.
- Chcę znać szczegóły!
- Ta wiedza nie jest ci do niczego potrzebna. Proszę cię
nie szukaj informacji na ten temat. Nie czytaj o wypadku. Tylko byś żałowała,
że to zrobiłaś.
- Natan!? Było aż tak… źle?
Pomyślałam, że to musiał być straszny widok i zaczęłam
ryczeć jeszcze bardziej.
- Koniec tematu! Nie chcę odpowiadać na te pytania,
opowiadać i wracać do tego koszmarnego dnia!
- Kiedy to się stało? Siedemnastego kwietnia? – spytałam,
choć byłam pewna, że tak.
- Tak. Skąd wiesz? – Natan był bardzo zaskoczony.
- Zadzwonił do mnie tego dnia. Wyświetliło, że to
Krystian, ale nie odezwał się.
Jakby chciał usłyszeć mój głos. Albo może chciał coś mi
powiedzieć, lecz rozmyślił się, a może nie mógł? Czyżby zadzwonił tuż przed? Chyba
nie po. Oddzwoniłam do Niego, ale abonent był niedostępny. Gdybyśmy
porozmawiali może nie zrobiłby tego. Zaraz sama siebie upomniałam w myślach, że
to był wypadek, nie samobójstwo.
- Pogrzeb już się odbył. Nasz ojciec nie pozwolił cię
powiadomić.
- Co takiego? To był mój mąż! – myślałam, że eksploduję
jak stary kineskop.
- Był. – trudno powiedzieć, czy miał na myśli to, że już
nie byliśmy małżeństwem, czy że Krystiana już nie ma. Jedno i drugie było
straszne, przygnębiające.
- Wasz ojciec obwinia mnie o rozwód? A ty? – zapytałam.
- I o śmierć Krystka również. Wybacz mu. Tak się przejął,
że miał zawał. Nikt nie jest ideałem. Ja? Nie wpieprzam się w cudze sprawy i
unikam oceniania innych. Dwoje dorosłych ludzi podjęło decyzję o rozwodzie.
Koniec, kropka.
- A Patryk i Inga? – zapytałam.
- Ona mieszka u siostry Amandy. I u niej zostanie. A
Patryk u dziadka. Niedługo osiemnastka. Będzie dorosły i pewnie przeniesie się,
wróci do waszego starego mieszkania.
- To dobrze. Muszę kończyć.
- Sara! Jakby co wiesz, że możesz na mnie liczyć.
- Dzięki! Cześć Natan.
Do obrączki
Krystiana była dołączona karteczka. Napisał na niej:
Tak jak tego chciałyście Inga będzie mieszkać z rodziną
swojej matki. Twój tęskniący i kochający Cię Krystian. Przepraszam za wszystko!
Nie tylko Ty potrafisz poświęcać się, robić coś wbrew
sobie dla cudzego dobra. Chciałaś wrócić do Włoch, więc ułatwiłem Ci podjęcie
decyzji o rozwodzie.
Pomyślałam: „Krystian!
Coś ty zrobił? Dlaczego?” Z powodu rozwodu i rozstania? Czy żeby spełnić
marzenie Ingi o zamieszkaniu z bliskimi jej osobami? Odtrąciłeś mnie świadomie,
celowo, żebym nie tęskniła za Włochami i wróciła tu. Co za poświęcenie z Twojej
strony. A ja znowu Cię zawiodłam. Byłam taka głupia, ślepa. Nie domyśliłam się
po co to wszystko, dlaczego taki byłeś.
Krystian
przesiadywał w tym swoim domowym gabinecie. Mówił, że to praca. Może znowu
odwiedzał forum dla samobójców, albo oglądał filmiki z wypadków motocyklistów,
żeby tym razem udało mu się zabić, nie tak jak poprzednio. Uśpił moją czujność.
Chciał, żebym traktowała go normalnie. Miałam nie sprawdzać co robi w sieci,
nie kontrolować i tak było. Ufałam Mu. Starałam się nie dopuszczać do siebie
myśli, że popełnił samobójstwo. Wolałam wierzyć, że to był wypadek.
Rozwiedliśmy
się, ale to przecież nie koniec świata
myślałam. Bez względu na to życie toczy się dalej. Moglibyśmy spotykać
się, rozmawiać, może nawet być przyjaciółmi. Są pary, które ponownie biorą
ślub. Trudno mi wciąż uwierzyć, że nie żyje, ale z drugiej strony coś mi
uparcie przypomina, że już nigdy nie zobaczę Krystiana. Odszedł bezpowrotnie.
To jest najgorsze. Do tej pory wiedziałam, że jest w Polsce i mogłoby być
między nami dobrze. Ja tu, on tam, ale był. W tej chwili nie ma i nie będzie
szans na spędzenie ze sobą czasu.
Nie wiem, czy
spłonął, czy może Go rozerwało na kawałki. Od razu umarł, a może jeszcze jakiś
czas żył? Miałam koszmary i śniły mi się różne warianty śmierci Krystiana. Może
wył z bólu, umierał, a ktoś zamiast wezwać pomoc kręcił filmik, który teraz
krąży w internecie. Czytałam kiedyś o tego typu
sprawcy wypadku. Inni pomagali, reanimowali, paskiem uciskali ranę by
motocyklista nie wykrwawił się, wstrzymali ruch, zabezpieczyli miejsce wypadku,
a ten świr tylko utrudniał, przeszkadzał i nie chciał przestać nagrywać.
Jak już to wyobrażałam sobie, że Krystian uderzył w
barierkę, przekoziołkował i w wyniku obrażeń wielonarządowych zmarł na miejscu
i nawet nie zdążył poczuć bólu. Tak jak radził Natan nie szukałam informacji na
ten temat. Rozmawiając z nim miałam wrażenie, że on to zrobił i teraz bardzo
tego żałował.
Ginie
człowiek, kogoś bliski. Cierpią rodzice, rodzeństwo, współmałżonkowie, dzieci, są
w żałobie, rozpaczają, a pozbawieni empatii internauci wymądrzają się, wypisują
różne niestosowne rzeczy zamiast współczuć, złożyć kondolencje, pocieszyć. Nie
pomyślą na przykład o awarii maszyny, dziurze w asfalcie, śliskiej drodze. Każdy
kierowca, czy to motoru, czy samochodu może gorzej się poczuć, zasłabnąć. Oni
zawsze wiedzą, że motocykliści - „dawcy organów” (tak ich nazywają) traktują
drogi jak tor wyścigowy. Po wypadku Krystiana też pewnie krytykowali, pisali o
brawurze, niedostosowaniu prędkości do warunków na drodze, albo o przecenieniu
swoich umiejętności. Może jakiś „życzliwy” cieszył się, że tylko On ucierpiał,
zginął, a nie ktoś inny – pasażer, przechodzień. Nie chciałam tego czytać. Nie
cierpię kanapowych znawców, ekspertów i internetowych biegłych.
**********
Kilka miesięcy
później urodziłam córeczkę Cristinę. Blondyneczkę. Włoski po tatusiu. Miałam
nadzieję, że urodę też odziedziczyła po moim bardzo przystojnym Krystianie.
To było późne macierzyństwo. Dobijałam czterdziestki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz