środa, 25 września 2019

Fragment 26.


     Mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Otrzymałam małą przesyłkę z Polski, od… Natana. Wysłał ją do mojego taty, a on przekazał paczuszkę mnie. Byłam bardzo zdziwiona widząc nadawcę. Ale jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam co mi przysłał. To była obrączka Krystiana. Pamiątka naszego ślubu, z wygrawerowanymi naszymi imionami i datą.
Zadzwoniłam do szwagra.
- Cześć Natan! Tu Sara.
- Część! – głośno przełknął ślinę.
- Dostałam przesyłkę. Nic z tego nie rozumiem.
- Krystian… - Natan wyraźnie na moment zaniemówił po wypowiedzeniu imienia brata. - Prosił bym ci wysłał tą małą paczuszkę. Dał mi ją, już przygotowaną do wysyłki. Nie było na niej adresu. Znałem tylko ten twojego ojca.
- Ale dlaczego? Chciałam o to zapytać Krystiana, ale nie odbiera telefonu. Może mu się rozładował.
- Miał wypadek.
- Żyje. Nic poważnego mu się nie stało?
- Jechał na motorze. Nie żyje. Zginął na miejscu.
- To nie może być prawda! – usiadłam słysząc to. Nogi pode mną się ugięły.
- Niestety jest.
Płakałam, szlochałam. Ledwo mówiłam.
- Jak do tego doszło? Gdzie? – spytałam. Bałam się odpowiedzi.
- Wierz mi nie chcesz wiedzieć.
- Chcę znać szczegóły!
- Ta wiedza nie jest ci do niczego potrzebna. Proszę cię nie szukaj informacji na ten temat. Nie czytaj o wypadku. Tylko byś żałowała, że to zrobiłaś.
- Natan!? Było aż tak… źle?
Pomyślałam, że to musiał być straszny widok i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej.
- Koniec tematu! Nie chcę odpowiadać na te pytania, opowiadać i wracać do tego koszmarnego dnia!
- Kiedy to się stało? Siedemnastego kwietnia? – spytałam, choć byłam pewna, że tak.
- Tak. Skąd wiesz? – Natan był bardzo zaskoczony.
- Zadzwonił do mnie tego dnia. Wyświetliło, że to Krystian, ale nie odezwał się.
Jakby chciał usłyszeć mój głos. Albo może chciał coś mi powiedzieć, lecz rozmyślił się, a może nie mógł? Czyżby zadzwonił tuż przed? Chyba nie po. Oddzwoniłam do Niego, ale abonent był niedostępny. Gdybyśmy porozmawiali może nie zrobiłby tego. Zaraz sama siebie upomniałam w myślach, że to był wypadek, nie samobójstwo.
- Pogrzeb już się odbył. Nasz ojciec nie pozwolił cię powiadomić.
- Co takiego? To był mój mąż! – myślałam, że eksploduję jak stary kineskop.
- Był. – trudno powiedzieć, czy miał na myśli to, że już nie byliśmy małżeństwem, czy że Krystiana już nie ma. Jedno i drugie było straszne, przygnębiające.
- Wasz ojciec obwinia mnie o rozwód? A ty? – zapytałam.
- I o śmierć Krystka również. Wybacz mu. Tak się przejął, że miał zawał. Nikt nie jest ideałem. Ja? Nie wpieprzam się w cudze sprawy i unikam oceniania innych. Dwoje dorosłych ludzi podjęło decyzję o rozwodzie. Koniec, kropka.
- A Patryk i Inga? – zapytałam.
- Ona mieszka u siostry Amandy. I u niej zostanie. A Patryk u dziadka. Niedługo osiemnastka. Będzie dorosły i pewnie przeniesie się, wróci do waszego starego mieszkania.
- To dobrze. Muszę kończyć.
- Sara! Jakby co wiesz, że możesz na mnie liczyć.
- Dzięki! Cześć Natan.
     Do obrączki Krystiana była dołączona karteczka. Napisał na niej:

Tak jak tego chciałyście Inga będzie mieszkać z rodziną swojej matki. Twój tęskniący i kochający Cię Krystian. Przepraszam za wszystko!
Nie tylko Ty potrafisz poświęcać się, robić coś wbrew sobie dla cudzego dobra. Chciałaś wrócić do Włoch, więc ułatwiłem Ci podjęcie decyzji o rozwodzie.

     Pomyślałam: „Krystian! Coś ty zrobił? Dlaczego?” Z powodu rozwodu i rozstania? Czy żeby spełnić marzenie Ingi o zamieszkaniu z bliskimi jej osobami? Odtrąciłeś mnie świadomie, celowo, żebym nie tęskniła za Włochami i wróciła tu. Co za poświęcenie z Twojej strony. A ja znowu Cię zawiodłam. Byłam taka głupia, ślepa. Nie domyśliłam się po co to wszystko, dlaczego taki byłeś.
     Krystian przesiadywał w tym swoim domowym gabinecie. Mówił, że to praca. Może znowu odwiedzał forum dla samobójców, albo oglądał filmiki z wypadków motocyklistów, żeby tym razem udało mu się zabić, nie tak jak poprzednio. Uśpił moją czujność. Chciał, żebym traktowała go normalnie. Miałam nie sprawdzać co robi w sieci, nie kontrolować i tak było. Ufałam Mu. Starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że popełnił samobójstwo. Wolałam wierzyć, że to był wypadek.
     Rozwiedliśmy się, ale to przecież nie koniec świata  myślałam. Bez względu na to życie toczy się dalej. Moglibyśmy spotykać się, rozmawiać, może nawet być przyjaciółmi. Są pary, które ponownie biorą ślub. Trudno mi wciąż uwierzyć, że nie żyje, ale z drugiej strony coś mi uparcie przypomina, że już nigdy nie zobaczę Krystiana. Odszedł bezpowrotnie. To jest najgorsze. Do tej pory wiedziałam, że jest w Polsce i mogłoby być między nami dobrze. Ja tu, on tam, ale był. W tej chwili nie ma i nie będzie szans na spędzenie ze sobą czasu.
     Nie wiem, czy spłonął, czy może Go rozerwało na kawałki. Od razu umarł, a może jeszcze jakiś czas żył? Miałam koszmary i śniły mi się różne warianty śmierci Krystiana. Może wył z bólu, umierał, a ktoś zamiast wezwać pomoc kręcił filmik, który teraz krąży w internecie. Czytałam kiedyś o tego typu  sprawcy wypadku. Inni pomagali, reanimowali, paskiem uciskali ranę by motocyklista nie wykrwawił się, wstrzymali ruch, zabezpieczyli miejsce wypadku, a ten świr tylko utrudniał, przeszkadzał i nie chciał przestać nagrywać.
Jak już to wyobrażałam sobie, że Krystian uderzył w barierkę, przekoziołkował i w wyniku obrażeń wielonarządowych zmarł na miejscu i nawet nie zdążył poczuć bólu. Tak jak radził Natan nie szukałam informacji na ten temat. Rozmawiając z nim miałam wrażenie, że on to zrobił i teraz bardzo tego żałował.
     Ginie człowiek, kogoś bliski. Cierpią rodzice, rodzeństwo, współmałżonkowie, dzieci, są w żałobie, rozpaczają, a pozbawieni empatii internauci wymądrzają się, wypisują różne niestosowne rzeczy zamiast współczuć, złożyć kondolencje, pocieszyć. Nie pomyślą na przykład o awarii maszyny, dziurze w asfalcie, śliskiej drodze. Każdy kierowca, czy to motoru, czy samochodu może gorzej się poczuć, zasłabnąć. Oni zawsze wiedzą, że motocykliści - „dawcy organów” (tak ich nazywają) traktują drogi jak tor wyścigowy. Po wypadku Krystiana też pewnie krytykowali, pisali o brawurze, niedostosowaniu prędkości do warunków na drodze, albo o przecenieniu swoich umiejętności. Może jakiś „życzliwy” cieszył się, że tylko On ucierpiał, zginął, a nie ktoś inny – pasażer, przechodzień. Nie chciałam tego czytać. Nie cierpię kanapowych znawców, ekspertów i internetowych biegłych.
**********
     Kilka miesięcy później urodziłam córeczkę Cristinę. Blondyneczkę. Włoski po tatusiu. Miałam nadzieję, że urodę też odziedziczyła po moim bardzo przystojnym Krystianie.
To było późne macierzyństwo. Dobijałam czterdziestki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz