poniedziałek, 12 sierpnia 2019

fragment 13


     Z jego pokoju (w szpitalu) wyszła młoda dziewczyna. Nie miałam pojęcia kto to. Drugi, albo trzeci raz ją widziałam. Wcześniej nie pytałam co to za jedna, żeby nie było, że znowu Go sprawdzam, kontroluję. Ostatnio bywał przewrażliwiony na tym punkcie. Ale dzisiaj już nie wytrzymałam.
- Miałeś gościa. – powiedziałam.
- To asystentka psychiatry, stażystka. W szpitalu odbywa praktyki. – odpowiedział Krystian.
- On lepszy, czy ona?
- Ona. Jak to kobieta.
- To znaczy?
- Chodzi o to, że faceci nie poruszają pewnych tematów, nie gadają o uczuciach, miłości, i te pe. To domena kobiet. – wyjaśnił.
- Rozumiem, chociaż ten tekst o niej, ten wcześniej, zabrzmiał dwuznacznie.
- Młoda, a niezła jest. W przyszłości… Chciałem powiedzieć, że pacjenci będą walić do niej drzwiami i oknami, ale może lepiej, żeby aż tylu ludzi nie miało problemów psychicznych.
- Myślisz, że dziewczyna zrobi karierę? Będzie specjalistką?
- Jestem pewien , że tak.
**********
- Miło mi panią poznać. - przedstawiła się. - W czym mogę pomóc?
- Chodzi o Krystiana Wingnera. Była pani u niego.
- Wiem o kim mowa. Zapewne pani też zastanawia się nad przyszłością, razem, czy osobno.
- Tak. Boję się.
- Powiem pani o moich obserwacjach, przemyśleniach. Może to pomoże. Wraz z odejściem kogoś bardzo bliskiego znika gdzieś radość, empatia, poczucie własnej wartości, a nawet chęć życia. Doświadczeni przez los tracą nie tylko bliską im osobę, ale i coś więcej. Cierpią i trudno im cieszyć się, dobrze się bawić, być szczęśliwymi. Życie traci zapach, smak, kolor przez co człowiek widzi wszystko w czarnych barwach. Unika wyjść z domu, bo różne miejsca przywołują wspomnienia. Muzyka, jedzenie, filmy mogą kojarzyć się z utraconą osobą.
- Tak było w jego przypadku. Siedział w domu, unikał ludzi.
- Rozmawialiście o przyszłości, planowaliście, miało być tak, jak to sobie wymarzyliście. Nie myśleliście, że coś, ktoś to zmieni. To tak jak na przykład panna młoda planuje ślub. Ma jakieś wyobrażenia co do sukienki, listy gości, może prezentów, pierwszego tańca i coś nie idzie po jej myśli. Pan Krystian lubi planować, kontrolować sytuację. Miało być inaczej, miło, pięknie, a nie jest, Dlaczego? – zadawał sobie pytanie. Nie chciał budzić się w pustym łóżku skoro nie było takiej opcji w jego wyobrażeniu waszej wspólnej przyszłości. Planował ją z panią. „Żyj według życiorysu, który chciałbyś dla siebie napisać” Aleksander Kumor. A Mea West mawiała; „Jeśli chcesz zobaczyć zaangażowanego mężczyznę idź do szpitala psychiatrycznego. „
**********
- Cześć brat! Co robisz? – zapytał Natan.
- Czytałem. – odpowiedział Krystian.
- Kojarzę ten miedziany kolor. To jej czytnik e – książek?
- Jakiej „jej”?
- No twojej eks. Sary.
- Skąd wiesz, że to jej?
- Kupowałem to z nią. Robiłem za kierowcę i doradcę. Nie rób takich wielkich oczu jak ten wilk z bajki dla dzieci. Nie do twarzy ci z taką kreteńską miną.
- W czymś jeszcze jej pomagałeś? - Krystian dziwnie zaakcentował ostatnie słowo.
- Zazwyczaj, gdy potrzebowała podwózki.  
- Często to się zdarzało?
- Coś taki ciekawski? Przecież od kilku miesięcy nie jesteście już ze sobą. – powiedział Natan.
- Często robiłeś za doradcę, pomocnika, kierowcę? – Krystian nie odpuszczał.
- Najczęściej za kierowcę.
- Dlaczego?
- Po pierwsze, jak wiesz samochody czasem się psują, a to kobiety przerasta. Po drugie, skoro nie mogła na ciebie liczyć, a potrzebowała transportu to chętnie jej pomagałem. Co miałem zrobić?  Dzwoni do ciebie, ty ją olałeś, a musiała pilnie jechać do lecznicy.
- O czym ty gadasz?
- Przy mnie do ciebie dzwoniła. Musiała szybko działać, dotrzeć do weta… Niezbyt chciała mnie fatygować, ale gdy ty się wypiąłeś to nie miała innego wyjścia i pojechała ze mną. Byłem pod ręką.
- Ciągle mówisz o lecznicy, wecie. Po co tam jeździliście?
- Masz tablet? – spytał Natan.
- To szpital. Tu…
- Nie ściemniaj. Wyciągnij ten ukryty sprzęt. Wiem, że ojciec coś ci podrzucił, żebyś nie ześwirował z nudów. Ciebie traktują tu ulgowo. Przymykają oczy na to, czy na tamto. Zdajesz sobie sprawę, że po tym co zrobiłeś powinieneś być na obserwacji na zupełnie innym oddziale niż ten.
- Wielkie dzięki za przypomnienie! Ty to naprawdę masz mnie za idiotę.
- Nie da się ukryć, że bywasz nim. Dlatego mówię do ciebie i o tobie Krystek, nie Krystian. Tracisz głowę z powodu płci przeciwnej i wtedy robisz największe głupoty. Chociaż przez motory też tracisz rozum. Podprowadzenie cudzego motoru, ta, jak jej tam było… Zapomniałem jak miała na imię.
- Wystarczy!  - przerwał mu Krystian.
- Niezdana matura. – kontynuował wymienianie Natan. -  Sara, szpital, samobójstwo. Na szczęście nieudana próba. Może skorzystaj, że tutaj masz dużo wolnego czasu i przemyśl to i owo. Mniej komplikuj sobie życie.
- Coś jeszcze? – burknął Krystian.
- Czekam aż w końcu dasz mi tablet.
- Po co ci teraz dostęp do netu? Nie masz w swojej komórce?
- Nie zadawaj tyle pytań. Dawaj.
Natan poszukał czegoś, oddał bratu tablet i powiedział:
- O proszę, tu sobie poczytaj. Spadam, bo mam coś do załatwienia.
- Z nią? – zapytał Krystian.
- Może… A tak przy okazji to jest wolna? Bo jeśli tak to…
- Odwal się od niej!
- Pies ogrodnika. Droczyłem się z tobą. Nie jestem nią zainteresowany.
Natan popatrzył na brata. Krystian nic nie odpowiedział.
Starszy Wingner chciał wyjść. Cofnął się.
- Jeszcze tylko coś ci powiem, Krystek, tak na odchodne. Odwiozłem ją na lotnisko.
- Kiedy? – Krystian akurat pił sok, ale gdy to usłyszał usiadł tak gwałtownie, że mało nie wylał go na siebie.
- Spokojnie! Nie teraz, tylko jakiś czas temu. Żebyś znowu nie poczuł się głupio pytając o nieznane ci szczegóły spieszę z wyjaśnieniem, że poleciała do ojca. Ja na jej miejscu wiałbym od ciebie jak najdalej stąd, został tam i nie wracał, bo dupek z ciebie i egoista. Ale ona wróciła. Ojciec zaprosił ją. Martwił się o córunię, swoje jedyne dziecko. Miło spędzili czas. Ciekawi cię skąd to wiem? Tajemnica! Miłego dnia! Mógłbyś częstować gości piciem, a nie tak sam pijesz.
**********
- Co to jest? – Krystian podtykał mi tablet prawie pod nos.
- Jakiś tekst.
- Przyjrzyj mu się.
- O strzelaniu do kotów. – zerknęłam. - Coś już wspominałeś na ten temat.
- Mój brat ponoć woził ciebie i Filona do lecznicy.
- Tak było. – odpowiedziałam najspokojniej jak się dało.
- I ty mówisz to tak spokojnie?
- Insynuujesz coś? Zarzucasz mi  coś?
- Nie chodzi mi o Natana lecz o kota. – wyjaśnił.
- Mówiłam ci, że żyje i że to jest najważniejsze. Jeszcze coś? Trochę się spieszę.
- Masz mi za złe, że wtedy, gdy zadzwoniłaś, nie wysłuchałem cię, że nie pomogłem.
- Gdybym powiedziała, że chodzi o Filona to pewnie zachowałbyś się inaczej. Ale nie powiedziałam i mogę mieć pretensje tylko do siebie.
- Znowu jesteś taka dziwna, obca, oziębła. Udajesz, że niby nic się nie stało. Wiem, że ze względu na kota szybko mi tego nie zapomnisz.
- Nie mam czasu. Muszę lecieć.

     Wyszłam na korytarz. Usiadłam na krześle w poczekalni i poryczałam się. Starałam się robić to bezgłośnie.
Przechodząca obok mnie pielęgniarka przystanęła i zapytała, czy potrzebuję pomocy. Pokiwałam głową, że nie.
Przyszedł. Kucnął przede mną. Oparł łokcie na moich kolanach.
- Co się stało? – spytał Krystian.
- To moja wina. Nie upilnowałam go. Uciekł i… Gdybym szybciej go znalazła pewnie nic by mu się nie stało. Mógł czuć się opuszczony. Na pewno był zdezorientowany, nie wiedział co się dzieje.
     Te dwa ostatnie zdania przypomniały Krystianowi jak sam się czuł, gdy odeszłam. Widziałam po jego reakcji. A mimo to przytulił mnie. Wstał i objął.
- Nie płacz. Zdarza  się nawet najlepszym i najtroskliwszym właścicielom.
- Mógł przeze mnie umrzeć. Dobrze, że ktoś go znalazł i zabrał, żeby udzielono mu pomocy. Ten ktoś miał złote serce. Dzięki czipowi wet skontaktował się ze mną. Dobrze, że Filon był w bazie zaczipowanych zwierząt i że był tam kontakt do mnie.
- Pamiętam jak ci zależało by zmieniono dane poprzednich właścicieli na twoje.
- Wet musiał to zrobić, a ociągał się jakby miało mu to zająć nie wiadomo ile czasu.
- Ale skontaktowałaś się z tymi od bazy zaczipowanych zwierząt, przedstawiłaś im problem i wpisali twoje imię i numer telefonu. Nie płacz! Najważniejsze, że Filon żyje. Jak wyjdę sprawimy mu koleżankę. Adoptujemy ze schroniska jakąś kocią piękność. Będzie mieć towarzystwo, zajęcie.

fragment 12

      Weszłam do pokoju. Spał. Zobaczyłam tablet. Postanowiłam pograć aż się obudzi. „Montezuma” była. Ale mnie bardziej zainteresowała historia. Byłam ciekawa co czytał, przeglądał w internecie. Ostatnia pozycja to forum. Pisano tam o… „s” samobójstwach.

Też odwiedzałem to forum. Chcecie wiadomości z pierwszej ręki, by wiedzieć jak to jest. OK, zaspokoję waszą ciekawość. Zrobiłem to. Nie jestem z siebie dumny. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze płukanie żołądka było UWŁACZAJĄCE najbardziej jak się da. Intubacja, pasy, wlewanie płynów, rzyganie, ból, krwawienie, bo coś poszło nie tak. Po drugie rozmowa z psychiatrą była PONIŻAJĄCA. Głupio obcemu opowiadać tak osobiste rzeczy, zwierzać się i co najgorsze odtwarzać akcję ratunkową. Na pewno wiedział jak przebiegła, ale „musiał” (?) usłyszeć to ode mnie. Po trzecie teraz, „po” otoczenie nie wie jak się zachować w mojej obecności. Gryzą się w języki by przy mnie czegoś nie chlapnąć. Chodzą koło mnie na paluszkach i obchodzą się jak z kruchą, porcelanową lalką.

     Ktoś spostrzegawczy miał jedno pytanie: „Skoro były „pasy” to raczej nie współpracowałeś. Nie chciałeś by cię odratowano? Mam nadzieję, że ci pomogą i więcej nie spróbujesz ze sobą skończyć. „ Krystian odpowiedział:

Może odruchowo broniłem się, może nie chciałem ich pomocy, nie pamiętam tak szybko to wszystko się działo.

     Ktoś inny spytał: „Czy to prawda, że płukanie żołądka robią w pozycji leżącej?”. Odpowiedział ciekawskiemu, że tak.

Najpierw byłem nieprzytomny, stąd intubacja. Potem siedziałem, ale coś im nie pasowało i leżałem na boku, z nogami ugiętymi w kolanach. Wlewali wielokrotnie płyny aż wszystko wyrzygałem”. Szkoda, że człowiek musi być podczas „zabiegu” przytomny.

     Chcieli wiedzieć, czy wlewają przez nos, czy przez usta, czy używają lejka.
Przestałam to czytać. Nie chciałam wiedzieć co odpisał i jakie jeszcze mieli do Niego pytania. Wyglądało to tak, jakby sam siebie karał za swój głupi czyn i  dlatego zaspokajał ich ciekawość. Albo pisał to ku przestrodze, żeby zdawali sobie sprawę z konsekwencji, by odwieść przyszłych samobójców od tego co On zrobił.
Może powinnam zapytać Go na tym forum (oczywiście nie jako ja), czy zrobiłby to jeszcze raz? Skoro tak źle to wspomina to może nie. Teraz już chyba nie ma powodów by chcieć się zabić.
Zastanawiało mnie, czy wcześniej „udzielał się” na tym forum? Pisał o swoich myślach samobójczych? O swoich problemach, zamiarach? Chciałam to sprawdzić, ale akurat obudził się, więc szybko odpaliłam grę.

- Co robisz? – zapytał.
- Gram.
- Na pewno w Montezumę.
- Zgadłeś.
- To jedno chyba nigdy się nie zmieni. Oboje lubimy tą głupawą gierkę. Zajmuje myśli. Można pogłówkować, ale za bardzo to nie trzeba wysilać szarych komórek. Nie krępuj się możesz usiąść na łóżku. Jeśli chcesz sprawdzić, czy wygodne to możesz nawet się na nim położyć.
Usiadłam. Po chwili położyłam się obok niego. Miło było znowu się przytulić.
- Co u Filonka Bezogonka?- zapytał o kota.
Mam nadzieję, że nie wyczuł mojego drgnięcia.
- Zimno ci? To może zamknij okno.
Wstałam i zamknęłam je chociaż wcale nie marzłam.
- Jak tam Filon?
- Okay.
- Tylko tyle? Godzinami możesz mówić o zwierzętach, a teraz taka lakoniczna odpowiedz. To niepodobne do ciebie.
- Żyje, to najważniejsze.

     Kot zwiał, gdy listonosz dawał mi coś dla sąsiadki. A potem jakiś zwyrodnialec strzelał do niego. Nie mogłam Mu o tym powiedzieć. O operacji, walce o jego życie, rehabilitacji.
- Czytałem, że jakiś debil truje psy i strzela do kotów. – powiedział Krystian.
- Niby policja tym się zajęła, ale jak znam życie nie ustalą kto to robi. Zbagatelizują sprawę.
- Może tym razem nie.
- Oby! Teraz krzywdzi zwierzęta, a później może przerzucić się na ludzi, na dzieci. Wielu morderców, psychopatów zaczynało od psów, kotów.
Policji to ostatnio miałam powyżej uszu.

     Filon drugi raz w swoim życiu uciekł i po raz drugi trafił w łapska jakiegoś dręczyciela kotów. Miał pecha biedaczek. Poprzedni właściciele nie chcieli go, bo stracił ogon. Świr mu go uciął. Zostawił krwawiącego, cierpiącego. Ktoś uratował kota, zabrał do lecznicy. Właściciele jeździli z nim na wystawy, ale taki bez ogona był dla nich bezużyteczny. Powiedzieli weterynarzowi, że może go uśpić, albo komuś wydać. My zobaczyliśmy te jego piękne, niesamowite szmaragdowe oczy i wzięliśmy do domu.
Rosyjski niebieski, na pierwszy rzut oka, może wydać się mało atrakcyjny, nieciekawy. Sierść szaro – niebieska, bez łat, cętek, pręg, smukła budowa ciała, długie nogi. Kot średniej wielkości i umiarkowanie aktywny. Bardzo towarzyski. Nie lubi za długo być sam w domu i wymaga rozrywek, zabawy. Lubi podróże. Skórę ma niebieską co widać zaglądając do uszu, które są spore, postawione. Nos oraz poduszki łapek – zgodnie ze standardem rasy – są lawendowe.  Czuły, empatyczny, ciekawski, sprytny (otwiera sobie szufladę z żarełkiem). Nie odstępuje mnie na krok. We wszystkim chce pomagać i uczestniczyć.
Wygląda jakby non stop się uśmiechał. Kąciki pyszczka ma uniesione ku górze.
Jego oczy wciąż nas zaskakiwały. Co jakiś czas, z wiekiem, zmieniały kolor. W końcu zostały turkusowe.
**********
     W lecznicy rozmawialiśmy o adopcji Filona.
- Pewnie kot uciekł, gdy przyszedł listonosz, albo kurier. – powiedziałam.
Nas to rozbawiło, wet nie wiedział z czego się śmiejemy.
Pokazałam palcem Krystiana i wyjaśniłam:
- To dawny kurier. Uprzedziłam Go, jak pierwszy raz dla mnie coś miał, do doręczenia, że nie chcę by wniósł paczkę do mieszkania, bo mam kota i nie chcę, żeby uciekł.
     Zazwyczaj ludzie chcą sprawdzić, czy w środku jest to, co ma być, czy zawartość nie ucierpiała. W tym celu zapraszają kuriera do mieszkania. Jeśli coś jest nie tak spisuje reklamację.
Po wyjściu z lecznicy rozmawialiśmy o tym.
- Kilka razy przypominałaś mi o tym, że trzeba uważać na kota. Wychodziłaś na klatkę, zamykałaś za sobą drzwi jakbyś ukrywała tam rozebranego kochanka.
- Takie odniosłeś wrażenie?
Krystian nie odpowiedział. Zaśmiał się jedynie.

fragment 11

- Rozmawialiśmy o pamiętniku. – powiedział Krystian.
- Chcesz mi pokazać swój – zażartowałam. – Czy chodzi ci o mój?
- Bardzo śmieszne. Oczywiście, że o twój.
- Mam podzielić się z tobą moimi sekretnymi, oczyszczającymi zapiskami?
- A mogłabyś?
- Tam są moje zwierzenia! To chyba zbyt osobiste. Po co ci to?
- Czuję się jakbym trzy miesiące był w śpiączce. Ciągle dowiaduje się co się działo, gdy ja siedziałem w swojej skorupie.
- Ale tylko dwa wpisy. – zapowiedziałam.
- Lepsze to niż nic.
- Tylko te dwa, które ci zaznaczę?
- Obiecuję!
- Może lepiej skonsultuję to z lekarzem? Czy ci to nie zaszkodzi.
- „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. To najprawdziwsza prawda.
**********
     Miałam sen. Nie mogę Go zapomnieć. Byłam na studiach ze swoim chłopakiem, 3 lata młodszym ode mnie. Nie chciałam by o tym wiedziano i że jesteśmy parą. Tyle młodszych, nastoletnich siks wzdychało do Niego, zabiegało o Jego zainteresowanie, względy. Kochaliśmy się. On nie widział nikogo poza mną. Był taki dobry, troskliwy, kochaniutki.  A ja kombinowałam jak z nim zerwać. Raniłam Go, cierpiał. Ja również. Oboje bardzo to przeżyliśmy.
Pragnęłam spakować swoje rzeczy, rzucić studia i uciec bez pożegnania.
Unikałam Go. Nie wiedział co się dzieje, dlaczego to robię. Nie byłam w stanie Mu tego wyjaśnić. Zakładałam, że nie zrozumie. To było bardziej skomplikowane niż się wydaje.
Miałam do siebie żal, strasznie tęskniłam za Nim, brakowało mi Go, ale nie widziałam innego wyjścia, jak zniechęcenie Krystiana do siebie.
Wiem, że zabrzmi to dziwnie, głupio, ale chciałam dla Niego jak najlepiej. Robiłam to z myślą o Nim. Nie chciałam Mu rujnować życia, przyszłości.
Obudziłam się zapłakana. Filon leżał obok mnie. Patrzył zaniepokojony. Nie wiedział co się dzieje.
**********
     Ta baba (Jego mamuśka) zalazła mi za skórę. Doigrała się, przegięła i musiałam udać się na policję. Zgłosić nękanie. Nie widziałam innego wyjścia.

     Dlaczego ta kobieta tak się na mnie uwzięła? Traktuje mnie jak wroga. Możemy nie darzyć się sympatią, ale jak można robić z kogoś dziwkę? W życiu nie zapomnę tego jakie zgotowała mi, nam piekło! I tych obleśnych, napalonych facetów, którzy dzwonili do mnie, pisali o swoich fantazjach nie tylko łóżkowych. Jak można obcej osobie, której nie widziało się na własne oczy, opowiadać co by chciało się z nią robić, gdzie, i na dodatek w taki nieprzyzwoity sposób? Aż wstyd było opowiadać, powtarzać to na komisariacie. Chyba nie pomyśleli, że jestem dziewczyną do towarzystwa, taką udawaną żoną?
     Co by było gdyby posunęła się jeszcze dalej? Podała „tylko” mój numer telefonu, adres e-mail. A gdyby tak ci dewianci znali mój domowy adres? Strach się bać. Przyłaziliby.
     Przez nią wyprowadziłam się. Miałam dosyć tych jej nalotów, gdy Krystian był w pracy. Rzuciłam studia. Nie chciałam by On dowiedział się z kim (RZEKOMO) się związał. Jak by się poczuł, gdyby miała miejsce taka - idziemy gdzieś, a ktoś mówi, że widział moje zdjęcie na stronie dla lubiących poświntuszyć? Albo znajomi ze studiów zaczęliby o mnie mówić w ten sposób? Nie chciałam, żeby ktoś obcy zaczepił mnie w Jego obecności i składał mi niemoralne propozycje.
Nawet nie chcę sobie wyobrażać Jego reakcji, gdyby ciągle dzwonił mój telefon. Podejrzewałby, że mam kochanka . Albo gdyby nie wytrzymał, odebrał i usłyszał pytanie: „ile bierzesz za godzinę, za dzień?”
     Nie odbierałam, ale nagrywali się na sekretarkę. Blokowałam ich. Jedni przestawali, ale zaraz zaczynali mnie nękać inni. Słali maile, swoje fotki. Strach było odbierać telefon.
     Biedny. Cierpi i jest przekonany, że wyłącznie przeze mnie.
Nawet nie dzwoni, a ja z myślą o Nim nie zmieniłam numeru telefonu, chociaż policja zdecydowanie to doradzała.
     Nie mogłam Mu  powiedzieć jaką ma matkę. Mógłby nie uwierzyć, bo kto by dał wiarę, że jego rodzicielka wykręca komuś takie numery?
**********
- Ja pierdole! Ci skurwiele wydzwaniali do ciebie, a ty nie zmieniłaś numeru, bo a nóż bym zadzwonił. Czuje się okropnie. Ty rzeczywiście robiłaś to z myślą o mnie. Pomordowałbym tych zboczeńców i napaleńców. Matka zrobiła coś takiego...
- Ciii. Uspokój się. Nie mów takich rzeczy, bo jeszcze personel usłyszy i doniesie lekarzowi. Nie ekscytuj się, bo szybko cię nie wypuszczą. Chyba nie chcesz wylądować u czubków.
- Mam wrażenie jakby już podejrzewali, że nim jestem. Gdyby nie ojciec i jego kasa dawno siedziałbym w gumowych ścianach. Był psychiatra. Zadawał mnóstwo pytań. Gdzie to zrobiłem i jak, czy brał w tym udział jeszcze ktoś, czy ćpałem, albo piłem alkohol. Co się działo przed i po. Czy miałem i nadal mam te myśli.
- Samobójcze. – podpowiedziałam, a raczej dopowiedziałam za niego, bo miał z tym problem. – A masz? – wyrwało mi się.
- Nie mam.
- A żałujesz?
- Nie zastanawiam się nad tym. Było, minęło.
- Takie mają procedury. Muszą ustalić, czy już nie zagrażasz sobie. Nie mogą cię wypuścić dopóki nie upewnią się, że jesteś zdrowy psychicznie. A nóż masz depresję i wymagasz leczenia. Albo leczyłeś się, ale przestałeś brać leki i ci się pogorszyło. Samobójcy są różni. Jedni naprawdę pragną śmierci i będą próbować się zabić aż do skutku, inni nie. Lekarz musi dowiedzieć się co dana osobę popchnęło do samobójstwa. Musi zebrać wiadomości, przeanalizować je i pomóc ci.
- Wiesz ile będziesz w szpitalu?
- Maksymalnie dziesięć dni, jeśli nie stwierdzą, że jestem wariatem. Bo jeżeli kwalifikuję się do leczenia to szybko mnie nie wypuszczą. I przeniosą, wiesz gdzie. Ten pokój to mój prywatny, mini oddział psychiatryczny.
- Lepszy taki niż ten prawdziwy. – chciałam Go pocieszyć.

- Gdy wpadliśmy na siebie w dziekanacie, już po rozstaniu, powiedziałaś, że nie ma mowy o winie i wspomniałaś coś o bandzie facetów. Teraz rozumiem co miałaś na myśli. To przez moją matkę doszło do rozstania, nie przez ciebie, czy przeze mnie. Przez bandę facetów nękających cię. Wtedy byłem na ciebie wściekły. Byłaś taka spokojna, pozbawiona uczuć, emocji, niewrażliwa, gruboskórna.
- Opanowana po lekach na uspokojenie. – wyjaśniłam Krystianowi.
- Byłem wściekły, bo wnerwiało mnie to co mówiłaś i w jaki sposób. Albo, że nie mówiłaś nic.

- Oddaję ci komórkę. – powiedziałam wyciągając Jego telefon i ładowarkę z mojej torebki.
- Myślałem, że ktoś ją ukradł.
- Przechowałam.
- Dlaczego odzyskuję ją właśnie teraz? – zapytał, jakby podejrzewał mnie o jakiś podstęp.
- Zobacz ostatnie smsy. Teraz już możesz.
- Powiadomiłaś moich starych, Natana i Jakuba o…
- O tym, że zabrano cię do szpitala. – dokończyłam za Niego.
- O cholera! Moja matka odpisała: „Przepraszam! To moja wina.”
- Teraz rozumiesz dlaczego nie przyszła. Nie mogła spojrzeć ci w oczy. Przykro mi.
- Nie tak bardzo jak mnie.
- Dobrze się czujesz? – martwiłam się o Niego.
- Bywało lepiej.
- Chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak. – byłam bezsilna.
- Muszę uporać się z tym sam. Czuję się jak kretyn. Ale ze mnie osioł. Miałem klapki na oczach.
- Proszę cię nie rozmyślaj o tym.
- Łatwo ci powiedzieć.

fragment 10

     Krystian siedział po turecku na łóżku. Oglądał film.
- Fajny? – spytałam.
- Nie jest zły.
- O czym?
- Ameryka, raczej bogate małżeństwo, ona jest lekarką w szpitalu, on tworzy gry. Mają córkę, siedem lat. I gosposię z Filipin. – streścił mi.
- Ten ciemnowłosy, gapciusiowaty to mąż tej lekarki?
- Tak. Leo. Wyjechał w interesach do Tajlandii. – uściślił.
- Wygląda i zachowuje się jak pizduś. Wiecznie jakiś taki zagubiony. Ewidentnie brak mu pewności siebie. – wyraziłam swoje zdanie na temat Leo, a po chwili westchnęłam – Oczywiście! Jak Tajlandia to musi być burdel. Myślisz, że zabawi się?
- Pewnie tak.
- A według mnie nie. Założymy się?
- Przegrasz.
- Skąd ta pewność? Widziałeś już ten film wcześniej? No tak, jesteś facetem. Reżyser to też pewnie facet.
- Bo według was kobiet, nam facetom, tylko jedno w głowie.
- Motory?
- Od kiedy jesteś taka zgryźliwa?
- Od dnia, gdy uświadomiłam sobie dwie rzeczy. Jakiego masz bzika na punkcie ścigaczy, jazdy. Oraz jak nie lubię tego i Jakuba.
- Jakuba? Dlaczego?
- Wszystko co przed chwilą wymieniłam ma wspólny mianownik. MOTORY. I jest gorsze od kochanki.
Nie powiedziałam, że miałam okazję poznać tego jego przyjaciela. Jakub poprosił bym zobaczyła co u Krystiana. Od tego czasu go nie lubię.
   
     W burdelu Leo nie skorzystał z okazji. Dał dziewczynie kasę i wysłał do domu. Sprawdził, czy posłuchała go i poszła tam sama, bez klienta. Następnego dnia ona odnalazła go, w bambusowym domku przy plaży i zaproponowała oprowadzenie po wyspie. Robiła za przewodnika. Śmigali skuterem.
Po chwili powiedziałam zawiedziona:
- A jednak zdradził żonę. Gnojek jeden. Żeby tak nabawił się czegoś. Faceci… Żona przeżywa śmierć swojego pacjenta, chłopca dźgniętego nożem przez matkę, a on bara bara z ledwo co poznaną panieną.
- To kurewka. – przypomniał mi Krystian. – Takie jak ona maja swoje sposoby.
- I co z tego? To nie powód, żeby zaraz zdradzić żonę. Pojechał tam podpisać umowę.
- Zanim dogadano szczegóły trochę to trwało. Chłopina nudził się.
- Mógł dalej zwiedzać, poznawać wyspę, imprezować, a nie od razu taki numer! I jak potraktował tę dziewczynę. Nagadał jej głupot o wspólnej przyszłości, naobiecywał i zwiał, gdy spała. Zostawił 2 zegarki, podróbki i pióro rzekomo z wstawkami wykonanymi z kości mamuta. Trzydzieści dolców jej za to oferowano. Na nasze jakieś sto dwadzieścia złotych. Tanim kosztem zabawił się. Wykorzystał ją. Tyle czasu mu poświęciła.
- Sama do niego przyszła. Pewnie liczyła na kasę. – Krystian obstawał przy swoim. Widział tylko to, co robiła ta dziewczyna. Nie dostrzegał winy Leo?
- A on miał żonę, córkę. Powinien jej podziękować, albo wysłać do diabła.
Krystian bronił Leo – niewiernego męża lekarki. To tylko męska solidarność, czy coś innego?

     Ogólnie – jak dla mnie – to film o trudnej roli matki. Lekarka czuła, że zaniedbuje córkę. Rzeczywiście mało czasu jej poświęcała. Ciągle tylko praca i praca. Mijała się z własnym dzieckiem. Wracała z nocnego dyżuru, a mała akurat wychodziła do szkoły. Dziewczynka była bardziej związana z nianią, która była też kucharką, sprzątaczką. Gloria mieszkała z nimi i tęskniła za swoimi synami. Pracowała w Ameryce by chłopcy mieli w życiu jak najlepiej. Nie głodowali, mogli chodzić do szkoły, w razie czego opiekująca się nimi babcia miała pieniądze na opiekę medyczną, ale siedmiolatek i dziesięciolatek tęsknili za matką. Gloria matkowała obcej dziewczynce zamiast być ze swoimi synami. Wróciła do nich, gdy starszy trafił do szpitala. Na swej drodze spotkał faceta, który zaoferował mu pomoc. Nie pokazano wprost, ale to pewnie był pedofil.
Na koniec okazuje się, że kurewka z tajlandzkiego burdelu też była matką. Przez telefon śpiewa swojemu małemu dziecku kołysanki.

- Moim zdaniem przesłaniem tego filmu jest, że w życiu najważniejsi są nasi bliscy, ci z którymi mieszkamy lub powinniśmy żyć pod jednym dachem. W tym przypadku chodzi o dzieci i więzi z nimi. Matki tracą ją ze swoimi dziećmi, na rzecz cudzych.
     Mówiąc o najbliższych, o mieszkaniu ze sobą przeszywał mnie wzrokiem. Wiem, że Krystian mówił o mnie, o sobie, o nas. Patrzył i widać było, że miał do mnie żal, pretensje.
- A ojciec z rodziną. – dodałam. - Jest też ukazany kontrast miedzy życiem w Ameryce, a na Filipinach. Bogate społeczeństwa z jednej strony i biedniejszy kraj z drugiej. Widać ogromną różnicę między tym jak żyją lekarka, jej mąż i ich córka, a jak rodzina Glorii. Jakie ogromne, piękne, jak wyposażone mieszkanie mają ci piersi, a jaki domek usiłują wybudować ci drudzy i nawet na jego dokończenie brakuje pieniędzy.

Po kilku minutach oglądania filmu w ciszy zapytałam:
- Myślisz, że wyjawi żonie co zrobił?
- Że uprawiał seks w Tajlandii? Po co miałby jej o tym mówić? To był tylko jeden raz.
- I co z tego, że jeden? Zdrada to zdrada! Uważasz, że powinien to przemilczeć?
- No pewnie. – Krystian naprawdę tak uważał.
- Nie powiedziałbyś mi?
- Nie. A ty?
- A żonie? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Też nie. Tym bardziej nie.
- Nie rozumiem twojego toku rozumowania. – słuchając Go nie wierzyłam własnym uszom.
- Co by to dało, że powiedziałby jej o jednorazowym numerku?
- To według ciebie nieistotny drobiazg?
- Chciał być z rodziną, więc nie powinien psuć tego co łączyło go z żoną mówiąc jej o przygodzie w Tajlandii.
- Miał się z nią kochać, jakby nigdy nic? A może w trakcie, w myślach, wspominać tamtą? Porównywać obie, która była lepsza?
- Powiedziałby jej i jaki byłby rezultat? Uszczęśliwiłoby to ich? Wręcz przeciwnie. Rozwiodłaby się z nim i odeszła z dzieckiem. Wszyscy by tylko ucierpieli. Na co tej lekarce wiedza, że mąż raz przespał się z inną?
- Zaraz zrobisz z niego bohatera i ofiarę. Biedaczek będzie żyć z wyrzutami sumienia, żeby tylko ocalić rodzinę. – powiedziałam zbyt drwiąco.
- Przesadzasz. Z tamtą to był tylko seks.

     Mówił o bohaterze filmu, czy o sobie? Zaczęłam się zastanawiać, czy jakaś nie pocieszała Go, gdy odeszłam. Może raz do tego doszło? To by tłumaczyło co przed chwilą mówił Krystian. On zapewne pomyślał, że ja też kogoś miałam w tym czasie, gdy nie byliśmy ze sobą.
- Gdyby ponownie miało miejsce coś takiego to korzystałbym z życia, z odzyskanej wolności na maksa. – powiedział Krystian.
- Masz na myśli nasze rozstanie i seks?
Pokiwał głową twierdząco.
Może rzeczywiście tak myślał, a może blefował, bo chciał mi zrobić przykrość. Udałam, że nie ruszyło mnie to.
- Hulaj dusza, piekła nie ma. Nie bylibyśmy razem to mógłbyś robić co tylko byś chciał. To nie byłby skok w bok, czy zdrada, prawda? Nie musiałbyś myśleć o konsekwencjach. No chyba, że o chorobach wenerycznych.
- Ty też.
To potwierdzało, że myśleliśmy o tym samym – czy był ktoś inny po naszym rozstaniu?
- Lubię takie filmy jak ten. Powodujące przemyślenia, zastanowienie się nad pewnymi rzeczami, dyskusję. – powiedziałam.

     Ten tytuł: „Mamut” na pewno dotyczył czegoś zagrożonego, skazanego na wymarcie. To było stwierdzeniem faktu, czy dopiero ostrzeżeniem ze strony twórców? Może widzowie mają zastanowić się nad wartościami takimi jak miłość, wierność, rodzina, szczerość? Nie powiedziałam tego głośno, bo Krystian odpowiedziałby coś w stylu: „i kto to mówi?”. On oceniał mnie, z perspektywy mojego odejścia. Pozna prawdę to zmieni zdanie. Zrozumie dlaczego tak postąpiłam.

fragment 9

- W lokalnej prasie piszą o kobiecie, nauczycielce, która dostała pracę w szkole europejskiej w Brukseli. – powiedział zaskoczony Krystian.
- Co w tym dziwnego? – spytałam - Polak dostaje pracę w ambasadzie, czy konsulacie, wyjeżdża za granicę z rodziną, czasem na wiele lat. Dzieci dyplomatów też muszą gdzieś się uczyć. Ale ktoś kto tego nie doświadczył, nie znalazł się w takiej sytuacji nie zastanawia się nad tym.
- Nie wiedziałem, że są takie szkoły.
- Jak większość ludzi. Ja nie chodziłam do szkoły europejskiej, chociaż kilka lat mieszkałam we Włoszech, a to jeden z kilku krajów, gdzie jest tego typu szkoła.
- Są we Włoszech, Belgii, Luksemburgu, Niemczech, Holandii, Hiszpanii. Na stronie ośrodka rozwoju polskiej edukacji za granicą napisano, że „misją szkół europejskich jest rozwijanie w uczniach poczucia wspólnoty z innymi Europejczykami przy jednoczesnej akceptacji swojej odrębności narodowej i kulturowej. Przebywając w środowisku międzynarodowym i wielokulturowym dzieci mają prawo do nauki języka ojczystego z poszanowaniem własnych tradycji i jednocześnie mając poczucie wspólnoty z innymi kolegami w ramach Zjednoczonej Europy.” Wymieniono tu kogo dzieci uczęszczają do takich szkół.
- Dzieci, młodzież mają nie zapomnieć, że są Polakami, ale mają też czuć się Europejczykami. W skład szkół europejskich wchodzą przedszkola, szkoły podstawowe i średnie. Są sekcje językowe. Polega to na tym, że część zajęć jest prowadzona w języku ojczystym, a reszta w języku obcym. Język obcy wybierają rodzice, angielski, francuski lub niemiecki. W takim przedszkolu zajęcia są prowadzone w języku polskim, ale podczas zabaw dzieci już integrują się z obcokrajowcami, poznają inne języki, zwyczaje, itp.
- Piszą tu, że w języku ojczystym uczą tylko matematyki, biologii, chemii, fizyki. Zajęcia z geografii, sztuki, muzyki, historii, filozofii, informatyki, wychowania fizycznego są prowadzone w grupach mieszanych, czyli biorą w nich udział uczniowie różnych narodowości i nauczyciele prowadzą lekcje w jednym z trzech języków urzędowych. Przedszkole trwa 2 lata, podstawówka 5 lat i szkoła średnia 7 lat. Cztero i pięciolatki uczęszczają do przedszkola, od szóstego do dziesiątego roku życia chodzi się do szkoły podstawowej, a potem, do szkoły średniej. Na koniec europejska matura. Piszą tu też o obowiązkowej nauce języka obcego i o przedmiocie o nazwie „godziny europejskie” w wybranym języku obcym. Również w grupach mieszanych. Ten przedmiot ma za zadanie budowanie świadomości europejskiej.
- Wiem, że prawie nic nie wiesz o mojej przeszłości. Nie mówię o niej. Od małego mieszkałam z rodzicami we Włoszech, w Mediolanie. Takie dziecko jak ja – Polak przebywający w danym kraju z racji pracy rodzica - może uczęszczać do szkoły europejskiej, albo do typowej włoskiej szkoły. Chodziłam do szkoły z Włochami i Włoszkami, a poza tym brałam udział w zajęciach uzupełniających z języka polskiego, historii i geografii Polski, wiedzy o społeczeństwie. Są takie organizowane przy konsulatach, ambasadach, przedstawicielstwach RP i nazywają się szkolne punkty konsultacyjne.
     Dzięki temu poznałam Tobiego, czyli Tobiasza, ale o tym nie powiedziałam Krystianowi, bo po co?

- Byłem ciekaw skąd znasz włoski. Kiedyś, jeszcze jako kurier, słyszałem jak rozmawiałaś w tym języku.
- Tak? Kiedy? Gdzie? – byłam zaskoczona.
- Szłaś z dziewczyną. Ona też mówiła po włosku.
- To była koleżanka z tamtych czasów. Chodziłyśmy razem do szkoły. Przyjechała do Polski i spotkałyśmy się. Kilka dni pomieszkała u mnie.
- Znajomość języków obcych ułatwia życie. – powiedział Krystian.
- Ale może też je skomplikować. Moja matka nie zna… nie znała włoskiego. Nie polubiła tego kraju. Nie chciała tam zostać, integrować się, uczyć języka.
- To jak sobie radziła nie znając włoskiego? U lekarza? Podczas robienia zakupów, czy załatwiania różnych spraw?
- Nie radziła sobie dlatego wróciła do Polski. Zostawiła mnie i ojca, ale nie chcę o niej rozmawiać. Nie żyje.
- Ile mieszkałaś we Włoszech?
- Urodziłam się w Polsce. Wyjechaliśmy, gdy byłam bardzo mała. Całą podstawówkę chodziłam tam do szkoły.
- A szkoła średnia? Studia?
- W Polsce.

     Nie radziłam sobie z odejściem matki, nie dogadywałam się z ojcem, zakochałam się w Tobiaszu. On i jego rodzice wracali do Polski. Postanowiłam  zabrać się z nimi. Zamieszkałam do pełnoletności u rodziny ze strony ojca. Potem dostałam mieszkanie, więc wyniosłam się do siebie. Zarabiałam jako tłumacz. Uczyłam włoskiego w szkole języków obcych.
**********
     Pielęgniarka uprzedziła mnie, że „znowu ta papla była u pacjenta”. Przeczuwałam kłopoty i meczącą rozmowę skoro Jego brat wpadł z wizytą.
- Jak mogłem być taki głupi i ślepy… Idiota ze mnie! Nie zadzwoniłem do ciebie, bo byłem obrażony, wściekły na ciebie. Nienawidziłem cię, że zakpiłaś z moich uczuć do ciebie i że odeszłaś, tak nagle po prostu spakowałaś się i fru z naszego mieszkania.  Zostawiłem cię z tym wszystkim samą.
- Miałeś prawo. Zerwałam z tobą. To zrozumiałe, że miałeś do mnie żal, pretensje. Ja po czymś takim też bym cię unikała. Nie chciałeś utrzymywać kontaktu z kimś  takim. Zawiodłam cię, rozczarowałam…
- Nie zauważyłem, że coś się dzieje. Moja matka nachodziła cię. Na pewno nie przychodziła na przyjacielskie pogaduszki.
- Przyjacielskie to one nie były. Ani o pogodzie. Nie odpuścisz, więc ci powiem i miejmy to już za sobą. Według niej nie byłam dla ciebie wystarczająco dobrą partią.
- Co ona tam wie. To moje życie i moja sprawa z kim chciałem je przeżyć. Nadal chcę, żeby było jasne.
- Czyli zgoda?
- A mam inne wyjście? Ciągle tu przychodzisz. Nie mam nawet gdzie uciec, albo chociaż schować się. – dowcipkował Krystian.
Po chwili powiedziałam:
- Twoja matka widziała to inaczej.
- Nie mieści mi się w głowie, że zrobiła coś tak ohydnego, niewybaczalnego. Za moimi plecami łaziła do ciebie i wygadywała jakieś głupoty.

     Może i lepiej, że wiedział. Ulżyło mi, że nie musiałam Mu tego mówić. Jego brat mnie wyręczył, wyświadczył mi przysługę.
- Nie chodziło ci tak naprawdę o wiek. Tobie on nie przeszkadzał, tylko mojej matce. Mam na myśli naszą wcześniejszą rozmowę o studiach.
- Poniekąd wolałabym nie być od ciebie starsza. Ale skoro już jestem to da się z tym żyć.
- Dotarły do mnie informacje, że mówiła swoim psiapsiółkom, koleżankom, znajomym, że jesteś 13 lat starsza ode mnie i że lecisz na kasę moich starych.
- Już nawet to wiesz…
- Jest jeszcze coś?
- Teraz to już całkiem jesteś w temacie. Przestań go drążyć. Nie przypominaj mi tego wszystkiego. Próbuję zapomnieć. Możemy do tego nie wracać? Nigdy!
Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale uszanował moją prośbę.
- Mogę sobie jedynie próbować wyobrazić co czuje, myśli matka, gdy jej dziecko dorasta, opuszcza rodzinny dom i zakłada własną rodzinę. To musi być trudne.
- Taka jest kolej rzeczy. Normalni ludzie tak robią. Młodzi wyfruwają z rodzinnego gniazda, a ich rodzice akceptują to.
- Człowiek stara się o dziecko, potem dba o nie, chce dla swojej pociechy jak najlepiej, a ono – w mniemaniu rodzica – popełnia błędy.
Chciałam dodać, że rujnuje sobie życie, ale zdążyłam ugryźć się w język. W miejscu, w którym byłam tekst o rujnowaniu sobie życia wydał mi się niestosowny.
- Bronisz jej? Po tym wszystkim?
- Daleka jestem od bronienia jej. Trudno mi było tym bardziej, bo to twoja matka. Zawsze starałam się nie mówić o niej, by nie powiedzieć co naprawdę myślę o tej kobiecie. Nie chciałam, żebyś musiał trzymać jej, albo moją stronę.
**********
     Rozmawiałam z psychiatrą. On mnie zaczepił i zaproponował rozmowę o tym co się stało. Mówił, że bliscy przeżywają traumę, obwiniają się i mogą wymagać pomocy. Każdego może przerosnąć myśl, że ktoś z ich otoczenia próbował się zabić, a oni nie zauważyli nic niepokojącego, nie zapobiegli temu. Miałam poczucie winy.
Gdy lekarz wyszedł na chwilę zobaczyłam listę pytań, które miał przygotowane dla odratowanego samobójcy. Musiał ocenić sytuację, która miała miejsce. Szkoda, że nie widziałam miny, reakcji Krystiana, gdy lekarz zapytał zwłaszcza o pamiętnik, list pożegnalny rozmowy z ludźmi jakby to było załatwianie spraw (przed śmiercią), pożegnanie.  Niektórzy czytają o samobójstwie, metodach. Odwiedzają strony i fora poświęcone tej tematyce. Mogą coś wspomnieć w internecie, na forum, czy na blogu. Ja też czytałam by się dokształcić, zrozumieć dlaczego ludzie to robią i żeby wiedzieć jak „po” z Nim rozmawiać.
**********
- Psychiatra pytał cię, czy prowadzisz dziennik, pamiętnik? – zapytałam Go.
Krystian zaśmiał się. Ciekawe, czy przy lekarzu też to zrobił, gdy ten poruszył ten sam temat co ja teraz.
- Skąd wiesz? Tak. Spytał.
- Dla faceta to idiotyczny pomysł, ale kobietom pomaga. W necie widziałam przykładowe pytania zadawane…
- Tym co próbowali się zabić… A ty masz coś takiego? Mam na myśli pamiętnik.
- Od niedawna. Przelewanie słów na papier pozwala wyrzucić z siebie to, co męczy, dręczy, nie daje spać. Ułatwia uporządkowanie myśli. Rozjaśnia umysł. To tak jakby opowiedzieć to komuś.
- Gdy mieszkaliśmy razem nie widziałem, żebyś coś spisywała.
- Wtedy tego nie potrzebowałam. 
Mieliśmy siebie nawzajem, rozmawialiśmy o problemach i wspólnie je rozwiązywaliśmy – pomyślałam.