środa, 25 września 2019

Fragment 27.


     W pierwszą rocznicę śmierci Krystiana, przy Jego grobie spotkałam teścia.
Powiedziałam; „dzień dobry”. Odpowiedział, że przeze mnie nie jest dobry. Krzyczał, awanturował się.
- To przez ciebie mój syn nie żyje! Jak śmiesz pojawiać się tutaj!? I to z bękartem, i z gachem! Zabierz dzieciaka, niech nie kręci się przy jego grobie!
Cristina zaczęła płakać.
Dobrze, że nie byłam sama. Bruno mi towarzyszył.
- Co pan narobił! Dziecko pan przestraszył! Sara weź Krisi i idźcie do samochodu.
- Patrz Natan jakiego ma obrońcę. A jak szybko znalazła sobie pocieszyła po rozwodzie!  – powiedział Wingner do syna.
- Jestem kuzynem Sary, jej bratem stryjecznym. Wnuczkę pan przestraszył i doprowadził do łez. Żegnam!
- Słyszałeś co on wygaduje? - Wingner senior był oburzony.
- Tato, to córka Krystka.
- Następny plecie bzdury! Twój brat przewraca się w grobie!
- Jeśli nas widzi, czy słyszy, w co wątpię, to wkurwia się, że tak traktujesz Sarę i ich dziecko.
- Matka miała rację, że ty i ona tworzylibyście niezłą parę. Wiekowo na pewno byście lepiej do siebie pasowali niż ona z twoim młodszym bratem.
- Jeśli mowa o wieku to lepiej pasowałbym do twojej drugiej żony. Ale nie gustuję w takich sztucznych, dmuchanych lalkach. No i nie mam na koncie tyle co ty.
- Uważaj, bo zaraz możesz stracić pracę! Będziesz bezrobotny i bez pieniędzy!
- Jako informatyk szybko znalazłbym inną. Chcesz się przekonać? Nie zwolnisz mnie. To twoja firma, ale co ludzie by powiedzieli?
- Następny dostaje na łeb z powodu… Przez tą tam. – krzyknął Wingner senior za odchodzącym synem.

- Sara dobrze, że miałaś bodyguarda. – powiedział Natan. – Miło z waszej strony, że poczekaliście na mnie.
- Zapraszam was do mnie. – zaproponował Bruno.
- Kuzyn powiadasz? – Natan pytanie kierował do Bruna.
- Naprawdę jestem jej kuzynem. Nasi ojcowie są braćmi. Bruno.
- Natan. Szwagier Sary. Czyli można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy rodziną.
- Rozmowa z ojcem nie należała do przyjemnych. – wywnioskowałam po tym co widziałam, gdy czekaliśmy na niego.
- To nic takiego, zaraz mi przejdzie. Szybko mi mija. Stary dureń, błazen. Nie dogadujemy się. Pierdzieli trzy po trzy. Ale to chyba taki wiek, bo zdarza mu się to coraz częściej.
- Powiedz, że nie poszło wam o mnie, albo o Krisi. – nie chciałam by kłócił się z ojcem z mojego powodu.
- Mogę skłamać jeśli chcesz.
- Z kim on był? – zapytałam.
- To jego druga żona. Martusia. Zdzira jedna. Szukała frajera, który zasponsoruje biednej sekretareczce sztuczne cycki i znalazła. Chyba poszukam roboty u kogoś innego.
- Jakiej? – zapytał Bruno.
- Jestem informatykiem.
- Możesz pracować u mnie.
- Lepiej nie.
- Dlaczego?
- Jestem bardzo podatny na kobiece wdzięki. Lubię romansować, w pracy również. – wyjaśnił Natan.
- Nie owijasz w bawełnę. Cenię szczerość. Zatrudniam prawie samych facetów. Taka branża.
- Salon fryzjerski? – zapytał Natan. Zaśmiałam się. Bruno też.
- Nie. Biuro projektowe, budowlanka.
- Dlaczego twoja macocha nie podeszła tylko stała przy samochodzie, którym przyjechała z twoim ojcem? – nurtowało mnie to.
- Pewnie ze względu na mnie.
- Czy uległa twojemu urokowi, albo ty jej? – spytałam chociaż domyślałam się co odpowie.
- Tak. Najgorsze, że Krystian to widział. Wiedział jaki jestem, że mam słabość do płci przeciwnej, ale mu o tym nie opowiadałem. Nie prowadziłem z nim nawet męskich rozmów. To mój młodszy brat. Nakrył nas. Miał doła. Zastanawiał się, czy powiedzieć ojcu. A teraz  nasza macoszka boi się, że zza grobu pasierb wyjawi jej sekret i skończy się wyciąganie kasy od naszego ojca. Czy on nie wygląda żałośnie z tą swoją Martusią? Sypia w maseczce tlenowej, ledwo chodzi, a sponsoringu mu się zachciewa.
- Natan! Casanovo. Nawet z nią uprawiałeś seks? Jesteś jej przybranym synem. Kiedy to było?
- Pierwszy raz z dziesięć lat temu.
- Pierwszy? Było więcej razy? Czy ona była już żoną twojego ojca? Chyba tak. Krystian coś o niej wspomniał w szpitalu. I nazwał ją jego żoną. To było naście, nie dziesięć lat temu.
- No była już z naszym ojcem. Ale ona już taka jest. Puszczalska. Bruno by poszedł do niej, zaoferował kasę na powiększenie tyłka, czy ust i by zdradziła starego męża.
- Nieźle zarabiam, ale nie przepuszczam kasy na takie głupoty. – powiedział mój kuzyn.
- No właśnie widzę, że dobrze ci się powodzi. Samochód, teraz taki dom. Jaki wielki garaż. Co tam trzymasz?
- Zapraszam. Skoro pytasz pokażę ci.
- Propozycja pracy u ciebie jest nadal aktualna? – powiedział Natan widząc trzy samochody Bruna.
- Tak.
- Czeka mnie harówka i brak czasu na przyjemności? Na wydawanie zarobionych pieniędzy? Nie chcę być pracoholikiem jak mój brat.
- Nie. Moje motto to: „żyj i daj żyć innym”. Ale wolałbym, żebyś nie romansował w godzinach pracy.
- Da się zrobić szefie.
- Natan! Co z Patrykiem? – zapytałam szwagra.
- Grób ojca odwiedza w godzinach, gdy doszło do wypadku. Po południu. Teraz jest obrażony, bo do osiemnastki nie może jeździć… na motorze.
- Ma motor? – byłam w totalnym szoku.
- Tak. Pierwszy Krystiana. Chłopak mieszka u dziadka, mojego ojca. Gdy dowiedział się o motorze zarekwirował go. Młody boi się, że nie odzyska tego suzuki. Mamy dylemat, czy oddać mu, czy nie. Nie odpuści. Wcześniej, czy później i tak będzie jeździć. Może lepiej byłoby kupić inny, nowszy.
- Krystian pozostawił po sobie pamiątki… Patryk dostał motor, a ja mam Krisi.
**********
     Rok później już nie spotkaliśmy się przy grobie Krystiana. Poprosiłam Natana by mnie uprzedził kiedy możemy pojechać na grób, żebyśmy nie spotkali jego ojca, a mojego teścia.
Wingner senior dla odmiany bardzo chciał zobaczyć tą niby córkę swojego zmarłego syna. Zadzwonił do Natana. Zapytał:
- Gdzie ona jest z tą małą?
„Ona” to znaczy ja.
Za moją zgodą szwagier powiedział, że jesteśmy w galerii handlowej, a dokładniej w sali zabaw.
Wingner przyszedł, usiadł przy stoliku i obserwował nas. Natan siedział w basenie wypełnionym kolorowymi piłkami. Krisi zachwycona przedzierała się do niego. Podeszła do wujka i popchnęła go. Ten poleciał do tyłu i udawał, że tonie wśród piłek. Oboje zaśmiewali się. Natan wyłonił się, a Krisi niby uciekała przed nim do mnie. Aż piszczała z radości. On, wśród piłek, na czworaka gonił ją. Świetnie się bawili. Potem budowali z klocków zamek dla małej księżniczki.
Gdy opuszczałam z Krisi salę zabaw zatrzymał mnie teść. Chciał porozmawiać. Nie byłam ciekawa o czym. Powiedziałam, że nie mam czasu i ochoty. Nie miałam mu nic do powiedzenia. Poszłam z córeczką pochodzić po sklepach. Natan i Bruno razem z nami. Wyszliśmy objuczeni torbami, bo wujkowie bardzo rozpieszczali Krisi.

     Natan pokazał ojcu filmiki. Nakręcił Krisi w różnych sytuacjach.
- Ta mała… Tu przypomina… Krystiana. Gdy był dzieckiem też robił tak jak ona.
- Zapewniam cię, że to jego córka!
- Skąd możesz to wiedzieć? Testów dna nie było, bo niby jak.
- Krystek mi mówił.
- Ale przecież rozwiedli się!
- Mówię ci, że Krisi jest twoją wnuczką. Pracowałem z nim, rozmawialiśmy. On był wierny Sarze, a ona jemu. Zdrada nie była przyczyną ich rozwodu, a jego pracoholizm. Nic tylko pracował. Zaniedbywał żonę. Nigdzie jej nie zabierał, nigdzie nie chodzili, nie bywali, nie wyjeżdżali razem. Wymówką była praca, albo Patryk. Krystek nie latał z nią do jej ojca. Sara odwiedzała go sama. Oddalili się od siebie. Zbyt wiele ich różniło i z czasem niewiele łączyło. Wiesz jaki on popełnił błąd?
- Nie.
- Nie powinien adoptować Ingi – siostry Patryka. Ona męczyła się z nimi, a oni z nią. Przez pracę nie zajmował się rodziną. Sara opiekowała się nieswoimi dziećmi. Krystek jej w tym nie pomagał. Przestali cokolwiek robić razem. I jeszcze woził dzieciaki do rodziców Amandy zamiast święta spędzać z żoną.
- Dlaczego tak o nich mówisz? O niej dobrze, a o bracie źle? – Wingner senior był niemile zaskoczony.
- Bo taka jest prawda.
- Masz do niej słabość? Do jej córki również. Latasz do nich, do Włoch. Widziałem jaka ta mała jest ci bliska.
- Uwielbiam Krisi. Myślę, że Krystek chciałby, żebym w miarę możliwości, opiekował się jego córeczką. Lubię spędzać z nimi urlopy. Mnie i Sarę nic nie łączy. Wiedział, że ona jest dla mnie jak kuzynka, siostra. Kibicowałem im.
- Muszę przyznać, że ta mała jest coraz bardziej do niego podobna. Dziwne ma imię.
- Cristina. Mieszkają we Włoszech, Sara tam ją urodziła to ma włoskie imię, ale wybrała takie, by było jak najbardziej zbliżone do imienia Krystian. Jakub do niego mówił Kris… On Kris, a ona Krisi.
Natan kontynuował oświecanie ojca:
- To nie wina Sary, że Krystek nie żyje. On nie popełnił samobójstwa. Jakub i Krystek 17 kwietnia jeździli razem motorami. Zatrzymali się. Potem ścigacz Jakuba odmówił posłuszeństwa. Krystek pojechał po pomoc, czy paliwo. Długo nie wracał. Jakub dzwonił do niego, ale przyjaciel nie odbierał. Zadzwonił pod 112. Przyjechali i znaleźli go.
- Skąd to wiesz? – spytał senior rodu Wingnerów.
- Od Jakuba. Spotkałem go na cmentarzu. Krystek, tuż przed śmiercią, dzwonił do kogoś. Nie do ciebie, nie do mnie, nawet nie do Jakuba, a do Sary. Ale nie zdążył nic jej powiedzieć. Kochał ją. I celowo doprowadził do rozwodu. Chciał by spełniła swoje marzenie i wróciła do Włoch. On nie wyobrażał sobie tam życia. Bał się, że nie znalazłby pracy, bo nie znał włoskiego. Mówiłem mu, że teść pomoże, coś dla niego znajdzie. Ilu Polaków pracuje z ojcem Sary. A języka mógł się nauczyć. Postanowił zostać w Polsce. Brakowało mu jej. Myślał, że jeśli Inga zamieszka z siostrą Amandy Sara wróci. Ale dowiedziała się o tym dopiero po śmierci Krystka.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
- Unikam wszystkiego co ma związek z tamtym dniem. – wyjaśnił ojcu Natan.
- Rozumiem. Nie chcesz do tego wracać.
- Nikt kto nie musiał identyfikować martwego brata nie zrozumie tego. Mam koszmary. Nigdy nie zapomnę jak wyglądał. Rozmowy z policją też nie należały do przyjemnych. Jakie oni muszą straszne rzeczy przekazywać ludziom, jakie zmasakrowane ciała, trupy oglądać.

Fragment 26.


     Mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Otrzymałam małą przesyłkę z Polski, od… Natana. Wysłał ją do mojego taty, a on przekazał paczuszkę mnie. Byłam bardzo zdziwiona widząc nadawcę. Ale jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam co mi przysłał. To była obrączka Krystiana. Pamiątka naszego ślubu, z wygrawerowanymi naszymi imionami i datą.
Zadzwoniłam do szwagra.
- Cześć Natan! Tu Sara.
- Część! – głośno przełknął ślinę.
- Dostałam przesyłkę. Nic z tego nie rozumiem.
- Krystian… - Natan wyraźnie na moment zaniemówił po wypowiedzeniu imienia brata. - Prosił bym ci wysłał tą małą paczuszkę. Dał mi ją, już przygotowaną do wysyłki. Nie było na niej adresu. Znałem tylko ten twojego ojca.
- Ale dlaczego? Chciałam o to zapytać Krystiana, ale nie odbiera telefonu. Może mu się rozładował.
- Miał wypadek.
- Żyje. Nic poważnego mu się nie stało?
- Jechał na motorze. Nie żyje. Zginął na miejscu.
- To nie może być prawda! – usiadłam słysząc to. Nogi pode mną się ugięły.
- Niestety jest.
Płakałam, szlochałam. Ledwo mówiłam.
- Jak do tego doszło? Gdzie? – spytałam. Bałam się odpowiedzi.
- Wierz mi nie chcesz wiedzieć.
- Chcę znać szczegóły!
- Ta wiedza nie jest ci do niczego potrzebna. Proszę cię nie szukaj informacji na ten temat. Nie czytaj o wypadku. Tylko byś żałowała, że to zrobiłaś.
- Natan!? Było aż tak… źle?
Pomyślałam, że to musiał być straszny widok i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej.
- Koniec tematu! Nie chcę odpowiadać na te pytania, opowiadać i wracać do tego koszmarnego dnia!
- Kiedy to się stało? Siedemnastego kwietnia? – spytałam, choć byłam pewna, że tak.
- Tak. Skąd wiesz? – Natan był bardzo zaskoczony.
- Zadzwonił do mnie tego dnia. Wyświetliło, że to Krystian, ale nie odezwał się.
Jakby chciał usłyszeć mój głos. Albo może chciał coś mi powiedzieć, lecz rozmyślił się, a może nie mógł? Czyżby zadzwonił tuż przed? Chyba nie po. Oddzwoniłam do Niego, ale abonent był niedostępny. Gdybyśmy porozmawiali może nie zrobiłby tego. Zaraz sama siebie upomniałam w myślach, że to był wypadek, nie samobójstwo.
- Pogrzeb już się odbył. Nasz ojciec nie pozwolił cię powiadomić.
- Co takiego? To był mój mąż! – myślałam, że eksploduję jak stary kineskop.
- Był. – trudno powiedzieć, czy miał na myśli to, że już nie byliśmy małżeństwem, czy że Krystiana już nie ma. Jedno i drugie było straszne, przygnębiające.
- Wasz ojciec obwinia mnie o rozwód? A ty? – zapytałam.
- I o śmierć Krystka również. Wybacz mu. Tak się przejął, że miał zawał. Nikt nie jest ideałem. Ja? Nie wpieprzam się w cudze sprawy i unikam oceniania innych. Dwoje dorosłych ludzi podjęło decyzję o rozwodzie. Koniec, kropka.
- A Patryk i Inga? – zapytałam.
- Ona mieszka u siostry Amandy. I u niej zostanie. A Patryk u dziadka. Niedługo osiemnastka. Będzie dorosły i pewnie przeniesie się, wróci do waszego starego mieszkania.
- To dobrze. Muszę kończyć.
- Sara! Jakby co wiesz, że możesz na mnie liczyć.
- Dzięki! Cześć Natan.
     Do obrączki Krystiana była dołączona karteczka. Napisał na niej:

Tak jak tego chciałyście Inga będzie mieszkać z rodziną swojej matki. Twój tęskniący i kochający Cię Krystian. Przepraszam za wszystko!
Nie tylko Ty potrafisz poświęcać się, robić coś wbrew sobie dla cudzego dobra. Chciałaś wrócić do Włoch, więc ułatwiłem Ci podjęcie decyzji o rozwodzie.

     Pomyślałam: „Krystian! Coś ty zrobił? Dlaczego?” Z powodu rozwodu i rozstania? Czy żeby spełnić marzenie Ingi o zamieszkaniu z bliskimi jej osobami? Odtrąciłeś mnie świadomie, celowo, żebym nie tęskniła za Włochami i wróciła tu. Co za poświęcenie z Twojej strony. A ja znowu Cię zawiodłam. Byłam taka głupia, ślepa. Nie domyśliłam się po co to wszystko, dlaczego taki byłeś.
     Krystian przesiadywał w tym swoim domowym gabinecie. Mówił, że to praca. Może znowu odwiedzał forum dla samobójców, albo oglądał filmiki z wypadków motocyklistów, żeby tym razem udało mu się zabić, nie tak jak poprzednio. Uśpił moją czujność. Chciał, żebym traktowała go normalnie. Miałam nie sprawdzać co robi w sieci, nie kontrolować i tak było. Ufałam Mu. Starałam się nie dopuszczać do siebie myśli, że popełnił samobójstwo. Wolałam wierzyć, że to był wypadek.
     Rozwiedliśmy się, ale to przecież nie koniec świata  myślałam. Bez względu na to życie toczy się dalej. Moglibyśmy spotykać się, rozmawiać, może nawet być przyjaciółmi. Są pary, które ponownie biorą ślub. Trudno mi wciąż uwierzyć, że nie żyje, ale z drugiej strony coś mi uparcie przypomina, że już nigdy nie zobaczę Krystiana. Odszedł bezpowrotnie. To jest najgorsze. Do tej pory wiedziałam, że jest w Polsce i mogłoby być między nami dobrze. Ja tu, on tam, ale był. W tej chwili nie ma i nie będzie szans na spędzenie ze sobą czasu.
     Nie wiem, czy spłonął, czy może Go rozerwało na kawałki. Od razu umarł, a może jeszcze jakiś czas żył? Miałam koszmary i śniły mi się różne warianty śmierci Krystiana. Może wył z bólu, umierał, a ktoś zamiast wezwać pomoc kręcił filmik, który teraz krąży w internecie. Czytałam kiedyś o tego typu  sprawcy wypadku. Inni pomagali, reanimowali, paskiem uciskali ranę by motocyklista nie wykrwawił się, wstrzymali ruch, zabezpieczyli miejsce wypadku, a ten świr tylko utrudniał, przeszkadzał i nie chciał przestać nagrywać.
Jak już to wyobrażałam sobie, że Krystian uderzył w barierkę, przekoziołkował i w wyniku obrażeń wielonarządowych zmarł na miejscu i nawet nie zdążył poczuć bólu. Tak jak radził Natan nie szukałam informacji na ten temat. Rozmawiając z nim miałam wrażenie, że on to zrobił i teraz bardzo tego żałował.
     Ginie człowiek, kogoś bliski. Cierpią rodzice, rodzeństwo, współmałżonkowie, dzieci, są w żałobie, rozpaczają, a pozbawieni empatii internauci wymądrzają się, wypisują różne niestosowne rzeczy zamiast współczuć, złożyć kondolencje, pocieszyć. Nie pomyślą na przykład o awarii maszyny, dziurze w asfalcie, śliskiej drodze. Każdy kierowca, czy to motoru, czy samochodu może gorzej się poczuć, zasłabnąć. Oni zawsze wiedzą, że motocykliści - „dawcy organów” (tak ich nazywają) traktują drogi jak tor wyścigowy. Po wypadku Krystiana też pewnie krytykowali, pisali o brawurze, niedostosowaniu prędkości do warunków na drodze, albo o przecenieniu swoich umiejętności. Może jakiś „życzliwy” cieszył się, że tylko On ucierpiał, zginął, a nie ktoś inny – pasażer, przechodzień. Nie chciałam tego czytać. Nie cierpię kanapowych znawców, ekspertów i internetowych biegłych.
**********
     Kilka miesięcy później urodziłam córeczkę Cristinę. Blondyneczkę. Włoski po tatusiu. Miałam nadzieję, że urodę też odziedziczyła po moim bardzo przystojnym Krystianie.
To było późne macierzyństwo. Dobijałam czterdziestki.

Fragment 25.


     Krystian i Jakub pojechali motorami do pubu, żeby pogadać.
- Co to jest? – zapytał Jakub, gdy Krystian podsunął mu kartkę.
- Sara to do mnie napisała.
Po przeczytaniu Jakub powiedział:
- Moja pierwsza żona… Nie wiem, czy pamiętasz, że odpowiadała czytelnikom na nurtujące ich pytania. Ona porównywała miłość do kwiatów. Przypominała, że należy o nie dbać. Nie wystarczy podlewać. Trzeba nawozić, podcinać, przesadzać. Ty nadal nie dbasz o tego swojego badylka?
- Żaden ze mnie ogrodnik. Zaniedbuję Sarę, zniechęcam ją do siebie, żeby ktoś inny lepiej niż ja zaopiekował się tym moim pięknym kwiatem.
- Naprawdę chcesz by odeszła?
- Nie chcę, ale marzy o życiu we Włoszech. Chcę, żeby była szczęśliwa.
- Nie rozumiem po co tak długo chcesz to ciągnąć. Ignorujesz ją i kiedyś powie „dość”, ale nie lepiej, skoro taki masz zamiar, żebyś już teraz zwrócił jej wolność? Rozwód i zrobi co zechce, poleci gdzie będzie mieć ochotę. Sam sobie szkodzisz.
- To moje życie i moja sprawa! Lubię cię i jeśli ma tak pozostać to nie próbuj – jak to mówią - być w mojej skórze. Nie wczuwaj się w moje położenie.
- To może następnym razem dzwoń do telefonu zaufania i im opowiadaj o swoich zmartwieniach, bo ja będąc twoim przyjacielem chcę ci pomóc, a nie jedynie słuchać o twoich problemach, troskach.
- Wiem, że mogę na ciebie liczyć, nawet gdy na własne życzenie, po raz kolejny,  spieprzam sobie życie. Ale nie chcę rozwodu. To musi być decyzja Sary.
- Współczuje ci. Mam rozwód na swoim koncie. Nic przyjemnego, ale czasem to konieczność.
- Zmieńmy temat. -  zaproponował Krystian. - Widziałeś ten filmik? Para stoi pod drzewem, obok niego motor. Zaczyna padać deszcz, on ściąga skórzaną kurtkę. Dziewczyna cieszy się, że chłopak taki troskliwy, a on okrywa kurtką motor.
- O! Pojawiły się nowe rzeczy na naszym ulubionym forum dla motomaniaków.
Po chwili:
- Mnie podoba się mem z domkiem. – powiedział Jakub. – Kurna, obskurna, malutka, nieciekawa chatka pokazana przed wygraniem w totolotka i po. Nie zmienia się. Tylko 4 ścigacze pojawiają się przed nią po wygraniu kasy.
- Jutro tłusty czwartek. Trzeba zjeść jak najwięcej pączków. Im więcej kalorii, tym więcej będzie trzeba spalić jeżdżąc na motorze. – cieszył się Krystian.
- Uważaj, bo po tych pączkach nie wciśniesz się w kombinezon.
- A te dwie laski. Na pierwszej fotce jedna szepcze do drugiej, że „on ma potwora między nogami”. A na drugiej pokazują motocyklistę na motorze.
- Sorry, nie wiem dlaczego pomyślałem o Amandzie. Ona lubiła motory i przejażdżki z tobą. – wspominał Jakub. Ten następny mem też kojarzy mi się z nią. Facet z „pięćdziesięciu twarzy Greya” zasłania oczy babce i mówi: „Chodź, pokażę ci rozkosz, jakiej nie dał ci żaden inny mężczyzna”. Niżej jadą razem na ścigaczu.
- Nie wiem co najbardziej ją kręciło. Mój motor, jazda nim, czy coś innego.
- Napalała się też na widok ciebie w kombinezonie. Zdejmować go z ciebie pewnie również lubiła.
- Mówisz tak, jakbyś mi zazdrościł.
- Bo tak było. Nie tylko ja. Chłopacy i pewnie nauczyciele płci męskiej też. Naście lat, hormony buzowały, a ty miałeś taką dziewczynę. I jak wyglądała w tym kombinezonie od ciebie. Nie można było oczu oderwać. Wyobrażałem ją sobie bez ubrania. I siebie na twoim miejscu. Naprawdę cholernie ci zazdrościłem.
- Myślałem, że tylko Natan napalał się i miał na nią chętkę. Zapamiętałeś jej imię w odróżnieniu do niego. Utkwiła ci w pamięci. Ale niezdanej matury to na pewno nikt mi nie zazdrościł. – powiedział Krystian.
- Mnie wtedy żal było ciebie tak, jak teraz tego gostka. Zobacz. Siedzi zimą na balkonie. Ma na sobie kombinezon, kask na głowie i czeka na wiosnę. Zupełnie jak ja i ty Kris.
- Ten zrozpaczony facet, niecierpliwie czekający, aż mechanik naprawi jego motor też prawie chwyta za serce. Wygląda jakby martwił się o kogoś bliskiego, kto trafił do szpitala, albo umarł. Miota się, nie może znaleźć sobie miejsca z powodu motoru.
- A ten biedak. Mumia. Calutki w gipsie. Ty w szpitalu, po wypadku, nie spytałbyś o swój stan, ale o to czy motor za bardzo nie ucierpiał. – powiedział Jakub.
- Skąd wiesz?
- Bo cię znam nie od wczoraj.
- Zobacz to. Paniena rozmawia ze swoim facetem o walentynkach. On jej na to, że pierdoli to, bo sezon i musi kupić opony.
- Przez motor, jazdę okłamałeś kiedyś Sarę? – zapytał Jakub.
- No. Zabierałem Patryka na przejażdżkę, a jej mówiliśmy, że byliśmy w wesołym miasteczku.  Albo gdy uczyłem go jeździć to wciskaliśmy jej kity, bo nie rozumie mojej pasji. Nie lubi, gdy jeżdżę. Grozi rozwodem jeśli kupię motor synowi. A Patryk połknął bakcyla. Nie wie, że on jeździ na moim starym motorze.
- Tym pierwszym?
- No.
- Masz go jeszcze? Ale miałeś wtedy fuksa. Farciarz. Dostałeś od obcego faceta motor. Czerwone Suzuki. – Jakubowi znowu zebrało się na wspominki.
- Przypomnij mi za co według ciebie dał mi go? Sugerowałeś, że zostałem męską dziwką? Albo modelem.
- Nie wiedziałem, że jesteś pamiętliwy. Do tej pory nie byłeś. Nikt nikomu nie daje motoru za darmo. Trudno było w to uwierzyć. Pomyślałem, że ty, z tą swoją śliczną buźką, mogłeś na tym zarabiać i niestety palnąłem to.
- Jasne. Skoro mogłem komuś ukraść motor to czemu nie mógłbym…
- Przepraszam! Nie powinienem wtedy tak mówić. Nie ukradłeś, a pożyczyłeś. Ale przyznaj, że miałeś szczęście. Trafiłeś do tej fundacji za karę, a twój wolontariat został nagrodzony motorem.
- Szczęście w nieszczęściu. Facet poszedł do bankomatu, zostawił motor i kluczyki, więc przejechałem się jego czarnym jak smoła kawasaki. Wsiadłem i odjechałem nie myśląc o konsekwencjach.
- Monitoring zarejestrował to i ty, z twoim wyglądem, nie byłeś w stanie ukryć się w tłumie. Żartuję! Nie musieli szukać, bo sam wróciłeś. Przecież po przejażdzce oddałeś. I to umyty.
- Ty znowu o moim wyglądzie. Jeszcze trochę, a zmienisz orientację.
- Twój ojciec nieźle się wtedy wściekł. Dobrze, że załatwił sprawę. – przypomniał Jakub.
- Jak zwykle zapłacił by zatuszować wybryki synów. Wymyślił sobie godziny do odpracowania, prace społeczne.
- Zgłosił cię jako wolontariusza w tej fundacji. Byłeś wprost „zachwycony”, gdy ci to oznajmił. Zostałeś wysłany do domu faceta, żebyś pomógł w remoncie, czy przeprowadzce? I dostałeś od niego motor.
- Wciąż wątpisz, że naprawdę mi go podarował. Był na wózku. Nie mógł jeździć. Zobaczył jak się podniecałem, na widok motoru, nie faceta. Nie miał komu go przekazać. Oddał w dobre ręce.
- Szkoda, że nie w moje. – westchnął Jakub.
- Nie przypominam sobie, żebyś chodził ze mną do tej fundacji.
- Chciałem, ale miałem szlaban. Bo gdy pożyczyłeś sobie to cudze kawasaki zwiałem z miejsca zdarzenia, żeby nic nie powiedzieć policji. Byłem świadkiem, ale nie chciałem, by przeze mnie dotarli do ciebie. Twój ojciec rozmawiał z moimi starymi o tym. Stąd wiedzieli, że cię kryłem.
- Nie wiedziałem. – Krystian naprawdę nie miał o tym pojęcia.
- Dobrze, że twój ojciec zatuszował sprawę tej przejażdżki cudzym motorem. Gdyby nie on nie wiadomo jak to by się skończyło. Byłbyś w policyjnych kartotekach. Lepiej wpisać do cv wolontariat, niż żeby ciągnęło się za człowiekiem, że był karany, siedział. W aresztach, w więzieniach, nawet w poprawczakach dochodzi do pobić, gwałtów, morderstw.
- Masz całkowitą rację. Wtedy, z tą przejażdżka, to był impuls. Nie pomyślałem czym to mogło grozić. Ojciec wiedział, bo rozmawiał z adwokatem. Wstyd się przyznać, ale przestraszyli mnie mówiąc jaki mógł być wyrok.
- Pewnie poprawczak. Byłeś nastolatkiem, wcześniej niekaranym. Nieźle by cię tam przeczołgali. Gdybyś był starszy to pewnie zawiasy.
- I chciałeś dodać coś na temat mojej rzekomej urody, ślicznej buźki. Widzę ten uśmieszek. Nie odgryź sobie języka gryząc się w niego następnym razem. Niech pomyślę… Chciałeś powiedzieć, że przeklinałbym to, że jestem przystojny. Chociaż nie jestem.
- Niech ci będzie, że chciałem. Cieszyłbyś się powodzeniem. Ale to nie byłoby to, co z Amandą lecz coś wręcz przeciwnego. Mniej fajnego i nieprzyjemnego.
Krystian wzdrygnął się na myśl o tym.
- Nie zasnę, będę mieć koszmary. – dowcipkował, żeby Jakub nie zorientował się jak naprawdę jego słowa podziałały na Krystiana. – I to ma być przyjaciel.
- Mówiłeś o suzuki i kawasaki Sarze? A o nauce trików, z Filipem? Jestem pewien, że nie.
- Nie wiem którego by najpierw zabiła, albo pobiła, jego, czy mnie. – Krystian przemilczał sprawę tych dwóch motorów. Oczywiste było, że nie opowiadał jej o tym.
- Ten wasz znajomy ze studiów to nieźle zarabia na tych swoich filmikach, jako youtuber. Ma trzy motory. Jeden do kaskaderki, a do tego bimotę i aprillę. Tylko ja biedny mam jeden motor.
- Tak, tylko to ducati corse, które nazywasz swoją niebieska strzałą to już twój kolejny motor. Czwarty? Piąty? Jamaha, bmw, honda. Czego ty nie miałeś.
- Triumpha nie miałam. I tych co Filip.
Wrócili do komentowania wpisów na forum.
- To jest dobre: „Nie pijesz, nie palisz, nie chodzisz do klubów. Jak to możliwe, że ciągle nie masz kasy?”. – przeczytał Jakub. - Bo mam motocykl kobieto! Moja pierwsza żona też tego nie rozumiała. Jak przyszło co do czego wybrałem motor, nie ją. Ileż można kłócić się. Według niej wsiadałem na motor i uciekałem od problemów. Moim największym problemem była ona.
- Gdy ci smutno, gdy ci źle, wsiądź na motor, przejedz się. – powiedział Krystian.
- W punkt. Z moją drugą małżonką jest trochę podobnie jak z tą parą na ławce. Ona obrażona podejrzewa go, że ma inną, a on rozmyśla o motorze, o ustawieniach.
Podeszły do nas dwie dziewczyny. Zapytały:
- Postawicie nam drinki?
- Lubicie motory? – spytał je Jakub.
Odpowiedziały, że nie.
- No to nie ma co nawet zaczynać tej znajomości, bo my bardzo lubimy.
- Ale je spławiłeś. - powiedział rozbawiony Krystian.
- Mało brakowało, a powiedziałbym coś innego. Coś bardziej w stylu Natana.
- On spytałby je co one mu postawią w zamian za te drinki.
- Za drogie drinki i na widok jego samochodu chętnie kontynuowałyby znajomość z nim.
- Już widzę tą ich „znajomość”. Byłaby baaardzo krótka. Szybki numerek i baj, baj.
- Powiedziałeś to tak jakbyś żałował, że je spławiłem.
- Sara, jeśli zauważyła moje wyjście, w co wątpię, to już pewnie nie rozmyśla co robię, gdzie jestem, z kim.
- Co ci chodzi po głowie? Za długo żyjesz w celibacie?
- „Z jazdą motocyklem jest jak z seksem – musisz zaufać gumie.”
- Chyba ty Kris. – zaśmiał się Jakub.
- Mem taki na forum. Co do seksu… Jeszcze mam żonę.
- A ja po rozmowie o Amandzie i na widok tych dwóch od drinków prawie zapomniałem o swojej. Zobacz ilu komentujących nie może poprzestać na jednym motorze. Marzą im się kolejne. – Jakub chciał odwrócić uwagę przyjaciela i swoją od myśli o skoku w bok.
- Zupełnie tego nie rozumiem. – zażartował Krystian.
- Akurat. Już ci wierzę. Niedawno mówiłeś coś zupełnie innego. Mam pomysł na mema. Ty w kombinezonie, w kasku, oczywiście na motorze, hondzie i napis: „Właśnie kupowałem wymarzoną hondę CBR, ale zadzwonił ten pieprzony budzik”. Wiesz taka twoja wizualizacja. Oczami wyobraźni już jechałeś na niej.
- Mnie nic nie powstrzyma, nawet żona. – wtrącił się gostek siedzący obok. – Bo „Posiadanie motocykla jest jak jedzenie chipsów w kościele. Patrzą na ciebie z oburzeniem, ale tak naprawdę też by tak chcieli”. Słuchałem o czym mówicie. I też wszedłem na to forum co wy. Świetne i zabawne są te memy i filmiki poświęcone motorom. A jakie fotki, jakie maszyny. Ja nie mam żony. Udowodniłem innym, że miłość można sobie kupić. Sprawiłem sobie motor. Co za szczęście. Jesteśmy nierozłączni. Pokazał coś w rodzaju srebrnej obrączki z napisem yamaha. Miron.
- Jakub.
- Krystian.
- Prowadzę bloga o moich wojażach motorem. – powiedział Miron.
Pokazał im.
- Podróże to nie dla mnie, ale twój motor… Yamaha R1. – powiedział Krystian. - Czarny mat i do tego te wstawki fluo… Niesamowicie wygląda. Zielone felgi i napisy. Jeszcze lepiej – jak dla mnie – gdyby owiewka i zadupek były fluo, reszta czarna.
- Jak dla mnie zbyt oczojebny by wtedy był.
- To co jest w kolorze fluorescencyjnym rzeczywiście świeci? – zapytał Jakub.
- Przed pubem stoi. Idź, zobacz i przekonaj się na własne oczy.
- Twoja towarzyszka na tym zdjęciu ma czarny kombinezon. Buty i kask fluo. Pasuje do motoru. — powiedział Krystian.
- Moja chwilowa narzeczona. A tu czarna kiecka, z elementami fluo i buty zieleń fluo. Pazurki też miała pasujące do reszty. Już nie na przejażdżkę wybieraliśmy się. – Miron pokazał na blogu kolejną stylizacje dziewczyny. - Kawasaki ninja jest twoje? – zapytał Krystiana.
- Tak. Darzę sentymentem te motory.
- Jako dziecko miał taki model, a teraz nie może się z tą swoją kawą rozstać, chociaż wzdycha do hondy CBR. – powiedział Jakub. Pokaż mu to zdjęcie. W lewej ręce model, a obok stoi identyczne kawasaki ninja. Nawet kolor się zgadza.
- Repsol ci się marzy? – spytał Miron.
- Nie, ten napis „Repsol” nie odpowiadałby mi. Jest za duży. Po prostu CBR, koniecznie żółta.
- Kris ma bzika na punkcie żółtych: RR, ducati 1098. Na zlotach lata od żółtego do żółtego i CBR-ki ogląda. – powiedział Jakub.
- Widziałem hondę CBR biało – niebieską. Owiewka pół na pół. Rewelka!. – Miron pokazał im zdjęcie.
- Niebiesko – biała często spotykana, ale biało – niebieskiej nie widziałem. – przyznał Krystian.
- Jedziemy pośmigać po mieście? - zaproponował Miron. - Nocą jest zajebiście.
No i pojechali we trzech. Dżinsy i czarne, skórzane kurtki mieli na sobie, bo kto do pubu wchodzi w kombinezonie motocyklisty.

Fragment 24.


     Miałam problem z dziećmi. Szukałam pomocy u specjalisty. Poszłam na konsultacje do psycholożki, która miała praktyki w szpitalu, gdy Krystian tam przebywał. Naprawdę zrobiła karierę. Miała własny gabinet. Trudno było, ale w końcu mnie przyjęła. Trzeba było sporo czekać na wolny termin.
     Przyglądała mi się. Powiedziała, że ma wrażenie, że już kiedyś spotkałyśmy się. Miała rację. Przypomniałam jej skąd mnie kojarzy. Gdy przedstawiłam się, podałam nazwisko po mężu, uśmiechnęła się i powiedziała: „Czyli wzięli państwo ślub. A tak oboje baliście się przyszłości”. Zapytała: „Co u pana Krystiana?”
Wyjaśniłam w czym problem. Według niej Inga powinna zamieszkać z babcią i dziadkiem, albo z rodzeństwem Amandy. Ciocia, wujek to rodzina, nie to co ja, czy Krystian, który był jedynie ojcem Patryka – brata Ingi. To samo myślałam, ale Krystian nie chciał rozdzielać rodzeństwa. Dziewczyna nie wiedziała jak nas traktować, jak się do nas zwracać. Byliśmy dla niej obcymi ludźmi.  
W wakacje zmieniała się na lepsze, bo spędzała je z rodziną swojej zmarłej matki (Amandy). To jej służyło, a mieszkanie z nami niezbyt.
**********
     Po rozmowie z panią psycholog przyszedł czas na omówienie sprawy z Krystianem. Siedział w gabinecie. Zapracowany jak zwykle.
- Muszę z tobą porozmawiać. – powiedziałam wchodząc do pokoju.
- Teraz? Jestem zajęty.
- Wiecznie to słyszę. Tak, teraz. Inga męczy się z nami.
- Co takiego?
- Ciągle pracujesz to nie widzisz jak odżywa po wizytach, po pobycie u rodziny twojej eks, jej matki.
- Na pewno cieszy się, że jest z bratem.
- Patryk cieszy się, że siostra jest z nim, ale Inga jest między młotem, a kowadłem. Mieszka z obcymi ludźmi. Nie jesteśmy jej rodzicami, ani nawet ciocią, czy wujkiem.
- Nie zgadzam się z tobą.
- I w tym właśnie tkwi problem. Wszyscy są nieszczęśliwi oprócz Patryka. Ale ty tego nie dostrzegasz.
Do pokoju weszła Inga. Powiedziała:
- Ona ma rację!

     Krystian nie zrobił nic w tej sprawie i od tego dnia zaczęły się problemy wychowawcze  z Ingą.  Ona chciała mieszkać z rodziną swojej zmarłej matki, nie z nami.
Powiedział, że „gówniara” nie myśli o swojej przyszłości i dlatego należy traktować ją jak dziecko, decydować za nią. Uważał, że nie jest głupia. Też byłam tego zdania. Kiedyś dobrze się uczyła, nie wagarowała, odrabiała lekcje. Według Niego robiła nam na złość i  była to forma szantażu. Myślała, że odeślemy ją by pozbyć się problemu. Krystianowi byłoby głupio oddać takiego nieuka rodzinie swojej eks. Wstydziłby się za nią. Fakt – co oni by sobie o nas pomyśleli? Że zaniedbaliśmy Ingę, nie interesowaliśmy się jej postępami w nauce i w szkole, tym co wyprawiała. Jej słabe oceny, wagary, wybryki nie tylko o niej źle świadczyły. O nas, jej opiekunach też.
Ale myślę, że Krystian przede wszystkim bał się, że Patryk wyprowadziłby się wraz z siostrą. Dlatego wolał ją unieszczęśliwiać, żeby nie stracić syna?
Inga miała mi za złe, że nie robiłam nic, żeby mogła mieszkać ze swoja rodziną ze strony Amandy. Przeceniała moje możliwości, mój wpływ na Krystiana. On – od pewnego czasu - nie liczył się z moim zdaniem. Decydował za nas wszystkich. Nie musiałam, nie chciałam tego znosić i marnować reszty życia zwłaszcza, że wiedziałam jaka jest przyczyna takiego stanu. Niestety przez upór Krystiana, było coraz gorzej.
Dla Niego najważniejsza była praca, a dla dzieci wolność i swoboda. On im to dawał, przez co był tym dobrym, a ja tą złą (zrzędzącą, wymagającą, prawiącą kazania, goniącą do lekcji i nauki, karzącą). Mówiłam jedno, oni robili coś zupełnie innego. Gdy powiedziałam, że jedno ma lub oboje mają szlaban nie zostawali w domu. Wydzwaniali do Krystiana i skarżyli się, żalili jaka to jestem zła, niesprawiedliwa, że nie pozwalam wychodzić z domu, ale nie wyjaśniali Mu dlaczego ma/mają szlaban. Wmawiali Krystianowi, że uwzięłam się na nich. On spał, a małolaty wymykały się na imprezę, chociaż ja im tego zabraniałam, za karę, za złe stopnie, wybryki, czy za wagary.
Dwoje nastolatków w domu to koszmar, zwłaszcza, że oboje byli do mnie wrogo nastawieni. Patryk chciał być traktowany jak dorosły, jego siostra przechodziła – już od dłuższego czasu - etap buntu.
Inga podburzała brata przeciwko mnie. Przypominała mu, że nie jestem matką ani jego, ani tym bardziej jej.
     W końcu miarka się przebrała. Krystian nie wierzył, że „dzieci” są okropne w stosunku do mnie. Zamontował kamery bez naszej wiedzy. Przejrzał nagrania i dotarło do niego, że nie kłamałam, nie wyolbrzymiałam. Gdy powiedział mi o tym odpowiedziałam, że chcę rozwodu. Czara goryczy przelała się. Co to za mąż… Sprawdzał mnie? Nie wierzył mi. Zbierał dowody by własnej żonie coś udowadniać? Nie wyobrażałam sobie życia z kimś takim.
Tak właściwie to już wcześniej poważnie myślałam o rozwodzie. Za pierwszym razem na myśleniu prawie skończyło się. Za drugim machina rozwodowa poszła w ruch.
**********
     Zostawiłam Krystianowi wiadomość, na biurku, w „gabinecie”:
Nie zapominaj o tym co ważne, naprawdę istotne! I nie myśl, że ktoś będzie dla Ciebie zawsze, gdy Ty nie masz dla niego czasu. Ktoś kto kocha potrafi wspierać, pomagać, wybaczać, przymykać oczy na pewne sprawy i znieść wiele, ale nie w nieskończoność. Pamiętaj, że nawet największe uczucie, najbardziej namiętne może wygasnąć z braku zaangażowania, obecności, czułości, zainteresowania, pomocy i zaniedbania. Przez to wszystko miłość umiera! Ofiarowując swój czas, obecność, wsparcie dostajesz to samo. Doceniaj to, co masz jak najczęściej, najlepiej codziennie, a nie dopiero, gdy to wszystko stracisz…
     Co na to Krystian, który nawet jeśli był w domu to miałam wrażenie, że wcale Go nie ma? Zrobił coś, czego najmniej się spodziewałam. Nie było rozmowy, przeprosin, kwiatów, czy zaproszenia byśmy wyszli gdzieś razem, tylko we dwoje. Poszedł spotkać się ze swoim przyjacielem Jakubem.
     Rano wstałam. Krystian spał w salonie, na kanapie. Wyszłam z domu. Zapomniałam czegoś i cofnęłam się. Nie słyszał jak wróciłam. Był w tym swoim gabinecie, rozmawiał przez telefon. Zadzwonił do ojca by powiedzieć, że bierze dzień urlopu. Pomyślałam, że gdybym ja go poprosiła, żeby wziął dzień wolnego nie zrobiłby tego.
Zobaczył mnie. Poznałam po jego minie, że nie szykuje żadnej romantycznej niespodzianki. Nie spotkał się z przyjacielem by ten udostępnił nas swój domek nad jeziorem. Nie pili, Krystian na pewno, ale kto ich tam wie co robili.
Był taki, jakim go nie lubiłam. Nie interesowało mnie jakie ma plany, co będzie robić tego dnia. Nie zaproponował byśmy spędzili go razem, we dwoje. Poszłam do pracy. Wychodząc z domu wiedziałam, że między nami koniec. Czas złożyć papiery rozwodowe. Znalazłam w internecie wzór pozwu. Wypełniłam go, ale nie wpisałam daty. To był ten pierwszy raz.
     Gdy Krystian powiedział mi, że nagrywał nas – mnie i „dzieci” – to był ten drugi raz. Przyniosłam pozew i zostawiłam Mu na biurku w gabinecie. Podpisał, bardzo szybko i oddał mi. Dopisałam datę i następnego dnia złożyłam w sądzie. Czyli też rozważał rozwód. Doszedł do tego samego wniosku co ja, że nie ma sensu dalej tego ciągnąc, próbować naprawić. Wraz z dokumentami dał mi pieniądze. Powiedział: „Rozwód kosztuje. Sąd nie daje go za darmo”. Czyli zrobił rozeznanie, wiedział, że do pozwu należy dołączyć dowód wpłaty 600 złotych.
     Nie byliśmy jakoś bardzo wrogo do siebie nastawieni, ale przestaliśmy ze sobą rozmawiać, byliśmy oziębli, jedno nie interesowało się życiem drugiego, bo każde żyło swoim życiem. To nie było małżeństwo. Zero miłości, seksu, troski, przywiązania.
     Rozprawa. Nie było adwokatów, orzekania winy, świadków, obrzucania się błotem, wywlekania brudów, oskarżeń, kłótni, kompromitujących nagrań, zdjęć zrobionych w dwuznacznych sytuacjach. Odpowiadaliśmy na pytania, nic poza tym. Pełna kultura. Dzieci wspólnych nie mieliśmy, każde z nas miało pracę i swoje konto, więc nie było co dzielić i nikt nie chciał alimentów.
Po rozprawie, podczas której przestaliśmy być małżeństwem, Krystian podszedł do mnie i zapytał: „Co zamierzasz? Wracasz do Włoch?” Odpowiedziałam, że tak. Życzył mi powodzenia. I tyle Go widziałam. Chciałam z Nim porozmawiać, zaproponowałam Mu to, ale powiedział: „Koniec to koniec”.
Jakby na to nie patrzeć rozwód to zawsze porażka. Przyczyną naszego nie była zdrada, nie chodziło o narkotyki, alkohol, czy przemoc w rodzinie. Po prostu pomiędzy nami doszło do trwałego i zupełnego ustania pożycia małżeńskiego oraz więzi psychicznych, uczuciowych, emocjonalnych, duchowych i fizycznych, a nawet majątkowych i gospodarczych (mieszkaliśmy razem, ale Krystian spędzał czas i spał w swoim gabinecie, ja miałam swój pokój – naszą dawną sypialnię, nie robiliśmy razem zakupów, nie jadaliśmy wspólnie posiłków, nie spędzaliśmy ze sobą czasu, urlop brałam tylko ja, bo On non stop pracował).
     Kochaliśmy się. Na rozprawie nie wspomnieliśmy o tym, chociaż sąd interesowały nasze stosunki damsko – męskie i wypełnianie obowiązków małżeńskich. Oboje przemilczeliśmy to.
Gdy wrócił z „randki” z Jakubem (zamiast ze mną) oglądałam film. Wszedł do mieszkania i zobaczył mnie na kanapie. Usiadł obok. Łzy płynęły mi po policzkach. Nie zapytał, czy to przez film, czy z jego powodu. Położył dłonie na moich policzkach i kciukami starł łzy. Spojrzeliśmy na siebie. I zaczęliśmy się całować. Co było dalej łatwo się domyśleć. Oboje bardzo tego chcieliśmy, pragnęliśmy, potrzebowaliśmy.
Pojechał wtedy motorem, więc  nie wrócił pijany. Nie jeździ (ani samochodem, ani motorem) po alkoholu. Ale zachowywał się jakby był pod wpływem czegoś co na chwilę usunęło część wspomnień. Zapomniał o traktowaniu mnie jak powietrze.
Gdzieś kiedyś czytałam, czy słyszałam, cytat, czy coś w tym stylu, że co trzeźwy myśli to po alkoholu robi, mówi. Wtedy człowiek tyle nie rozmyśla, nie analizuje, nie zastanawia się, wyzbywa się zahamowań. Działa pod wpływem impulsu. Krystian właśnie tak się zachowywał. Był taki, jak na początku naszej znajomości.