W piątek (8.11) zgłosiłam Ridero z jakimi wadami otrzymałam książki.
O moim niezadowoleniu z druku pisałam w poprzednim poście.
Miałam wypełnić formularz reklamacyjny.
Zrobiłam to, ale ponoć go nie otrzymali.
"Szanowna Pani, prosimy o wiadomość e-mail na adres: support@ridero.pl - wtedy będziemy mieli możliwość rozpoczęcia procedury reklamacyjnej."
Zrobiłam to, co mi poradzono. Napisałam, opisałam zaistniałą sytuację, wysłałam pod podany adres.Kolejna odpowiedz to była formułka typu "kopiuj wklej" z poradnika jak postępować w razie różnych problemów zgłaszanych przez klientów. Byłam telemarketerką i miałam taką knigę z tekstami, które były bardzo pomocne w problematycznych sytuacjach. Nie trzeba było główkować, wysilać się wystarczyło jedynie wygłosić stosowną formułkę.
"Szanowna Pani, jest mi bardzo przykro z
powodu zaistniałej sytuacji. Kwestię reklamacji będą z Panią konsultować
Koleżanki z Działu Poligrafii: print@ridero.pl. Niestety, takie sytuacje się
czasem zwyczajnie zdarzają - nie mamy na wszystko wpływu."
"Mam nadzieję, że szybko uda się znaleźć
rozwiązanie."
We wtorek (12.11) i w środę (13.11) zero informacji i korespondencji od Ridero.
W czwartek (14.11) zapytałam co z moją reklamacją.
"Szanowna Pani, prosimy o wiadomość e-mail
na adres: support@ridero.pl - wtedy będziemy mieli możliwość rozpoczęcia
procedury reklamacyjnej."
W piątek (8.11) już to zrobiłam, tzn. wysłałam na ten adres, bo w piątek dostałam identyczną informację/odpowiedz. Ile jeszcze razy mam to zrobić, żeby zabrali się za rozpatrzenie mojej reklamacji?Pewnie i tak nic z tym nie zrobią. Zostanę z książkami z wadami, które nadają się jedynie by wyrzucić je do śmietnika.
Widzę, że utrudniają zamiast pomóc.
Proszę wypełnić formularz,
proszę wysłać maila tu,
proszę to samo wysłać pod inny adres.
Ciekawe co teraz wymyślą, by mnie zniechęcić.
TYDZIEŃ TEMU OTRZYMAŁAM KSIĄŻKI,
A KOŃCA REKLAMACJI NIE WIDAĆ.
TYDZIEŃ TEMU OTRZYMAŁAM KSIĄŻKI,
A KOŃCA REKLAMACJI NIE WIDAĆ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz